wtorek, 14 maja 2013

Chapter XXVII - Together.

Z niechęcią podniosłam się z łóżka i widząc niemrawą pogodę za oknem miałam ochotę schować się z powrotem pod kołdrę. Jednak widząc godzinę dziewiątą na zegarku, wysunęłam nogi spod miłej pierzynki i wsunęłam stopy w miękkie kapcie. Podniosłam telefon z szafki nocnej i zerknęłam na wyświetlacz. Grudniowa data wskazywała, że do świąt pozostało ledwie półtorej tygodnia, a ja oprzytomniałam, że mimo większości prezentów jakie udało kupić mi się wraz siostrą niespełna kilka dni temu, to nadal nie posiadałam prezentu dla mojego ukochanego. Kiedy tylko o nim pomyślałam, roztopiłam się w marzeniach wyobrażając sobie jego czekoladowe spojrzenie. Kiedy te oczy ze skupieniem mnie obserwowały, ja widziałam w nich słodycz.
Podskoczyłam jak oparzona kiedy mój telefon wydał z siebie odgłos godnej pożałowania piosenki, którą ustawiłam kiedy dzwonił Justin. Nie moja wina, że przez niego stałam się romantyczna. Odebrałam telefon niezdarnie, palec nie mógł trafić na odpowiedni przycisk przez co najpierw rozmowa przełączyła się na głośnik, a dopiero po chwili mogłam się odezwać już trzymając telefon przy uchu.
-Melissa?- w słuchawce ucichło, ale słyszałam jego nierówny oddech. Czyżby się martwił?
-Tak Justin?- odpowiedziałam wyobrażając sobie jak leży w łóżku, do połowy okryty pościelą, a jego umięśniony tors odznacza się na tle białej pościeli.
-Co tam się dzieje?- zapytał z niepokojem w głosie.
-Wszystko w porządku, ja tylko nie mogłam zapanować nad...telefonem.- nad myślą o tobie, powinnam powiedzieć, ale jednak zdecydowałam się nie rozochocać od rana.
-Rozumiem. Wolałbym, żebyś tu była.- mruknął w odpowiedzi nieco oskarżycielsko.
-Kochanie wiesz jak jest.- westchnęłam i spojrzałam na jego zdjęcie na stoliku nocnym. Spał na nim tak słodko, że nie mogłam się powstrzymać od uśmiechu.
-Nie, nie wiem i drażni mnie to.- rzucił nieco zirytowany.
-Justin, ja nie jestem jak Stella.- odpowiedziałam oburzona, ale widocznie przesadziłam bo wydał pomruk niezadowolenia.
-Myślałem, że to mamy już za sobą.- odburknął nieco stłamszony.
-Przepraszam, ale cenię swoją niezależność.- chciałam załagodzić konflikt, który widocznie chciał przerodzić się w kłótnię.
-Ceń ją ze mną, a nie samotnie. Lubię trzymać cię z rana w ramionach.- powiedział niby nieco od niechcenia, ale wiedziałam, że słowa były szczere.
-Ja również doceniam twoje wygodne ciało.- zaśmiałam się cicho do słuchawki.
-Zobaczymy się dzisiaj?- wyczułam nutę nadziei w jego głosie, którą chciał zatuszować obojętnością.
-Spotykam się Miley i Joe.- przypomniałam sobie o spotkaniu z przyjaciółmi.- Wieczorem u ciebie?
-Oczywiście maleńka. Czekam.- rozłączył się, a ja pokręciłam głową.
Wstałam ociągając się i wybrałam z szafy granatowe rurki i miętową koszulę. Do tego beżowy sweter wkładany przez głowę. Z ubraniami zamknęłam się w łazience i po wykonaniu porannej toalety ubrałam się, włosy upięłam w kok i zrobiłam delikatny makijaż. Wróciłam do sypialni i wpakowałam do torebki telefon, klucze, portfel oraz błyszczyk i zeszłam na dół do kuchni. Oczyma wyobraźni widziałam jak moja siostra nadal śpi w ramionach ukochanego przypominając sobie, że jest sobota. Przygotowałam sobie herbatę i wgryzłam się w jabłko studiując podręcznik do prawa. Mimo, że nie było to  tej chwili konieczne, marzyłam by pójść na studia prawnicze. Moja edukacja skończyła się na liceum więc mogłam pozwolić sobie na karierę. Około godziny jedenastej, jak wskazywał zegar naścienny w kuchni, wyszłam z domu i kierując się do mojego białego mercedesa. Nie znałam się zbytnio na samochodach, ale wraz z Justinem całkiem nie dawno bo około dwa miesiące temu kupiłam to oto auto. Byłam zadowolona bo nie potrzebowałam zawrotnej prędkości jak większość moich znajomych, a w dodatku było wygodne. Wyjechałam z podjazdu kierując się w stronę miasta. Umówiona byłam wpierw w Starbucks na obrzeżach Beverly. Usiadłam przy oknie wraz z ulubioną czarną kawą i czekałam na przyjaciółkę. Mijając mnie przez okno zrobiła minę niewiniątka, podbiegła do kasy zakupując z pewnością cynamonowe latte i przysiadła się do mnie.
-Spóźniłaś się.- powiedziałam upijając łyk gorzkiej kawy.
-Tylko dziesięć minut.- wywróciła oczami, i uznała sprawę za zamkniętą.
-Aż dziesięć minut.- mruknęłam pod nosem, ale i tak mnie nie usłyszała skupiając się na telefonie.
-Coś mówiłaś?- odłożyła go na stolik i się uśmiechnęła.
-Nie.- rzekłam.- Jak tam sprawy z Nickiem?- zapytałam ciekawa czy znów są razem czy znów nie są. Było to komiczne i nieco przerażające. Bałam się, że po tylu rozstaniach i zejściach, jemu się to znudzi i zostawi moją przyjaciółkę na pastwę losu. Ale była jeszcze pocieszająca myśl, że był szaleńczo w niej zakochany.
-Bardzo dobrze.- uśmiechnęła się w odpowiedzi.- Jedziemy do mnie na święta.
-Nie spędzacie ich tu w Los Angeles?- zapytałam zdziwiona. Jej rodzina nie mieszkała wcale daleko bo tylko dzielnicę dalej.
-Nie, zabieram go do Tennessee.- klasnęła w dłonie jak mała dziewczynka.
-Widzę, że to cię bardzo cieszy.- zaśmiałam się widząc jej ucieszoną minę.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.- jej wzrok ponownie padł na telefon, a jej uśmiech poszerzył się o dodatkowe kilka centymetrów.- A twoje święta?- zapytała odpisując i skupiając wzrok na mnie.
-Wybieram się z Justinem do Canady.- uśmiechnęłam się do niej.- Nie wiem czemu się zgodziłam.
-Kochasz go. - rzuciła, a moje policzki poczerwieniały, czułam ich gorąc na twarzy.
-Wiem.- spuściłam wzrok na swoje dłonie, które ukryłam na kolanach pod blatem.
-To się nie wstydź, tylko ciesz.- zaśmiała się i upiła swoją kawę.
-Oczywiście.- zawtórowałam jej i również złapałam za plastikowy kubek.
-To co małe zakupy i obiad z ukochanym idiotą?- zaśmiała się ponownie, a ja czułam, że ten dzień od początku jest bardzo zabawny.
Joe obrzucił Miley morderczym wzrokiem i wbił widelec w mięso na talerzu.
-To czy Demi mi się oddaje czy nie, to już moja sprawa.- odrzekł świdrując ją na wylot, a ja próbowałam powstrzymać uśmiech.
-Joe, seks w tym wieku to nic złego, możesz na powiedzieć o waszych ekscesach łóżkowych.- Mils nie robiła sobie zbyt wiele, rzucając coraz więcej drażliwych uwag.
-Błagam nie przy jedzeniu.- mruknęłam, chociaż i tak nie miałam ochoty tego dokańczać co spotkało się z dezaprobatą Joe, który przyjrzał mi się uważnie.
-Zamiast zajmować się moim stosunkiem intymnym, zwróciłbym uwagę na to, że nasza przyjaciółka chce zachorować na anoreksję.- wywróciłam jedynie oczami, a on przysunął talerz z powrotem pod mój nos. Mil jednak jakby puściła mimochodem jego uwagę nadal skupiając się na niepotwierdzonej zażyłości naszego wiernego kompana z panną Lovato.
-Chcę po prostu wiedzieć, czy scementowaliście już wasz związek.- spojrzała na niego jak na idiotę chrupiąc poszarpane kawałki sałaty z talerza.
-Nie odpowiem na to pytanie, bo to nasza prywatna sprawa. Jednak jeśli tak bardzo chcesz rozmawiać o seksie, słucham jak to jest z moim bratem.- powiedział po czym się skrzywił.- Albo nie nie mów mi. Nie chcę wiedzieć.- pokręcił głową zniesmaczony.
-Czasem was nie rozumiem.- westchnęłam i spojrzałam na telefon. Widniało na nim kilka wiadomości tekstowych od Justina i jedna medialna. Kiedy ją otworzyła zobaczyłam jak tuli do siebie misia. Podpis wyrażał wszystko "Chcę tulić ciebie." Uśmiechnęłam się ciepło i pomyślałam o tym samym. By znaleźć się teraz w jego ramionach. Z romantycznego letargu wyrwało mnie spostrzeżenie mojej przyjaciółki.
-Porozmawiajmy o związku seksualnym między Melissą, a Justinem.- zaśmiała się patrząc na mnie złośliwie, a ja miałam ochotę zapaść się pod ziemię.
Jedyne do czego byłam zdolna to podnieść rękę i zawołać- Poproszę rachunek!
Koło godziny czwartej znalazła się już we własnym domu. Zaniosłam kilka drobiazgów do swojego pokoju i wskoczyłam pod prysznic. Ciepła woda spływała po moim cieple, a ja już wyobrażałam sobie jak ląduje w jego uścisku. Wyobrażałam sobie smak jego ust i spojrzenie w jego oczy. Szybko się ocknęłam by jak najszybciej przeistoczyć to w coś realnego. Ubrałam czarne rurki, czerwono czarna koszulę w kratę, którą wsadziłam do środka i wysuszyłam włosy. Zostawiłam je rozpuszczone i gotowa wkładając czarne trampki na nogi wyszłam z domu, zamykając go za sobą. Przeszłam przez drogę i nieśmiało zapukałam do drzwi białego domu. Otworzył mi je z łobuzerskim uśmiechem, przepuścił do środka i ponownie je zamknął. Potem porwał mnie w soje objęcia i tulił kryjąc twarz we włosach. Wąchał ich zapach, a potem wydał pomruk zadowolenia. Uśmiechnęłam się sama do siebie i łapiąc się za ręce poszliśmy do salonu.
-Może obejrzymy sobie jakiś film?- zapytał podchodząc do swojej małej videoteki, chociaż może nie takiej małej.
-Z chęcią, a co polecasz?- zapytałam siadając na kanapie i przyglądając się mu.
-Może "Krwawe Walentynki" albo "Pożyczony narzeczony"?- zapytał podnosząc obie płyty przed siebie bym widziała ich okładki by móc odróżnić je gatunkowo. I mimo, że nie miałam nic przeciwko horrorom wskazałam komedie romantyczną.
-Czytałam książkę, więc film na pewno mi się spodoba.- uśmiechnął się jedynie w odpowiedzi, ale wiedziałam, że wolałby wszystko inne tylko nie to.
-Czasem mogłabyś być wyrozumialsza dla mężczyzn.- powiedział przysiadając się do mnie.
-To znaczy?- spojrzałam na niego zdziwiona.
-Mogłabyś wybrać horror.- spojrzał na mnie nieco oburzony, że się nie domyśliłam.
-Było nie dawać mi wyboru.- wzruszyłam jedynie ramionami, na co się zaśmiał i przytulił mnie do siebie. Oczywiście komentował, każdy fragment filmu często wplatając niesamowicie śmieszne anegdoty, które mnie średnio bawiły. No bo co z tego, że nauczycielka nadmuchała prezerwatywę na lekcji religii? Powiedział oburzony kiedy nie śmiałam się z jego żartów. Spojrzałam na niego przepraszająco i się w niego wtuliłam, a jemu szybko przeszło. Jednak nadal był znudzony filmem bo co chwila trącał mnie nosem albo całował po szyi w celu odwrócenia mojej uwagi. Dopiero kiedy pojawiły się napisy końcowe spojrzałam na niego z uśmiechem, a on pieszczotliwie musnął moje wargi. Uwielbiałam te momenty kiedy byliśmy tylko we dwoje, a on zachowywał się tak czule. To były te kolejne drobnostki za które go ceniłam. Przy żadnym z moich kilku chłopców, którzy przetoczyli się przez moje życie, się tak nie czułam. Pociągnął mnie za rękę i zaprowadził na górę do sypialni. Położył się wraz ze mną na łóżku i szeptał mi do ucha słodkie słówka, a ja ulegałam jego urokowi. Potem kochaliśmy się namiętnie, by potem cieszyć się błogą chwilą. Nie powiedzieliśmy sobie wtedy za wiele, ale nie potrzebowaliśmy słów. Wystarczyło nam samo spojrzenie. Kilka minut później oboje porwani w objęcia morfeusza zasnęliśmy wtuleni w siebie.
Photo by justinbieber
2 much fun

***
Powiem tak napisałam go właśnie teraz i jestem zadowolona. Wiem, ze trzeba było poczekać, ale nie chciałam pisać nic na siłę bo wtedy nie da się tego czytać prawda? Mam nadzieje, że ten rozdział będzie miłą niespodzianką na rozpoczęcie ferii! Jednak napiszę wtedy kiedy będę wiedziała co dalej. Nie spodziewajcie się wiec go za szybko chociaż kto wie może będzie już jutro?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz