piątek, 10 maja 2013

Chapter XXIII - Love more then anything.

Kiedy po tygodniu podniosłam się z łóżka jak dla mnie nie wiele się zmieniło. Świat był szary i blady. Przez chmury przebijało się słońce, ale dzięki pozasłanianym roletą w moim pokoju nie można było niczego dostrzec. Wiedziałam jednak, że gdyby nie pewna osoba i uczucia z nią związane, nigdy bym się nie podniosła z łóżka.
Oczywiście jak zwykle po prysznicu leżałam na łóżku tępo wpatrując się w sufit. Moje myśli były pełne niczego. Bezdennej pustki, ale przynajmniej oczy nie zapełniały się łzami. To było moje małe zwycięstwo, że nie płakałam. Nie mogłam. Byłam wewnętrznie zablokowana. Więc kiedy wertowałam wspomnienia, te najgorsze i najboleśniejsze, usłyszałam jak ktoś wbiega po schodach i próbuje wejść do mojego pokoju. Ocknęłam się i podniosłam się. Usiadłam na krawędzi łóżka i patrzyłam nerwowo na drzwi. Przed oczami widziałam Brada, który wyłamuje drzwi i łapie mnie za ramiona.
Pokręciłam głową i nagle wszystko ustało. Po pięciu minutach usłyszałam jak jak zamek zaskakuje i i drzwi ustępują. Znałam tylko jedną osobę, która wiedziała gdzie jest kluczyk do moich drzwi. Schowany był pod doniczką z paprocią. Osoba, która jednak weszła do mojego pokoju, nie była tą, której oczekiwałam. Podszedł do mnie i złapał za ramiona.
-Wiesz jak się martwiłem? Nie nie wyobrażasz sobie! Ale wiedz, że to nie było rozsądne. Myślałem, że może nie żyjesz.- krzyczał chodząc po pokoju i wymachując dłońmi na wszystkie strony.
-Wynoś się! - wstałam i czułam złość.- Co ty sobie wyobrażasz?!- podeszłam do niego i uderzyłam go w pierś.
-Mel cholera, kocham cię i się martwię, a ty robisz mi takie numery!- złapał mnie za dłonie.
-Jesteś idiotą! Przespałeś się z moją siostrą! Co ty sobie myślisz?!-chciałam mu się wyrwać, ale mocno mnie trzymał.
-Mel, to był błąd, ale tylko ty się liczysz.- wyszeptał, patrząc w moje oczy. 
-Nie wierzę ci.- pociągnęłam dłonie w dół, ale to nadal nic nie dało.
Puścił moje dłonie i jedną wplótł we włosy. Drugą położył na moim karku i przyciągnął do siebie. Wpił się w moje usta, rozwierając je wpierw językiem. Poddałam mu się opierając dłonie o jego tors. Całował mnie zachłannie i rzucił na łóżko. Leżał na mnie, dłońmi wodząc pod moją koszulką. Nie wiem z jakiej racji mu na to pozwoliłam, ale kiedy się ocknęłam odepchnęłam go od siebie. Wstałam z łóżka i zaczęłam krążyć po pokoju.
-Co to było co!?- wydarłam się na niego ciągnąc go za dłoń by się podniósł.
-Melissa, proszę.- wstał posłusznie, ale kiedy go pchnęłam w kierunku drzwi, ani drgnął.
-Nie wynoś się. Chowam się tutaj przed tobą.- odwróciłam się i podeszłam do okna.
-Proszę cię wybacz mi.- podszedł do mnie i objął w pasie.
-Nie, Justin błagam cie. Chcę zostać sama.- oparłam głowę o jego klatkę.
-Nie chcesz, Melissa. Nie chcesz zostać sama.- przytulił mnie od tyłu i pocałował mnie w szyję.
-Nie wiesz czego chcę.- odwróciłam się i spojrzałam w jego oczy,
-Ale wiem, że chcę ciebie.- odgarnął mi włosy z twarzy i założył mi za  ucho.
-Nie umiem zapomnieć tego co zrobiłeś.- spuściłam wzrok w dół.
-Wiem, ale ja cię kocham.- podniósł mój pod brudek i spoglądał w moje oczy.
-Ja ciebie też.- oczarowana jego wzrokiem nie umiałam powiedzieć niczego innego.
-To proszę wybacz mi. Nie chcę cię stracić. Za bardzo mi na tobie zależy.- jego głos przybrał błagalny ton, a w jego oczach pojawiły się łzy.
-Justin to nie tak działa.- westchnęłam
-A jak? Wytłumacz mi.- zacisnął mocniej dłonie na moich barkach. Denerwował się.
-Dlaczego mam ci wybaczyć? Skąd pewność, że nie zrobisz tego znowu?- chciałam się przed nim bronić, ale nie umiałam.
-Ubierz się. Znaczy przebież.- no tak jak dziewczyna w dresach może wyglądać ponętnie. 
Miałam ochotę coś mu odpowiedzieć, ale stłumiłam to pragnienie. Wyciągnęłam za to miętowe rurki i kremową koszulę. poszłam do łazienki i się ubrałam. kiedy z niej wyszłam widziałam jak zaciska zęby, ale nie wiedziałam czemu. Wyciągnęłam z szafy jeszcze pudrowy sweter, zarzuciłam go sobie na ramiona i chwyciłam telefon. Bez słowa złapał mnie za dłoń i pociągnął na dół. Ubrałam jeszcze buty i wyszliśmy na dwór. Wsadził mnie do samochodu i dalej milcząc ruszył w sobie znaną stronę. Kierował się w stronę centrum. Zatrzymał się koło parku i wyszedł z auta. Obszedł je, otworzył mi drzwi i poczekał, aż wysiądę. Zatrzasnął za mną je i pociągnął mnie za rękę w stronę parku. Nie wiedziałam o co chodzi. Sama działałam pod wpływem emocji, ale to co on wyprawiał nie miało sensu. Kiedy zatrzymaliśmy się obok fontanny, wskazał bym usiadła na jej brzegu. Sam na nim stanął i zrobił coś czego po nikim, a już na pewno nie po nim, bym się spodziewała.
-Kocham Melisse!- wykrzyczał ile dał rady, a po jakimś czasie powtórzył to jeszcze dwukrotnie. 
Kiedy miał ochotę zrobić to po raz trzeci, sama wstałam i zatkałam mu usta swoimi. Po czymś takim byłam zdolna mu wybaczyć przynajmniej częściowo to jak mnie skrzywdził. Wiedziałam, że tego nie cofnie, ale to co zrobił wtedy chwilę wcześniej też by nie mógł. Dlatego go kochałam.  
-Kocham Justina!- wykrzyknęłam kiedy się od siebie oderwaliśmy.
Tak zdecydowanie przyjmowałam jego przeprosiny.

1 komentarz: