środa, 22 maja 2013

Chapter XXXV - Ten seconds as decisions about life.

Atmosfera
Czy wszystko musi być przypadkiem? A co z losem? To znaczy to samo? Przypadek jest równy losowi? Spieranie się o to mogło by zając mi wieki. Nie miałam tyle czasu. Miałam dziesięć sekund. Za mało czasu. Czułam zapach w powietrzu. Powiew wiatru na twarzy. Spódnica zafalowała się wokół moich kostek, a kawa wylała się nieco z kubka. I tak była za słodka. Cukier. Osiem sekund. Jego spojrzenie powędrowało w moją stronę, zanim zdążyłam to zrobić pierwsza. Sześć sekund. Był tak blisko, ledwie o krok. Zamyśliłam, się aż tak bardzo? Niedobrze. Cztery sekundy. Patrzyłam w morze czekolady. Tak myślałam o domu kilka tygodni temu. Tak myślałam o miłości. Dwie sekundy. On już wiedział, że mnie posiadł w całości. Całkowicie taka jaka stałam przed nim. Jedna sekunda. Uśmiechnął się, a potem to zniknęło. Teraz. Wyminął mnie. Tak po prostu. Bez słowa. Moja głowa nagle stała się ciężka. Łzy? Czułam je już pod zaciśniętymi powiekami. Mogłam oszukiwać innych, którzy mi nie wierzyli. Mogłam kłamać świadomość. Ale nie uczucia. One miały swoje własne gniazdo w moim ciele i patrzyły jak ból płata mi figle. Jak dotyka jej dłoni. Jak całuje w policzek. Sparaliżowana patrzyłam na to, ale nie przejmowałam się tym. Byłam jak duch. Niewidzialna. Gdybym nie poczuła jak moje stopy nagle robią się mokre może nigdy bym się stamtąd nie ruszyła. Jak? Kawa zalała mi niskie sandałki. Nie ważna wartość materialna. A gdzie moja miłość? Dlaczego ona? Co ona ma w sobie czego nie posiada moja dusza? Czy to dlatego, że walczyłam dla niego? Że uważałam, że warto żyć by znów być przy nim? To coś złego? Odeszłam. Nie biegiem. Nie truchtem. Nie szybkim krokiem. Najwolniej jak się dało. By ból pozwolił mi zrozumieć. Jak wielki popełniłam błąd.

Spojrzałam w dal i spaliłam papierosa. Zgniotłam go o barierkę i wyrzuciłam na trawnik. Kto by się przejmował zielenią? Pokręciłam głową. Łamiesz własne zasady. Nie radzisz sobie już z niczym. Nawet ze sobą. Musiałam się zgodzić. Nie radziłam sobie już z niczym. Patrzyłam tylko na to wszystko jeszcze raz. Analiza każdego kroku, gestu. Zmiana wyrazu jego twarzy. Gdzie on wtedy patrzył. Gdzie były jego oczy? Czemu kiedy się uśmiechał widziałam jak intensywnie się we mnie wpatruje? Dlaczego kiedy podniósł wzrok na jego twarz wstąpił grymas? I czy tylko mi się zdawało, czy on jednak chciał coś wtedy powiedzieć? Coś mu nie pozwoliło. Ktoś. Wysoka, szczupła. Krągłe kształty. Blond włosy. Ładna. Nie przeciętna. Wyróżniająca się. Kochał takie. Wyrzuć to z głowy dziewczyno. On już nie jest taki. On jest już inny. On już nie jest twój. Ból. Tępota. A gdzie lekarstwo? Kilkanaście kilometrów stąd. Zamknięte na klucz o tej porze. Dwudziesta druga osiemnaście. Dziwna godzina. Ile tak stoję? Cztery godziny? Od czasu wydarzenia. Dziesięć sekund. Była to osiemnasta dwadzieścia. Prawie cztery godziny. Trzy papierosy i wiatr. Szepty liści i świergot. Co w tym kojącego? Brak muzyki. Za cicho by zagłuszyć to czego nie powinno być. Wróciłam do środka i zamknęłam balkon. Troszkę pachniało smogiem. I tak nikt już tu nie mieszka. Nie wiele osób w ogóle wiedziało, że ktoś tu mieszka. Byłam sama. Mogłam wszystko, a jednocześnie nic. Patrzono mi na ręce. Drętwota. Bawimy się w czary? Magia nie była dla mnie. Wiara. Chciałam uwierzyć, że dostanę kolejne dziesięć sekund. Ale czy wtedy to nie będzie już dwadzieścia? A wtedy jeszcze tylko tak cztery razy. Minuta. Kolejne szczęść. Mamy już dwie minuty. Czy wtedy poczułabym jego usta? Dzwonek do drzwi. Kto to mógł być o tej porze? Zeszłam na dół. Nie śpieszyłam się. Miałam nadzieje, że osoba odejdzie. Jednak dźwięk uparcie się roznosił po domu. Już, fuknęłam w myślach i otworzyłam. Ciemno. Niewiele można było dostrzec. Nie było tam nikogo. Tylko coś białego. Odcinało się od nocy. Kartka. Moje imię. Melisso. Otworzyłam, złożony papier.
Słowa nigdy nie były moją mocną stroną. Wiesz o tym lepiej niż ktokolwiek inny. Ale to ty pozwoliłaś mi mówić. A gdy ty mówiłaś słuchałem. Pozwól mi zatem coś ci powiedzieć. Jednak to nie takie proste. Powiem ci gdy będziesz tego chciała. Byś nie czuła bólu. Przepraszam.
Twój Justin.
Pustka. To powinnam czuć? Radość? Ale z czego? Pokręciłam bezwiednie głową. Odszedł czy nadal tu jest? Czuwa?
-Czemu mam ci uwierzyć?- powiedziałam zrozpaczona. Nie uzyskałam odpowiedzi. Obłuda. To nic innego jak kłamstwo. Jak miałam mu ufać? A co by się stało gdybym jednak mu zaufała? Nie mogłam niczego stracić. Nie miałam nic. Chciałam by tu był.
-Przytul mnie.- szepnęłam i wróciłam do środka. Spać. Ostatnia myśl i zasnęłam.

[...]
Ból głowy podrażniał nerwy. Wszystko mnie bolało, a zapach był okropny. Pot zmieszany z dymem papierosowym. Odór rozlanej kofeiny. Dziesięć sekund. Zamknęłam ponownie oczy odtwarzając ten moment. Nic w tym życiu nie było łatwe. Wymacałam dłonią telefon. Nieustannie wibrował. Otworzyłam oczy i spojrzałam na wyświetlacz. Jego oczy. Pokręciłam głową. Joe, Miley, Joe. Jego usta. Ethan, Matt, Miley. Jego uśmiech. Nagranie do albumu. Wstałam szybko z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Umyłam starannie włosy i wyskoczyłam z kabiny. Owinięta ręcznikiem wróciłam do pokoju. Pukanie do drzwi. Jak można tak głośno pukać? Zbiegłam na dół. Zanim jednak otworzyłam drzwi. Cofnęłam dłoń. ...i przekręciłam zamek. Za drzwiami stał Justin i uśmiechał się łobuzersko. Porwał mnie w ramiona i złączył nasze usta w pocałunku pieszcząc moje wargi. Po chwili odsunęłam się od niego i uśmiechnęłam przepraszająco. Bolesne wspomnienie. Pokręciłam głową i dotknęłam klamki. Otworzyłam drzwi.
-Cześć Melissa.- spojrzałam na niego zdziwiona. Wpuściłam go do środka. Jego mina wyrażała zażenowanie. Spojrzałam na siebie i szybko pobiegłam na górę. Ubrałam się odpowiednio i jedynie z ręcznikiem na włosach wróciłam na dół.
-Cześć Taylor. Co cię tu sprowadza?- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Chciałem chyba porozmawiać.- westchnął i zatarł ręce w geście nadania sobie odwagi.
-Jasne, ale o czym?- spojrzałam na niego niepewnie.
-Wiem, że jesteś z Justin'em szczęśliwa. Nie jestem zły. Chodzi oto, że...-zaciął się, a ja patrzyłam na niego szklanym wzrokiem. Jakbym obserwowała go prze grube szkło.-Wiem, że spałaś z nim tamtego dnia.- wyrzucił to z siebie, a mnie zatkało.
-Ale Tay?- nie dał mi do kończyć pytania, ale nie wiem co bym chciała nawet powiedzieć, a nawet jeśli już chciałam czy byłoby to pytanie.
-Nie Mel. To i tak nie ma znaczenia, prawda?- uśmiechnął się nieco.
-Chyba tak.- kiwnęłam sztywno głową.
-Cieszę się.- wstał, bo wcześniej zanim zeszłam usiadł, i ruszył w stronę drzwi.- Do zobaczenia.- pomachał mi i wyszedł. Zamurowało mnie. Nie rozumiałam. Czy na serio wszyscy nadal mieli nas za parę? Nikt nie zauważył jej? Tej dziewczyny, która przy nim teraz była? Głupota. Śpieszyło ci się, głosik w mojej głowie mnie ponaglił. Dziesięć sekund, niech sobie to tylko przypomnę.
[...]
Wybiegłam ze studia. Jak to się mogło stać? Co tym razem przeoczyłam w tym wszystkim. Dlaczego świat tak szybko się z mienił wciągu tych dwudziestu czterech tygodni? Nie mogłam już niczego pojąć. Jak mogli przyjąć Jeremiego? Prosiłam. Nie chciałam mieć z nim kontaktu. On jest najlepszy, i co z tego? Pokręciłam głową i wsiadła do auta. Odpaliłam silnik i wyjechałam z parkingu podziemnego. Ruszyłam w drogę powrotną. Na ulicach było całkiem spokojnie, ale to nie znaczy, że go odczuwałam. Emocje pędziły, każda w inną stronę. Może gdyby nie burza to bym się zatrzymała. Chociaż w tym w ogóle nie było mojej winy. Przecież nic by się nie stało. Gdybyś patrzyła, a nie się nad sobą użalała. W takiej sytuacji pozostaje mi już tylko płakać nad swoją niedolą. Co z tego, że są świadkowie. To się stało. I już tego nie zmienię. Dziesięć sekund by ktoś już nie żył. Nieszczęśliwy wypadek? Przeznaczenie? Przypadek? Czy los? Dziesięć sekund.

***
Nie jestem pewna tego co się właśnie stało. Ale to może być katalizatorem do ogromnych pomysłów. Cieszę się, że nie straciłam jeszcze weny. Ale wiem, że ostatnio rozdziały są takie nie składne. Przepraszam. Naprawię to <3

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz