środa, 15 maja 2013

Chapter XXVIII - I just wanna lay in your bed.

Ciepłe ramiona, które mnie otaczały dawały mi poczucie błogostanu. Cieszyłam się z jego bliskości więc z radości nie otwierałam oczu. Uśmiechałam się sama do siebie. Jednak szybko przypomniałam sobie sytuację sprzed kilku dni, o której wczoraj skutecznie udało mi się zapomnieć. Kolejna kłótnia z siostrą o Justina. Taaak. Sam często nie wiedziałam o co mi chodzi. Byłam cholernie zazdrosna bo wiedziałam jak wszystko dokoła jest kruche. Jednak sama zamiast walczyć by nic nie zdołało tego pokruszyć, niszczyłam po kawałku moją więź z siostrą, miłość Justina i ich przyjaźń. I mimo, że wszystko zostało już wyjaśnione, nadal odczuwałam wyrzuty sumienia, które ciągle dawały o sobie znać. Patrzyłam na jego twarz, jak delikatne rysy się wyostrzają, a zmarszczki zmartwień znikają z jego czoła. Czas kiedy spał to jedyny czas kiedy mogłam przypatrywać się mu bez końca. Nie rozpraszały mnie jego czekoladowe tęczówki, przez które nie mogłam często wydusić słowa. Wprawiały mnie w zakłopotanie, zawstydzenie i spychały moją pewność siebie. Były takie ciepłe i to one wyznaczały mi ścieżkę do domu. A ja nadal robiłam głupstwa. A ja nadal raniłam wszystkich i siebie. A ja nadal brałam to świństwo, które w pewnym czasie może odebrać mi praktycznie wszystko. Pokręciłam głową by wyrwać się z letargu. Oparłam głowę o jego tors i wsłuchiwałam się w jego miarowy oddech i liczyłam uderzenia jego serca. Sześćdziesiąt trzy na minutę. Tak wsłuchana w kakofonię wydawanych jego dźwięków, nie wiem jakim cudem przegapiłam jak się wybudza, a jego oddech nagle przyśpieszył.
-Maleńka.- sapnął, a jego głos był przyjemnie zachrypnięty, zresztą jak zawsze, ale to nadawało mu seksowności.
-Tak?- spojrzałam jak nieporadnie próbuje otworzyć oczy, a na moją twarz wkradł się uśmiech.
-Kocham cię.- wyszeptał do mojego ucha, ale widocznie się poddał bo nadal nie czułam jego spojrzenia.
-Ja ciebie też.- odpowiedziałam pół szeptem.
-Nie jesteś już śpiąca?- zapytał nie modulując jeszcze dokładnie głosem, ale dało się słyszeć zdziwienie.
-Nie, ale jeśli potrzebujesz jeszcze snu..-nie dane mi było dokończyć bo złożył na moich wargach delikatny pocałunek.
-Wolę poleżeć wraz z tobą.- zaśmiał się cicho, tuląc mnie do siebie.
-Przyjemnie mi.- odparłam zagłębiając się w jego ramiona na co mruknął zadowolony.
-Mi również.- muskała moje włosy, a jego pocałunki tak lekkie dodawały mi lekkości co może zabrzmieć dziwie, ale tak właśnie się czułam. Lekka.
Tak spędziliśmy znaczną część poranka, kiedy to Justinowi zaburczało w brzuchu. Oblany rumieńcem wstał z łóżka zaczesując włosy do tyłu. Kiedy chciałam pójść w jego ślady, rzucił mi komendę bym została na miejscu, co też uczyniłam. Leżąc w jego łóżku zastanawiałam się nad przyszłością. Czy tak to będzie wyglądać miedzy nami? Będziemy leżeć zakopani w pościeli, obdarzając się czułościami? Nie chciałam powiedzieć, że było to coś złego, ale marzyłam by robić to wszystko co inne normlane pary. Chodzić do kina, udawać się na spacery, wylegiwać się na piaszczystej plaży. Niestety jedyne co robiliśmy w momentach kiedy się spotykaliśmy to była jego kanapa albo łóżko. Wielki mi wybór, prychnęłam pod nosem. Nie zdawałam sobie jednak sprawy, ze w drzwiach stoi Justin. Posłał mi pytające spojrzenie, a ja jedynie pokręciła głową. Wiedziałam, że jeśli oboje chcemy czuć się spełnieni w tym związku będziemy musieli nad tym porozmawiać, ale w tym czasie chciałam się skupić na naszej bliskości. W odpowiedzi uśmiechnął się do mnie i postawił tacę ze śniadaniem na stoliku. Potem wgramolił się do łóżka pieszcząc swoimi zimnymi stopami moje na co oparłam z niemym piskiem i chwilową wrogością w oczach. Przyjął to ze śmiechem i postawił na swoich kolanach tacę.
-Najpierw za Justinka.- rzucił zdrabniając swoje imię i ukroił kawałek naleśnika. Powędrował on oczywiście w stronę moich ust co przyjął z uśmiechem kiedy grzecznie zjadłam kęs.-Grzeczna dziewczynka.- drugi kęs powędrował do jego ust. I tak toczyło się nasze łóżkowe śniadanko. On zdrobniale wymieniał imiona wszystkich których nas otaczali, a ja dobrodusznie zjadałam wszystko co znajdowało się przed moimi ustami.
Dwie godziny później ku mojemu zaskoczeniu powiedział, że ma coś ważnego do załatwienia i, że zobaczymy się wieczorem. Wzruszyłam jedynie ramionami. Nie wydawał się ucieszony tym faktem, że musimy się rozstać więc w trakcie ubierania co chwilę całował moje usta, szyję, po ramionach, a ja w odpowiedzi uśmiechałam się na ten gest. Odprowadził mnie pod same drzwi i złożył czuły pocałunek na moich wargach.
-Do zobaczenia maleńka.- szepnął pieszczotliwe i pocałował mnie w głowę.
-Będę tęsknić.- objęłam go ramionami nie chcą go puścić.
-Mel...-westchnął i podniósł mój podbródek do góry.- Zobaczymy się wieczorem, obiecuję.- pocałował mnie delikatnie.
-Wiem kochanie.- uśmiechnęłam się czule.
-To dobrze.- zaśmiał się. Kiedy uwolniony już spod moich ramion ruszył w stronę swojego samochodu, ja mocowałam się z zamkiem by wejść do domu. Wtargnęłam do środka i zauważyłam, że nikogo w środku nie ma. Wzruszyłam jedynie ramionami i ruszyłam schodami do pokoju. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. Czułam się dziwnie wiedząc, że wszyscy dokoła mają plany na dzisiejszy dzień, a ja jako jedyna siedziałam we własny pokoju. Podciągnęłam się go góry, by pozbyć się tego wrażenia i otworzyłam szafę. Wyjęłam z niej dresy i jedną z nielicznych koszulek Justina. Wraz z tym ruszyłam do łazienki. Wzięłam odprężający prysznic i wyszłam z kabiny w otoczeniu kłębów pary. Przetarłam lustro i przyjrzałam się swojemu odbiciu. Wydawałam się blada, a moje podkrążone oczy straszyły jeszcze bardziej. Na szczęcie moja oliwkowa karnacja wszystko dokładnie maskowała dzięki czemu czułam się znośnie. Westchnęłam i rozczesałam skołtunione włosy i ubrałam się w to co sobie przygotowałam. Udawałam wszystko, zdrowie i szczęcie, ale czułam, że popełniam błąd. Nie chciałam nikogo ranić, ani pokazywać co czuję w środku. Jak czasem ranią mnie zwykłe słowa, które rzeczywiście nie mają takiego przekazu. Miałam ochotę wyrzucić to wszystko z głowy, to jednak nie było to takie łatwe. Myślałam jedynie nad tym co robię źle i naprawdę chciał by to wszystko wglądało inaczej. Ubrana usiadłam na łóżku i odpaliłam laptopa. Włączyłam kilka portali i prześledziłam co ciekawego w tym momencie o mnie wypisują. Większość artykułów opierała się na moim związku z Justinem, ale według nich to były tylko domysły, ponieważ niemieli nic potwierdzonego oprócz paru spotkań w restauracji. Pisali, że może i próbowaliśmy, ale przez nawał zajęć nam nie wyszło. Kręciłam przy tym głową i byłam zadowolona. Osiągnęliśmy cel. Nikt nie zdawał sobie sprawy, że jesteśmy razem. To nieco bolało. Czy to dlatego nigdzie z Justinem nie wychodziliśmy? Nie chciał by media się dowiedziały i nas rozszarpały? To nie było konieczne, robili to i tak bez względu czy byliśmy razem czy nie. Nieco zawiedziona i roztargniona, zamknęłam laptopa i położyłam się na łóżku. Wpatrywałam się tępo w sufit i myślami byłam przy Justinie. Czy kiedykolwiek odważy się wyjść ze mną normalnie jak kochający chłopak? Pokręciłam bezwiednie głową i spoglądając na zegarek obok łóżka liczyłam czas, aż do jego pojawienia się.
Sto dwadzieścia sześć minut później usłyszałam dzwonek do drzwi. Z początku go ignorowałam, ale po pewnym czasie osiągnęłam szczyt irytacji i głośno tupiąc w charakterze oburzenia, otworzyłam drzwi. Za nimi poprawiając czapkę na głowie stał Justin. Posłał mi swój przepiękny uśmiech i musnął mój policzek wchodząc do środka. Zamknęłam za nim drzwi i założyłam ręce na piersi. Spojrzał na mnie zdziwiony unosząc brew, a ja pokręciłam głową.
-To co filmy na kanapie?- rzuciłam oschle co widocznie zignorował. Uśmiechnął się do mnie łobuzersko i pokręcił głową.
-Nie maleńka. Ubieraj się.- wskazując na mój podkoszulek i mrugając znacząco. Westchnęłam i pobiegłam na górę.
Kiedy stałam przy szafie dokonując szybkiej selekcji ubrań jakie miałam w szafie, Bieber wszedł do mojego pokoju i przysiadł sobie na moim łóżku, co uchwyciłam kątem oka. Wyciągnęłam żółte spodnie rurki do tego czarną koszulę z dżetami na kołnierzyku i zamknęłam się w łazience. Przebrałam się z mojej wcześniejszej stylizacji i włożyłam świeże ubrania. Nałożyłam makijaż, ułożyłam włosy i wyszłam spoglądając na niego. Podniósł kciuki do góry, wręczył mi moją torbę i ciągnąc za dłoń zaciągnął na dół. Zdążyłam złapać jedynie cienki czarny sweter wkładany przez głowę i zbiegliśmy na dół. Ubrałam czarne tenisówki, a on musnął moje usta i wyprowadził z domu.
-Powiesz mi co kombinujesz?- zapytałam, zamykając drzwi na klucz.
-Po co pytasz skoro wiesz, że ci nie powiem?- podszedł do swojego auta i otworzył mi drzwi od strony pasażera.
-Racja.- skitowałam, usadawiając się wygodnie w fotelu. Zamknął drzwi i okrążył samochód by zaraz znaleźć się za kierownicą.
-Zapnij pasy maleńka.- puścił mi oczko i się zaśmiał.
-Jasne.- wywróciłam oczami i zrobiłam o co poprosił.
-Tęskniłem za tobą wiesz?- uśmiechnął się smutno w moją stronę.
-Nie widzieliśmy się zaledwie jakieś sto czterdzieści minut?- wzruszyłam ramionami.
-A jednak liczyłaś czas.- pokręcił głową.- Wariatka.
-Ja? To ty kazałeś mi się przebrać i wsadziłeś mnie do swojego samochodu, nawet nie mówiąc co zamierzasz ze mną zrobić.- spojrzałam na niego skrzywiona.
-Myślisz, że co chcę z tobą zrobić?- spojrzał na mnie rozbawiony.
-Nie wiem. Zatrzymasz się w lesie, zgwałcisz, zostawisz, a potem znajdzie mnie jakiś nie wyżyty erotoman i dalej będzie wykorzystywał moje biedne ciało.-na mojej twarzy pojawił się grymas, a jego widocznie to rozbawiło jeszcze bardziej bo zaczął się śmiać.
-Cokolwiek zamierzam, nie jest to zgwałcenie cię...w lesie.- spojrzałam na niego złowrogo.
-To mnie pocieszyłeś.- odwróciłam wzrok w stronę okna.
-Melissko, kochanie.- gruchał mi nad uchem, a ja starałam się ignorować ten jego głos.
-Przestań.-machnęłam ręką by się uciszył.
-Maleńka, nie gniewaj się. Ja tylko nie chce zmuszać się do tego by już więcej się z tobą nie kochać. Gdybym teraz powiedział, że cię nie zgwałcę w pewnym sensie było by to kłamstwo czyż nie?- spoglądał skupiony na drogę.
-Ale chyba nie zamierzasz mnie zgwałcić prawda?- szepnęłam przyglądając się mu.
-Czasem się zastanawiam, gdzie podział się twój rozum.- zaśmiał się pod nosem, na co uderzyłam go w ramię.- Ja tu prowadzę.- oburzył się.
-A ja jestem obrażana przez mojego chłopaka, który chce jednak być byłym.- wydukałam przez zaciśnięte zęby.
-Jesteś urocza, jak się złościć, a szczególnie jak marszczysz nosek.- dotknął palcem mojego nosa, na co rzeczywiście go zmarszczyłam.
-Czasem przechodzisz samego siebie.- wypuściłam powietrze i poprawiłam się na siedzeniu.
-Czasem nadużywasz słowa czasem.- zaśmiał się sam z siebie i zatrzymał.
Wysiadł z pojazdu, okrążył go i jak dżentelmen otworzył mi drzwi. Posłałam mu ciepły uśmiech i złapałam jego dłoń. Justin z uśmiechem poprawił nasz uścisk by było nam wygodniej zmieniając kolejność dłoni i musnął moje usta. Na chwilę utonęłam w jego oczach, które przypominały płynną czekoladę i odwróciłam wzrok. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to ławka zwykła ławka. Nie była szczególna, ale może szczególne było to, że w okolicy nie było żadnej innej? Pełno drzew dokoła, kolorowych kwiatów i jedna lampa, która musiała to wszystko pięknie rozświetlać. Justin poprowadził mnie na ławkę i usiadł zaraz obok mnie. Objął ramieniem i wskazała na zachodzące słońce. Był to cudowny widok. Słońce znikające za drzewami i oraz spokojną wodą i wzniesieniami. To był widok na który czekałam. To było nasze miejsce, tak je zapamiętałam.
-Kocham cię maleńka.- szepnął całując mnie w czubek głowy, a ja wtuliła się w jego tors.
-Ja ciebie też kocham, słodziaku.- zaśmiałam się cicho.
-I niech tak zostanie.- pocierał moje ramię, a ja byłam szczęśliwa. Jego obecność wynagradzała wszystko, nie ważne gdzie byliśmy, a moje głupie myśli, że nie pojawiamy się w miejscach publicznych znikły. Przecież liczył się poświęcony czas, nie miejsce.

***
Może nie jest wybitnie długi, ani staranny, ale niekiedy tak bywa. Nie napisałabym tego inaczej i wiem to. Czasem to wina samej akcji. Nie jestem dumna, ale to już zostawię do waszej oceny <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz