wtorek, 30 kwietnia 2013

Chapter XII - Everything in you.

W śnie widziałam jego twarz. Czułam jego dłonie na swoim ciele. Przerażona chciałam się mu wyrwać, ale byłam zbyt słaba. Chciałam go kopnąć, ale jego postać ciągle mi uciekała. Zdesperowana chciałam złapać go za szyję, ale umknął mi i złapał mnie za dłonie. Przytwierdził mnie do ściany i zaczął obmacywać. Rozpłakałam się czując bezradność.
-Melissa. Ciii...kochanie.- Justin kołysał mnie w ramionach, chcąc uspokoić.
Obudziłam się i wtuliłam w niego. Czułam ciepło bijące od jego ciała, a ono napawało mnie poczuciem bezpieczeństwa. Kiedy byłam już wstanie wyszeptać parę słów Justin zapytał co się stało, a ja wolałabym milczeć.
-To... to tylko koszmar. Już nic nie pamiętam.- skłamałam nie chcąc go martwić.
-Na pewno?- zapytał głaszcząc mnie po głowie. Ja tylko kiwnęłam głową. On z powrotem ułożył się do snu, tuląc mnie do siebie. Byłam mu wdzięczna za to że się nie odwrócił, ale to nie wystarczało. Bałam się ponownie zasnąć. Dlatego wiercąc się przez całą noc próbowałam zasnąć. Rano, albo raczej wczesnym rankiem wstała z łóżka i założyłam na siebie jego koszulkę. Poszłam do łazienki i obmyłam twarz myśląc nad tym co dalej. Czułam się naprawdę szczęśliwa przy Justinie i naprawdę chciałam z nim być, ale tak naprawdę nie wiedziałam jak on traktuje tę sprawę. Wiedziałam też, że muszę porozmawiać z Taylorem na ten temat. W końcu nie mogłam zostawić go bez żadnych wyjaśnień. Pokręciłam głową i chwyciłam sukienkę. Szybko ją na siebie ubrałam i zarzuciłam na to jego bluzę. Pocałowałam go delikatnie w czoło, a jego dłonie objęły mnie w pasie.
-A gdzie moja maleńka ucieka?- zapytał otwierając swoje duże brązowe oczy jednocześnie ziewając.
-Będę wracać już do domu.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Dlaczego?- zapytał smutny.
-Zobaczymy się później dobrze? Muszę coś załatwić.- uśmiechnęłam się.
-W takim razie do zobaczenia.- przyciągnął mnie do siebie całując namiętnie.
Wyszłam z jego pokoju i skierowałam się na dół. Wiedziałam, że teraz pewnie ponownie zasnął. Wyszłam na dwór czując, że pogoda robi się coraz piękniejsza. Stwierdziłam, że tak fajny dzień nie może się zmarnować i kazałam sobie zapamiętać, że w dzisiejszych planach mam plażę. Z uśmiechem weszłam do domu i pobiegłam do pokoju. Rzuciłam buty w kąt i rozebrałam się. Wyciągnęłam z szafy jasno jeansowe szorty i do tego szarą z kolorowym motywem koszulkę. Włosy spięłam w kucyk i pomalowałam usta pomadką. Zbiegłam na dół i wyciągnęłam z lodówki jedną z moich sałatek. Przyprawiłam ją sola i szybko ją pochłonęłam. Pudełko włożyłam do zmywarki i poleciałam na górę. Złapałam za telefon i wystukałam szybkiego sms'a. Kiedy uzyskałam odpowiedź złapałam za czarne vansy i wkładając je szybko wybiegłam z domu. Popędziłam do domu na przeciwko. Zapukałam trzy razy jak za dawnych czasów. Drzwi otworzył mi Taylor.
-Melissa..- chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
-Nie, poczekaj. Ja wiem, że różnie nam się układało, a to co się stało nie dawno...-przerwałam.- Przepraszam, ale nie możemy być już razem.- widziałam jego minę, na której malował się ból.
-Ale dlaczego?- zapytał, a to pytanie zabolało mnie.
-Bo nie kocham cię. A ty nie kochasz mnie.- odpowiedziałam chyląc głowę.
-Nie możesz mieć takie pewności.- powiedział, a ja jedynie kiwnęłam głową.
-Ale jest ktoś, kto kocha mnie i jest kto kocha ciebie.- powiedziałam i skarciłam się w myślach za to.
-Co? Kto to?- zapytał, a ja nie wiedziała co odpowiedzieć.
-Słuchaj potrzebujesz czasu, ale zobaczysz szybko znajdziesz dziewczynę.- chciałam go uspokoić.
-Nie wiem czemu mam ci wierzyć.- pokręcił głową.
-Muszę już iść.- położyłam dłoń na jego ramieniu i ją ścisnęłam. Podniósł głowę i spojrzał na mnie nie pewnie. Ja tylko uśmiechnęłam się delikatnie i odeszłam machając do niego. Wróciłam do domu i spakowałam torbę na plażę. Ubrałam jeszcze na siebie czarny strój kąpielowy wiązany na szyi. Złapałam torbę, wrzuciłam do niej telefon i wyszłam ponownie z domu. Wparowałam do domu Justina i rzuciłam torbę w kąt. Szukałam go wszędzie. W sypialni go nie było, w kuchni też nie. Sprawdziłam jeszcze łazienkę i salon nie koniecznie w tej kolejności. Już miałam wychodzić kiedy ktoś mnie od tyłu złapał i przytwierdził do ściany zręcznie obracając. Wpił się w moje usta i uśmiechnął się.
-Witaj kochanie.- wyszeptał, a ja się zaśmiałam. Kochałam to, że zawsze poprawiał mi humor.

Chapter XI - Love or nothing.

Reszta dnia minęła całkiem spokojnie. Rozmawialiśmy, a ja mu powiedziała o wiele za dużo. Wiedziałam, że to dziwne, ale czułam potrzebę powiedzenia wszystkiego komuś. Nie było to moją winą, że trafiło to na niego. Był wspaniałym słuchaczem o czym wcześniej nie zdawałam sobie sprawy. Nigdy specjalnie blisko ze sobą nie byliśmy, ale tego wieczoru wiedział o mnie więcej niż moja matka, ale nikt nigdy nie wiedział więcej niż Miley. Jednak była pewna chwila, która przełamała jeszcze więcej. Wypiliśmy w sumie trochę za dużo. Kieliszek po kieliszku wina byliśmy coraz bardzie zbliżeni, aż w końcu wpił się w moje usta gładząc mój policzek kciukiem. Włożyłam dłonie pod jego koszulkę, gładząc jego tors. Rozpuścił moje włosy, przeczesując je palcami. Czułam narastające podniecenie. Ściągnęłam jego koszulkę i pocałowałam go namiętnie. Nie był mi jednak dłużny, ściągając moją koszulkę, a ja mu na to pozwoliłam. Całował moje ciało, a ja wydawałam dźwięki rozkoszy. Delikatnie głaskał je bojąc się mnie skrzywdzić. Byłam mu wdzięczna, bo nadal się tego bałam. Jednak chciałam to zrobić. Przyciągając go do siebie i położyłam się na kanapie, a on gładził moje ciało. Rozpiął mój stanik i ściągnął go wprawnym ruchem. Czułam się onieśmielona, ale nie chciałam by przerywał. Sama odważniej sięgnęłam do jego rozporka. Pomógł mi i pozbyliśmy się jego spodni. On jednak sam dał sobie radę i pozbył się i moich. Pragnęłam go i pocałowałam go delikatnie dając znać, że czuję się gotowa.
Obudziłam się rano w ciepłych ramionach. Jednak nie miałam o tym pojęcia i przestraszona otworzyłam oczy, i podniosłam się. Kiedy się rozejrzałam do o koła wszędzie panował bałagan, ale to i tak nie był mój dom. Dopiero kiedy mnie do siebie przyciągnął do siebie dając mi do zrozumienia, że chce spać uspokoiłam się. Zostałam na noc u chłopaka, z którym dopiero co zaczęłam rozmawiać, ale mając taki mętlik w głowie zupełnie o tym zapomniałam. Przytuliłam się do niego i pocałowałam go delikatnie. On jednak otworzył oczy i wpatrywał się we mnie. Schowałam się niżej pod kołdrę, chcą uniknąć jego wzroku. On jednak uparcie nie przestawał. Beztrosko odgarnął włosy z mojej twarzy. Odchylił kołdrę i musnął moje usta.
-Jesteś piękna.- wyszeptał, a ja się zaczerwieniłam.
-Przestań.- zaśmiałam się, a moja twarz była całą czerwona, aż mnie zapiekło.
-Ale ja nie kłamie.- zaśmiał się.
-Proszę cię wyglądam okropnie jeszcze w dodatku cała jestem czerwona.- schowałam twarz w dłonie.
-Dlatego jesteś jeszcze piękniejsza.- pocałował mnie w rozpalony policzek.
-Nie słodź już.- zaśmiał się i porwał mnie w ramiona ciągnąc na siebie.
-Moja maleńka.- pocałował mnie delikatnie.
Cały ranek przytulaliśmy się, a on pieszczotliwie ochrzcił mnie swoją maleńką. Całował mnie po twarzy i muskał moje usta, a ja topiłam się w jego oczach. To uczucie było cudowne. Nie wiedziałam dlaczego i jak to było możliwe, ale czułam przysłowiowe motylki w brzuchu. Miłość, ale tak byłam zakochana. I bardzo mi się to podobało.
Późniejszy czas nadal był strasznie uroczy. On sam w sobie był kochany. Po późnym śniadaniu przeprosiłam go i powiadomiła, że muszę wrócić do domu. Ze smutkiem mnie pożegnał i powiedział, że wpadnie wieczorem. Pocałowałam go namiętnie i wróciłam do domu. Powoli szłam po schodach śpiewając na cały głos piosenkę, którą ostatnio nagrałam. W mojej głowie nagle znalazło się wiele pomysłów. Uciekłam więc szybo na górę, złapałam za notatnik i zaczęłam notować. Z tego wszystkiego powstały, aż trzy nowe piosenki, a ja byłam siebie dumna. Czułam, że moje życie w końcu nabiera rumieńców, które już dawno przybladły. Krążyłam po pokoju tańczą i podśpiewując pod nosem. Czułam się idealnie, a to wszystko co stało się dzień czy dwa dni wcześniej przestało mieć znaczenie. Kiedy dostrzegłam na zegarku godzinę piątą zamknęłam się w łazience biorąc długą relaksującą kąpiel. Kiedy wyszłam w samym ręczniku szukałam jakiejś sukienki. Zdecydowałam się na pudrową jedwabistą sukienkę. Wróciłam i już wcześniej wysuszone włosy ułożyłam w kok, a jeden sprężysty loczek okalał moją twarz. nałożyłam delikatny makijaż i wyszła do pokoju gotowa. Z szafy wyciągnęłam jedynie jeszcze czarne szpilki z czerwoną podeszwą. Byłam z siebie dumna. Spryskałam się delikatnymi, ale seksownymi perfumami i zeszłam na dół. Właśnie w tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je, a on stał tam ubrany w czarne rurki, czarny podkoszulek i białą marynarkę. W dłoni trzymał jedną biała orchideę, mój ulubiony kwiat.
-Prześliczna.- wyszeptałam.
-Piękna to jesteś ty.- zaśmiał się. Szybko poszłam włożyć ją do wody i wróciła z powrotem.
-Chodźmy maleńka.- musnął delikatnie moje usta.
-Dobrze.- Justin objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. 
***
Aaaa! dumna jestem xd mam nadzieje, że się podoba i była pewna niespodzianka o którą się starałam.

Chapter X - We had it all.

Osiem miesięcy później.

Usiadłam na parapecie wpatrując się przez okno. Oczyma wędrowałam od ptaków do ludzi i spoglądałam za okno w domu skąd widziałam śpiącą siostrę wraz ze Sterlingiem. Wciągnęłam głęboko powietrze, a moje płuca wypełniła woń wody kolońskiej i mieszanki zapachu Taylora. Otulona jego koszulą rozmyślałam nad tym co dalej. Jak go kochać mimo bólu? Dlaczego ja wciąż go kochałam? Czemu mnie tak traktuje?
-Mam jogurt truskawkowy i świeże bułki.- Taylor usiadł na łóżku i wyciągnął jogurty i jeden mi podając.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się delikatnie i chwyciłam bułkę.
-Jak się czujesz?- zmierzył mnie łagodnym wzrokiem.
-O wiele lepiej.- ściągnęłam koc z nóg i podeszłam do niego. Usiadłam i oparłam głowę o jego ramię. - Czy ja zawsze muszę popełniać błędy?- zaśmiał się cicho i pocałował mnie w głowę.
-Wcale tego nie robisz kochana.
-A właśnie, że tak- ziewnęłam głęboko i wtuliłam się w niego.- Jestem jednak wdzięczna za wszystko.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nie musisz mi dziękować.- pocałował mnie delikatnie, a ja zarumieniłam się.
-Nie rozumiem.- zerknęłam na niego zdziwiona.
-Czego kochani?- uśmiechnął się nie zauważając mojej zdziwionej miny.
-ponieważ zerwaliśmy, spotkałam się z Bradem, pobił mnie, a ty zachowujesz się jakby nic się nie stało.- powiedziałam szybko na jednym wydechu. On jednak się tylko uśmiechnął łobuzersko i złapał moją twarz w dłonie.
-Kocham cię bo jesteś jak powietrze. nie da się ciebie pozbyć.- musnął moje usta swoimi, ale ja zapragnęłam więcej. Wpiłam się w jego usta, a moje dłonie wędrowały ku niem, ciągnąc go do mnie. Czułam jego dłonie na mym ciele, jak rozpinał guziki jego koszuli, jak jego ręce mnie pragnęły. Miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam czego chce. Szybko się od niego oderwałam i wybiegłam z sypialni. Zbiegłam po schodach i wypadłam na zimne powietrze. Biegłam przez drogę i wpadłam do domu jak szalona. Pobiegłam na górę i zamknęłam się w łazience. dopiero wtedy poczułam jak łzy spływają po mojej twarzy. Odkręciłam kurek i ochlapałam twarz wodą. Zakręciłam go i osunęłam się w dół, zamykając oczy. Czułam się źle. Powinnam dzisiaj to wszystko naprawiać,a nie gmatwać wszystko od początku. Zmęczona wstałam i spojrzałam na umęczoną twarz w lustrze. Podbite oko nabrzmiało od płaczu. A to wszystko zafundował mi chłopak, którego chciałam kochać, z którym chciałam być. Brad miał być przecież przy mnie. Miał mnie kochać, a on był tylko zdolny do bicia. Cholerny damski bokser. 
Odepchnęłam się od blatu i wszyłam z łazienki. Usiadłam na łóżku i przytuliłam się do poduszki. Czułam, że w najbliższym czasie będzie moim jedynym pocieszeniem. Pokręciłam głową. 'Przecież to głupie', pomyślałam. Rzuciłam ją w kąt i wstałam potykając się o dywanik. Upadłam na podłogę, a do pokoju weszła Miley.
-Wyglądasz jak sto nieszczęść.- rzuciła siadając na łóżku.
-I tak się czuję.- wstałam masując kostkę.
-Coś mi mówi, że nic tu nie zdziałam.- przytknęłam głową, dając jej znać, że ma rację.- Ale wiem kto da radę,- wystukała szybko sms'a i uśmiechnęła się tajemniczo.- Ubieraj się.- tak jak kazała tak zrobiłam.
Wciągnęłam na siebie czerwone rurki i białą bokserkę, Narzuciłam na to brązowy sweter i założyłam białe conversy za kostkę.
-Ubrana.- odparłam smętnie.- A teraz powiedz mi o co chodzi?- zapytałam podpierając się pod boki.
-Oj zobaczysz.- zaśmiała się i ciągnąc mnie za rękę zaciągnęła mnie na dół, a potem na dwór. Zaprowadziła mnie pod jeden z domów. 
-Trzymaj się.- pomachała mi i ruszyła w stronę domu.
-Chyba nie? Miley!- wydarłam się, ale było za późno. 
-Cześć Melissa.- uśmiechnął się.- Wchodź.- nawet nie wiedziałam kiedy otworzył drzwi. Jedyne co mi pozostało to wejść do środka.  
***
Jestem szczęśliwa, ale muszę przystopować. Więc bez zdziwień, że nie ma rozdziału. A teraz proszę o komentarze. 

Chapter IX - Prison.

Ten dzień od początku był nie pewny. Obudziłam się wcześnie rano czując potworny ból głowy. Nie wiedziałam co robić. Koło mnie leżał jeszcze śpiący Taylor. Nie chcąc go budzić złapałam za sukienkę i szybko się w nią wcisnęłam. Chciałam wrócić do swojego pokoju i położyć się z okładem na czole. Kiedy Weszłam do domu, poszłam do kuchni i przeszukałam wszystkie szafki. Nigdzie nie mogłam znaleźć żadnych lekarstw. Pokręciłam jedynie głową i poszłam na górę. Weszłam do łazienki i rozebrałam się ze wszystkiego. Wrzuciłam wszystko do prania i wzięłam prysznic. Owinęłam się ręcznikiem i otworzyłam jedną z szuflad. W środku znalazłam silne leki przeciw bólowe które dostałam kiedyś od Jeremiego. Połknęłam jedną z nich i weszłam do pokoju. Wyciągnęłam świeżą bieliznę i ubrałam się w przylegające dresy i rozciągniętą koszulkę.  Czułam się osłabiona i nie bardzo miałam co robić. Chwyciłam więc książkę i przeczytałam kilka pierwszych zdań. Zrezygnowana jednak przestała i założyłam zakładkę. Nie miałam ochoty nic czytać. Dopiero wtedy wpadłam na pewien pomysł. Wyciągnęłam jasne przetarte rurki z szafy i zabrałam pudrową asymetryczną bluzkę. Ubrałam się w to i chwyciłam biały sweter. Założyłam jeszcze pudrowe szpilki od Channel. Złapałam w biegu torbę telefon i klucze. Wybiegłam z domu, zamykając go w pośpiechu. Weszłam do samochodu i zapaliłam silnik. Z piskiem opon odjechałam z podjazdu i ruszyłam w stronę centrum. Zaparkowałam pod instytucją policji. Wysiadłam i szybkim krokiem weszłam do środka. Z podniesioną głową ustawiłam się przy kontuarze czekając, aż sierżant przestanie rozmawiać przez telefon. Kiedy odstawił słuchawkę przeniósł na mnie wzrok.
-Słucham panią?- zapytał patrząc na mnie nie pewnie.
-Ja w sprawie Brada Kingstona.- powiedziałam opanowując swój głos.
-A jest pani?- zapytał podnosząc brew.
-Jego przyjaciółką.- odpowiedziałam pewnie.
-Nie wiem czego pani oczekuje.- odpowiedział.
-Chciałabym się z nim zobaczyć.- nagle poczuła ucisk w żołądku jakbym robiła coś złego.
-Nie wiem czy to możliwe.- pokręcił głową sprawdzając wszystko w komputerze.
-Wie pan co? To bardzo ważne.- nerwowo stukałam w blat.
-No dobrze.- wstukał coś w klawiaturę.- Cela numer 28. Craig?- przywołał machnięciem jednego ze stojących policjantów.- Zaprowadź tę damę do 28.- po czym zwrócił się do mnie.- Masz 20 minut.- pokiwałam głową i ruszyłam za milczącym policjantem. Mijaliśmy poszczególne cele, a ja niepewnie w nie spoglądałam. Kiedy zatrzymał się Craig ja zerknęłam w celę numer 28. Nigdy miałam nie zapomnieć tego widoku. Jego posiniaczonej twarzy i miny zbitego psa. Dopiero kiedy mnie zobaczył twarz mu pojaśniała śmiechem. 
-Melissa.- porwał mnie w ramiona, a ja zwalczyłam chęć wyrwania mu się.
-Tak to ja. Musimy porozmawiać.- westchnął i postawił mnie na ziemi.
-Ja przepraszam za wczoraj. Poniosło mnie.- złapał mnie za dłoń.
-Nie uważasz?- zapytałam retorycznie. On pochylił jednak tylko głowę.
-Kocham cię.-powiedział.
-Tak wiem.- odpowiedziałam.
Spędziłam u niego bite pięć godzin mimo sprzeciwu strażnika. Rozmawialiśmy o wszystkim o czym się dało. Głównie o ostatnich czasach. To był mile spędzony czas.   
***
Wiem, że rozdziały są krótkie, ale to był początek twórczości xD

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Chapter VIII - Dinner.

Kiedy Stella wróciła próbowałyśmy rozmawiać, ale byłam zdenerwowana tym jak może pójść ten obiad. Z westchnieniem skończyłam wszystko szykować, a moja siostra zwinęła się na górę. Stwierdziłam, że przydało by się jakoś przygotować wiem uciekłam na górę. Wzięłam prysznic i ubrałam się w niebieską bawełnianą sukienkę przepinaną brązowym pasem. Do tego wyjęłam brązowe szpilki od Channel. Przejrzałam się jeszcze raz w lustrze i stwierdziłam, ze wyglądam znośnie. Poprawiłam fryzurę i nałożyłam makijaż. Kiedy odpisywałam na sms'a, powoli schodziłam na dół by coś ewentualnie coś poprawić.
-Wow wyglądasz świetnie.- powiedziała kiedy okręciłam się przed nią.
-nie przesadzaj. Ty wyglądasz lepiej, ale dziękuje.- uśmiechnęłam się i zaczęłam zaciągać rolety od południowej strony. Właśnie w tym czasie można było podziwiać piękny zachód słońca.
-Wspaniały nastrój.- siostra mi puściła mi oczko, a ja tylko czułam się dumna.
-Już mnie tak nie wychwalaj, bo znając życie coś pójdzie źle.- czułam to jakoś w środku, ale miałam nadzieje, że to głupie przeczucie.
-Dobrze nie będę.-odpowiedziała i ktoś zadzwonił do drzwi.
-Idź i otwórz.- rzuciłam do Stelli.
-Ok.- powiedziała i wyszła. 
z daleka usłyszałam głos gości czułam podniecenie. Chciałam naprawdę, żeby wszystko poszło idealnie. w momencie kiedy zobaczyłam przyjaciół  roześmiałam się, a reszta mi zawtórowała. powitałam wszystkich uściskami i buziakami. Po wszystkich czułościach usiedliśmy do stołu. Kiedy dziesięć minut później zadzwonił dzwonek do drzwi popijaliśmy wino wspominając dobre chwile. Do stołu dosiadł się Sterling i Taylor. Na widok tego drugiego uśmiechnęłam się niezręcznie, a kiedy poczułam jego dłoń na swoim udzie to czułam jak moja twarz się czerwieni. Pokręciłam jedynie głową widząc znaczące spojrzenie milczącej Katy. Jak to w gronie mężczyzn temat spadł na samochody. Uśmiechnęłam się i gawędziłam z dziewczynami o ostatnim czasie. Kiedy Stella wróciła do stołu usiadła obok Stey'a, a Sara uważnie ich śledziła. Potem po prostu wypaliła.
-Jak długo jesteście parą, jeśli mogę wiedzieć?-  moja siostra spojrzała na swojego chłopaka, a on złapał ją za dłoń.
- W środę minie miesiąc.-uśmiechnął się wesoło.
-Tak jesteśmy parą od prawie miesiąca, ale znamy się od dziecka.- zaśmiała się i przytuliła się do niego.
-Urocze.- Sara oparła głowę na dłoniach, które oparła na łokciach.
-A ty i Cody?- zapytałam widząc ich tajemnicze spojrzenia.
-Skąd wiedziałaś, że jesteśmy parą?- zapytał Cody spoglądając na mnie zdziwiony.
-Sztuka dedukcji.- odpowiedziałam zadowolona.
-Bardzo dobra. Ale wracając do twojego pytania: dwa lata.- odparła Sara popijając wino.
-Wow gratuluje.- odparła Stella.
-Chyba ktoś pukał do drzwi.- powiedział Sterling i wstał od stołu.
-Ja otworzę.- Stella zerwała się od stołu.  Czułam, że to było konspiracyjne, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Uśmiechnęłam się jedynie do Taylora, on oblizał wargi. Zaśmiałam się jedynie. Szybko jednak uleciał mi humor.
-Hej piękna jak miło cię widzieć.- usłyszałam ten głos i mnie zatkało.
-Brad ?! Co ty tu robisz?- zapytałam zrywając się z krzesła.
-Tak się ze mną witasz?- zaśmiał się, złapał mnie w pasie i pocałował wpychając język do ust. Chciałam się wyrwać z jego ramion, ale przeceniłam swoje siły. Dopiero kiedy zobaczyłam, że Taylor odciąga go ode mnie złapałam oddech. Upadłam na ziemię, chłonąc powietrze. Myśli kołatały mi się w głowie i zobaczyłam miny moich znajomych. Wiedziała, że byli winni temu, że tu przyszedł. Ale czułem też pewien rodzaj wdzięczności. W końcu tak na prawdę nigdy bym się z nim nie spotkała, a ta rzecz już od dawna chodziła mi po głowie. Nie chciałam patrzeć na to co się dzieje. Więc odwróciłam wzrok i wstałam z podłogi. Czułam się zażenowana całą tą sytuacją więc, wyszłam z pokoju do kuchni. Sara, Cody, John i Katy przyszli się pożegnać, a ja tylko kiwnęła głową. Nie miała ochoty z nimi rozmawiać. Sara zatrzymała się chwilę dłużej.
-On cię kocha Mel.- powiedziała i pocałował mnie w policzek na pożegnanie. 
Kiedy wszyscy wyszli zabrałam się za sprzątanie stołu. Stella widząc, że potrzebuje pomocy dołączyła się do mnie. W momencie kiedy skończyłyśmy Stella wybiegła z domu. Oparłam się o blat i wypiłam resztę wina z kieliszka. Stwierdziła, że to jednak za mało i wypiłam resztkę z butelki. Wyszłam z domu, łapiąc po drodze Stellę powiedziałam jej, że przenocuję u Stelli. Złapałam Tay'a pod ramię i przykładałam mu lód do twarzy. 
-Przepraszam.- powiedziałam, a on jedynie mnie pocałował w skroń. Miałam nadzieje, że ten koszmar szybko zostanie zapomniany.