sobota, 11 maja 2013

Chapter XXIV - I want, I want, I want

Oczywiście wpadliśmy do fontanny. Ale nie było, źle. Było przyjemnie być znowu blisko niego. Jednak kiedy wracaliśmy mocny wiatr wiał w przeciwną stronę, w którą szliśmy przez co robiło mi się zimno. Tak więc pocierałam zmarznięte ramiona, chcąc się rozgrzać. Kiedy to zauważył objął mnie ramieniem i się uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech i zastanawiałam się co dalej. Czy to znaczy, że już będzie dobrze i nie będziemy musieli tego roztrząsać? Jednak zostawała jeszcze sprawa siostry. Przecież dalej będę się z nią spotykać, a ona dalej będzie mieszkać w domu, w którym mieszkam i ja. Pokręciłam głową chcąc to z niej wyrzucić. Nie o tym chciałam teraz myśleć.  
Obszedł samochód i otworzył mi drzwi do niego. Wsiadłam do środka czując, że powietrze w nim jest cieplejsze. Zatrzasnął za mną drzwi i po chwili siedział obok mnie dmuchając na swoje dłonie. Uśmiechnęłam się i podkręciłam ogrzewanie. Pocałował mnie w policzek i odpalił silnik. Ruszyliśmy w drogę powrotną. W samochodzie panowała cisza, ale nie przeszkadzało mi to. Z uśmiechem spoglądałam za okno i podziwiałam jak szybko wszystko z powrotem nabiera kolorów. Czułam złość, ale stłumiona była przez uczucie jakim go darzyłam. Może ostatnio przed tą sytuacją nie dogadywaliśmy się, ale czułam, że może być już tylko lepiej. Pragnęłam tego. Kiedy wróciliśmy, zaniósł mnie do domu i posadził na kanapie. Sam poszedł do kuchni, a ja przyciągnęłam do siebie koc. Opatuliłam się nim, a pięć minut później przyszedł do mnie Justin z gorącą herbatą. Postawił ją na stoliku do kawy i objął mnie ramieniem. Uśmiechnęłam się i wtuliłam w jego bok.
-Mel, maleńka, kochanieńka...-marudził mi do ucha.
-Tak?- podniosłam wzrok, żeby móc popatrzeć w jego oczy.
-Wyglądasz pięknie kiedy jesteś mokra.- zaśmiał się, odgarniając mi włosy z twarzy.
-Udam, że się nie odezwałeś.- ścisnęłam jego dłoń i wysunęłam z jego objęć kładąc głowę na jego kolanach.
-Ale ja to powtórzę.- uparł się.
-Nie ma potrzeby.- przymknęłam oczy.
-Nie zasypiaj.- szturchnął mnie, a ja uderzyłam go w dłoń.
-Nie zasypiam.- jednak miałam ochotę zamknąć powieki i oddać się w objęcia morfeusza.
Szeptał potem mi potem wiele słów, ale już nic z tego nie pamiętam bo poddałam się i zasnęłam.
Wieczorem obudziłam się w jego ramionach, a on sam oglądał telewizję. Widząc jak otwieram zaspane jeszcze oczy, nachylił się i złożył na moich wargach czuły pocałunek. Uśmiechnęłam się delikatnie, a moje policzki oblały się czerwienią. Odwróciłam twarz chowając ją w jego koszulce i porządnie ziewnęłam. Zaśmiał się i położył dłonie na moich pośladkach. Ja sama podciągnęłam się do góry chcąc sięgnąć jego usta. Kiedy mi się to udało, Justin przyciągnął mnie do siebie i włożył dłonie pod moją koszulkę. Odsunęłam się od niego i puściłam mu oczko.
-Bez gierek Bieber.- szepnęłam udając groźną.
-Ależ oczywiście panienko Deep. - zaśmiał się całując mnie.
-Grasz nieczysto.- udałam, że przystawiam mu pistolet do piersi.
-Nie chcę nic mówić, ale to panienki pistolet jest lufą zwrócony w moje serce.- posłał mi kolejny łobuzerski uśmiech.
-Zastanawiam się kiedy w nie trafię.- szepnęłam w jego usta.
-Zrobiła to panienka już dawno.- zachłannie się wpił w moje usta, a ja zaborczo pragnęłam jego.
Walczyłam z jego dłońmi na moim ciele, które nagle były wszędzie. Pokusa była zbyt silna, ale wiedziałam, że mimo wszystko nie chcę by to opierało na seksie, a seks na zgodę jak dla mnie w ogóle nie wchodził w grę. Nie byłam tego typu dziewczyną. Odsunęłam się i uśmiechnęłam do niego.
-Późno już?-spytałam go.
-W rzeczywistości mamy dopiero dziesiątą.- uśmiechnął się, na jego twarzy pojawiły się dołeczki.
-Przyjemności stało się zadość.- westchnęłam.- Jutro dzień pracujący.
-Tak wiem, maleńka.- szepnął mi do ucha.
-Powinniśmy iść już spać.- spojrzałam w jego rozpływające się czekoladowe oczy.
-Rozumiem, że mam iść?- spojrzał na mnie zasmucony.
-Powinieneś nie uważasz?- uśmiechnęłam się czule- Rano się zobaczymy.
-No dobrze.- i z miną zbitego psa wstał, pożegnał się i wyszedł.
Kładłam się do łóżka z myślą, że to był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Kiedy jednak obudziłam się godzinę później zła poczłapałam do okna. Gdyby nie głośne pukanie w szybę okna tarasowego dalej tkwiłabym w objęciach morfeusza, a nie opatulona cieniutkim szlafroczkiem stała na wyziębionych płytkach tarasowych. Co dziwniejsze kiedy tam wyszłam nikogo nie zastałam. Jednak kiedy się obróciłam za mną stał Justin i zanim zdążyła pojąć co się dzieje wpił się w moje usta.
-Za cholernie tęsknie by tą noc spędzić samotnie.- wyszeptał w moje usta pozbywając się mojego szlafroczka, który zsunął się po moim ciele i znalazł się na podłodze. Dłońmi gładził moje ciało, rozniecając w nim ogień. Została nam tylko upojna noc, tylko we dwoje...

1 komentarz: