Uderzyłam go poduszką by się obudził. Nie chciałam, żeby się męczył na kanapie, ale był facetem więc nie zamierzała go nosić jak jakieś dziecko. W dodatku przerośnięte. Pokręciłam głową i patrzyłam jak otwiera nieprzytomne oczy. Uśmiechnął się na mój widok, zerwał się z kanapy i pocałował mnie w policzek, obejmując ramionami w pasie. Złapał mnie za dłoń i poprowadził na górę. Posadził mnie na łóżku, a sam wygrzebując piżamę poszedł do łazienki. Zostawił mnie samą w sypialni. Byłam senna. Godzina już dawno przestała mieć znaczenie, ale zmusiłam się by spojrzeć na zegarek. Było trochę po pierwszej. Stwierdziłam, że jeszcze nie tak źle. Kiedy w końcu wyszedł z łazienki, na biodrach miał jedynie owinięty ręcznik. Ten widok zachwycał, a mnie się to całkiem podobało, ale stwierdziłam, że nie ma co się zastanawiać i łapiąc jedną z jego koszulek poszłam do łazienki. Odświeżyłam się po długim dniu i wyszłam ubrana w jego koszulkę. Uśmiechnął się łobuzersko na mój widok i nic nie mówiąc złożył na moich ustach soczystego buziaka. Był jeszcze takim dużym dzieckiem i za to go chyba kochałam, ale było w nim coś poważnego. Odpowiedzialność, której się nauczył już dawno. Uważał na to co robi. A ja go za to ceniłam.
-Jesteś cudowna, wiesz?- zapytał odgarniając mi włosy z twarzy, przez co moje rumieńce były bardziej widoczne.
-A ty czasem za dużo chcesz bym wiedziała, wiesz?- zaśmiał się i kciukiem gładził mój policzek.
-Miło mieć tak wygadaną dziewczynę.- posłał mi rozbrajający uśmiech.
-To znaczy, że jesteśmy razem?- podniosłam wzrok ze zdziwieniem, ale czułam, że on ujrzy coś więcej.
-Jasne maleńka. Myślałem, że to pewne od początku.- udał zdziwienie, a ja uderzyłam go lekko w bark.
-Nie domyślam się wszystkiego co ty tam sobie myślisz. Jestem ciężko myśląca.- zrobiłam głupią minę, a on wybuchł śmiechem.
-Będę pamiętał na przyszłość. A teraz spać.- nakazał.
Odsłonił kołdrę i posadził mnie na brzegu łóżka. Najpierw położył moje nogi, a potem talię i poprawił mi poduszkę. Zakrył mnie kołdrą i pocałował w czoło. Stanął na łóżku i rzucił się na swoją połowę. Wskoczył pod kołdrę i objął mnie ramieniem w tali, drugie wsuwając pod moją głowę. Przytulił mnie do siebie splatając ze sobą nasze nogi i ogrzewając moje zmarznięte stopy.
-Dobranoc maleńka.- wyszeptał, a ja się uśmiechnęłam.
-Ty też śpij dobrze kochasiu.- zaśmiała się cicho.
-Miłych snów.- zamruczał mi do ucha.
-I na wzajem.- tym razem powstrzymałam śmiech.
-Dobrej nocy.- ale i tym razem zasłonił mi dłonią usta.
Oczywiście ostatnie słowo musi należeć do niego. Więc jak nakazał tak się już nie odzywałam. Szybko zasnął, ale mnie nie było to dane. Nie dlatego, że się męczyłam. Bo to nie tak. Ja się właśnie strasznie cieszyłam, że go mam. Że udało mi się odnaleźć takie szczęście. Byłam wdzięczna, że to właśnie mnie spotkało. Chciałam by ten błogi stan trwał wiecznie, a on nigdy mnie nie zostawiał. Była do niego bardzo przywiązana, a minęło tak nie wiele czasu. Wiedziałam, że to on pomoże mi zapomnieć o tym co się stało. On sprawi, że to co się stało przestanie mieć jakiekolwiek znaczenie. Że będzie mnie kochał mimo wszystko.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz