niedziela, 12 maja 2013

Chapter XXV - I'm not doing anything.

Rano obudził mnie śmiech. Bardzo głośny śmiech, który ranił moje uszy. Miałam ochotę tłuc głową o ścianę, ale wiedziałam, że dzieje się tak dlatego, że przed zaśnięciem zażyłam dawkę narkotyków. Wstałam z łóżka i ruszyłam do pokoju siostry. Otworzyłam szeroko drzwi, a scena w jakiej ją zastałam była jednoznaczna. Przyłapałam swoją nieletnią siostrę na seksie z chłopakiem o pięć lat starszym. Nie dość, że moja głowa pękała mi w szwach, to w dodatku widziałam jak się rżną. O, nie! Tego już za wiele.
-Czy do jasnej cholery, nawet w sobotni poranek nie może się w tym domu obyć bez seksu?!- wściekła wykrzyczałam całą frazę, a w moich myślach układały się sceny odbywające się pod kołdrą, którą byli okryci.
-A czy ty nie potrafisz pukać?- widziałam zażenowanie w jej oczach, ale to wcale nie powstrzymało jej gniewu.- Dobra wiem, że jesteś na mnie wściekła i chcesz się odegrać. Ale kurwa puka się powtarzam ci jeszcze raz. Aha i po pierwsze to my nic nie robimy.- próbowała się usprawiedliwić, ale ja wiedziałam co widziałam.
-Jasne oczywiście, siostro świętoszko.- moje słowa ociekały sarkazmem i ironią.
-Albo stąd zaraz wyjdziesz albo tego pożałujesz!- darła się jak opętana, a ja miałam z tego chorą satysfakcję.
-Uuu...ale się ciebie boję.- udałam przerażenie.- Skończcie to i chcę mieć ciszę.- i wyszłam zatrzaskując za sobą drzwi.
Marudziła coś jeszcze po tym, ale nie zwracałam już na to uwagi. Jak gdyby nigdy nic wróciłam do łóżka, a Justin się właśnie obudził. Wpił się w moje usta, a ręką gładził moją pierś. Kiedy się od siebie oderwaliśmy, moje policzki oblały się czerwienią, a jego włosy były postrzępione w każdą stronę.
-Witaj, maleńka.- zaśmiał się tuląc mnie do swojego boku.
-Witaj kochasiu.- uśmiechnęłam się do niego i pocałowałam go czule.
-Wstajemy co?- przejechał dłonią po linii mojego ciała.
-Chyba tak.- wyszeptałam przymykając oczy.
-To chodź.- wyciągnął mnie z łóżka i zaczął rozbierać. Nagle ponownie byłam przed nim całkiem naga, a on całował skrawki mojego ciała. Powoli wciągnął na mnie bieliznę, ale z resztą ubrań szło mu jeszcze wolniej. Kiedy już jednak skończył ze śmiechem zabrałam się do posprzątania sypialni, która po uprzedniej nocy była w stanie kataklizmu albo i wojny. Cokolwiek, ale Justin sam był jak tornado, więc pasowało i to. Z uśmiechem zeszliśmy na dół i przygotowaliśmy sobie lekkie śniadanie. Herbatka, kanapeczki jak normalne pary, które nie miały tyle szczęścia by już móc razem zamieszkać. Śmiałam się z jego głupkowatych min i smarowałam go sokiem z pomidora i innymi substancjami, którymi się ubrudziłam. Rozbawienie w jego towarzystwie było jak oddychanie. Przychodziło wraz z powietrzem. Kiedy skończyliśmy jeść posprzątałam i usiadłam mu na kolanach. Na moje nieszczęście na dół zeszła moja młodsza siostra. I oczywiście nie mogła sobie darować kilku słów krytyki.
-Nie możesz się powstrzymać nawet w kuchni!- zaczęła swój głupkowaty wywód, o tym co można, a czego nie.- Chcę w spokoju zjeść śniadanie, a nie być przy tym zniesmaczona!- krzyknęła, a ja wstała z Justina.
-Jeszcze tego pożałujesz smarkulo.- odburknęła i wyszłam z kuchni. Ruszyłam na górę do pokoju i mocno nimi trzasnęłam. Ubrałam buty i złapałam torbę. Zbiegłam na dół gdzie Justin do mnie dołączył. I wyszliśmy z domu. Pobiegłam do auta, a Justin poszedł za mną. Przez pięć minut kłóciliśmy się, które z nas będzie prowadzić i w końcu jednak ze mną wygrał. Nerwowo bębniłam palcami w deskę rozdzielczą próbując ukoić rozbiegane myśli. Wszystko we mnie wrzało. Chciałam ją złapać i udusić. W dodatku Justin siedzący obok mnie, prowadził monolog bo skrzętnie go nie słuchałam o tym, że powinnam już odpuścić, skoro wszystko się wyjaśniło. Jednak dla mnie to nie było, aż takie proste. Mnie naprawdę zabolało to, że coś takiego zrobiła własnej siostrze.
Cały dzień pracy miną w zaskakującym tempie więc nim się spostrzegłam wracałam już do domu. Kiedy byłam w pracy uspokoiłam się i musiałam mu przyznać rację. Nie powinnam się wyżywać na Stelli za to co się stało. Bolało, cholerni bolało mnie to co zrobili, ale jeśli jemu potrafiłam wybaczyć, powinnam też potrafić i jej. Tak więc z tą myślą wracałam do naszego domu. By się pogodzić. Wjechałam na podjazd i wyłączyłam silnik. Zabrałam torbę z przedniego siedzenia i ruszyłam do domu. Kiedy tylko weszłam do środka, uderzyła mnie cisza i aromat herbaty. Były to oznaki, że coś się działo. Nawet nie wiedziałam w którym momencie Stella na mnie naskoczyła.
-Wiesz co, mogłam się po tobie spodziewać wszystkiego. Ale nie, że zemścisz się na niewinnym psie.- krzyczała ponownie jak opętana, wskazując na mnie palcem.
-Ale o co ci chodzi?- przyglądałam się jej zdziwiona. Nie rozumiałam jej reakcji na mój widok.
-Nie udawaj do cholery greka.- dalej nie przerwanie krzyczała.- Doskonale wiem, że to ty przytrzasnęłaś jej ogon!
-Co? Ja? Chyba śnisz.- odpowiedziała kręcą głową. Nie wiedziałam o czym ona mówi.
-Dobra, mam cię dosyć. Nie wiedziałam, że jesteś zdolna do czegoś takiego!- krzyknęła biorąc swojego pieska, do którego naprawdę nic nie miałam i ruszyła do wyjścia.
-Przecież ci powiedziałam, że to nie ja!- odkrzyknęłam zmartwiona.
-W dupie ma to co mówisz!- odparła i zniknęła za drzwiami, a ja pobiegłam do siebie i zamknęłam drzwi. Wyciągnęłam woreczek i wzięłam dawkę, nie mogą znieść dziś już niczego więcej.

1 komentarz: