poniedziałek, 13 maja 2013

Chapter XXVI - Slowly.

Pamiętam jak przez mgłę jak sięgam po telefon i omawiam Justinowi szczegółowo zaistniałą sytuację. Nie szczędziłam zbędnych epitetów, a on za każdym razem powtarzał, że są niepotrzebne i mnie rozumie. Jednak ja czułam jak w głowie mi szumi, jak świat staje się jaskrawy, a odległość ziemi od okna nagle jest taka bliska. Obiecał, że się tym zajmie, a ja mam się zbytnio nie przejmować. Uśmiechnęłam się jedynie w odpowiedzi, zapominając, że jest on po drugiej stroni sieci komórkowej i niczego nie zobaczy. Kiedy się rozłączył bezmyślnie odłożyłam telefon na podłogę i cudem udało mi się wziąć prysznic. Po orzeźwieniu jakie przyniosła mi zbawienna, zimna woda położyłam się, a raczej rzuciłam na łóżko i szybko zasnęłam.
Nie patrzyłam na konsekwencje. Dawałam się prowadzić demonom za rękę, a one wszystko przede mną paliły, bym zapomniała, że cokolwiek kiedykolwiek stało mi na drodze do szczęścia. Ale to jak zaprzedać duszę diabłu. Wysysały ze mnie energię i się nią karmiły, w momencie kiedy ja stałam na krawędzi i szala przechylała mnie do przepaści. Tak mało brakowało mi do upadku. Dla mnie to było jednak z początku budujące. Właśnie to dawało mi siłę by rano wstać z łóżka, by stanąć na przeciw ludzi, którzy mieszali mnie z błotem i uśmiechać się do nich na tyle szczerze na ile się dało. Starałam się przezwyciężać coś czego się nie dało. Chciałam być wyższa niż ktokolwiek inny dałby radę. Spadały na mnie słowa, a ja starałam się mówić, że jestem głucha, ale wieczorem były głośne. Krzyczały rwąc moje kanaliki słuchowe na strzępy, a ja chciałam to zagłuszyć. Więc sięgałam po wszystko co miałam pod ręką. Co tylko się dało by zagłuszyć nawet bicie własnego serca. Bo to wszystko sprawiało ból. Czułam przytłoczenie i nie mogłam pojąć dlaczego wszystko wali się na mnie. Dlaczego nie mogę mieć spokojnego życia i dlaczego ja muszę płacić za nie taką cenę? Skoro wszyscy inni bardzo dobrze bawili się moim kosztem. Ich słowa może dla nich nic nie znaczące mnie przeszywały do głębi. Jedyne czego pragnęłam w takich momentach to zasnąć i się nie obudzić.
Był wczesny ranek około godziny siódmej kiedy się obudziłam rozwalona na łóżku. Nie wiele pamiętałam z poprzedniego wieczoru więc nie zdawałam sobie sprawy w jak kiepskim mogę być stanie. Jak tylko wstałam z łóżka moja głowa jak gąbka napęczniała i miało się ochotę walną nią o ścianę. Usiadłam więc z powrotem i otworzyłam szufladę wyciągając z niej lekarstwo na ból głowy. Popiłam tabletkę wodą stojącą na szafce i wstałam. Trzymając się za głowę podeszłam do szafy i wyjęłam z niej przetarte jeansowe rurki i do tego białą koszulę. Złapałam też czystą bieliznę i wśliznęłam się do łazienki. Weszłam pod prysznic zdając sobie sprawę, że nie potrzebnie. Jednak czułam, że to pomoże ukoić ból. Wychodząc spod prysznica opatuliłam ciało ręcznikiem i usłyszałam jak mój telefon dzwoni. Wyszłam więc z łazienki i poczłapałam szukając go. Musiałam położyć się na ziemi by dłonią dosięgnąć go pod łóżkiem nie mając pojęcia jak się mógł znaleźć aż tam. Odebrałam połączenie i przystawiłam aparat do ucha.
-Halo?- odezwałam się pierwsza.
-Mogłabyś łaskawie otworzyć mi drzwi? Od pięciu minut dobijam się do ciebie.- nie potrafiłam określić kto dokładnie jest słyszalny pod drugiej stronie, ale nie zważając na to rozłączyłam się. Zeszłam na dół w samym ręczniku i przekręciłam zamek. Za drzwiami stał Justin i uśmiechał się łobuzersko. Porwał mnie w ramiona i złączył nasze usta w pocałunku pieszcząc moje wargi. Po chwili odsunęłam się od niego i uśmiechnęłam przepraszająco.
-Mogę dokończyć poranne czynności?- zapytałam filuternie trzepocząc powiekami. On jedynie odpowiedział uśmiechem i złączył nasze dłonie razem. Pociągnął mnie na górę do pokoju i usiadł na moim łóżku.
-Co dziś porabiasz maleńka?- zapytał z beztroskim uśmiechem, przeglądając znając niego twittera.
-Jeszcze nie jestem pewna. Nie sprawdziłam grafiku, który przygotowała mi Amy.- westchnęłam przebierając się w łazience, ale co trzeba dodać przy otwartych drzwiach. Widziałam jak co chwilę na mnie zerka myśląc, że tego nie zauważę.
-A myślisz, że zdobyłabyś dla mnie dzień wolnego?- zapytał kiedy wyszłam z łazienki by uczesać włosy przed większym lustrem, które znajdowało się w sypialni.
-Sam dobrze wiesz, że mam dużo pracy związanej z trasą. To się nie załatwi samo.- uśmiechnęłam się delikatnie i podeszłam do niego. On złapał moją dłoń i przyciągnął do siebie. Poleciałam na niego kładąc się na łóżku. Zaczął mnie całować. Najpierw delikatnie napierając na moje wargi. Pieścił je przez chwilę językiem, a gdy je rozchyliłam wyprawiał już dzikie harce. Dłonie oparł na mojej tali. Całowaliśmy się namiętnie przez długi czas, aż nam obojgu brakło powietrza. Oderwaliśmy się od siebie i spojrzeliśmy sobie w oczy. Jego włosy, każdy kosmyk w inną stronę i oczy, które rozbłyszczały milionem tańczących iskierek sprawiły, że się uśmiechnęłam szeroko.
-Jesteś niesamowitym stworzeniem.- wyszeptał mi z wargami przyciśniętymi do mego ucha.
-Nie mów tak, bo zaczynam się rumienić.- czułam jak cienka warstwa ciepła i czerwieni objawia się na moich policzkach. Ja jedynie zatrzepotałam rzęsami i przeniosłam wzrok w bok. 
-Wyglądasz wtedy jak księżniczka.- uśmiechnął się, a na jego twarzy ukazały się dołeczki. Kochałam w nim każdy ten mały szczególik, jakim mnie codziennie zaskakiwał.
-Wyglądam okropnie.- nadal na niego nie patrząc pochyliłam głowę w dół czując już pożar, a nie przyjemne ciepełko.
-Nie prawda, jesteś prześliczna.- podniósł moją głowę do góry i wyszczerzył się ukazując rząd białych i równych zębów. Zaśmiałam się jedynie.- Kelly powiedziała, że mam wolny dzień więc proszę porozmawiaj z Amy.- pocałował mnie na przekonanie , a ja kiwnęłam posłusznie głową.
-Najpierw jednak sprawdzę pocztę.- wyciągnęłam telefon z tylnej kieszeni i weszłam w skrzynkę pocztową. Przejechałam wzrokiem po liście nadawców i otworzyłam wiadomość od mojej agentki Amy. Według grafiku również miałam wolne, ale postanowiłam trochę podrażnić Justina.
-I jak kochanie?- zapytał próbując samemu dopatrzeć się odpowiedzi w moim telefonie.
-Niestety...-zaczęłam ujmująco, wyrażając na twarzy skruchę.- Nie dam rady. Mam bardzo ważne spotkania.
-No proszę, błagam nie rób mi tego.- jego mina wyrażała żałość z powodu mojego zajętego dnia.
-Nie smuć się na pewno jeszcze nie raz trafimy na wspólny wolny dzień.- uśmiechnęłam się pocieszająco i odłożyłam telefon na bok by go pocałować.
-Nie ładnie tak kłamać.- wyszeptał mi w usta zanim odwzajemnił pocałunek.
-Ale jak to?- udałam zdziwienie chociaż po części byłam. Jakim cudem dowiedział się, że kłamię?
-Całujesz z byt dużym entuzjazmem.- odpowiedział niby czytając mi w myślach, a ja się zaśmiałam wesoło.
-Jesteś strasznie spostrzegawczy.- posłał mi łobuzerski uśmiech i wywrócił oczyma.
-Muszę w końcu cię pilnować. Za często się mi wymykasz.- zaśmiał się i musnął mój policzek.
-Opiekuńczo.- skwitowałam, ale nawet mi się to podobało.- Masz może ochotę na kawę?- pokręcił przecząco głową, ale ja z niego wstałam i wyszłam z pokoju. Ciemnym korytarzem skierowałam się do schodów, a stamtąd w dół i skręcając prosto do kuchni. Włączyłam czajnik uprzednie zalewając go do połowy wodą i wyciągnęłam kubek z szafki. Nasypałam do niego łyżeczkę mocnej kawy, której bardzo potrzebowałam i usiadłam przy wyspie czekając na zagotowanie się wody. Postęp w technologii był tak duży, że nie musiałam zbyt długo czekać. Tak więc zalałam kawę wodą i zamieszałam ją. Posłodziłam łyżeczką cukru, ponownie zamieszałam i upiłam łyk zbawiennego płynu. Wtem do domu wparowała moja młodsza siostra. Widząc mnie przystanęła na chwilę i zmierzyła badawczym wzrokiem.
-Cześć.- wysiliła się nie pewna mojej reakcji.
-Hej Stells.- odpowiedziałam bezbarwnym tonem. Nie chciałam się z nią bawić w obwinianie dlatego patrzyłam jak niepewnie odchodzi, sama zapewne nie wiedząc co powiedzieć. Stwierdziłam jednak, że sama nie byłam do końca bez winy. Pozwoliłam jej myśleć, że to ja zraniłam jej pieska. Bo gdybym ostatnio zachowywała się jak należy może wyglądałoby to teraz inaczej. Zabrałam się więc za przygotowanie skromnego śniadania w postaci kanapek. Moją myślą przewodnią było to, że je przygotuję i ucieknę z powrotem na górę. Jednak zanim mi się to udało na dół zeszła moja młodsza siostra. Usiadła przy wyspie i wzięła oddech zaczynając rozmowę.
-Przepraszam za wczoraj.- wydusiła to z siebie, a ja zdziwiona odwróciłam się do niej.
-Jasne, tylko następnym razem postaraj się najpierw być na sto procent zorientowaną.- westchnęłam uśmiechając się przy tym delikatnie.
-Wiem, ale po prostu byłam na ciebie zła. No bo najpierw kłócisz się ze mną, a potem mój pies ma przytrzaśnięty ogon, rozumiesz?- zerknęła na mnie nie pewnie, jakby nadal się obawiając wybuchu.
-Rozumiem, dlatego nie jestem zła.- postawiłam przed nią na blacie talerz z kolorowymi kanapkami.- Proszę jak za dawnych czasów przed kłótnią.- zaśmiałam się i starałam się być milsza niż zazwyczaj. Usiadłam na przeciw niej się uśmiechając.
-Dziękuję.- odpowiedziała i zabrała się do pałaszowania śniadania.- Kocham cię siostro wiesz?- jedne z najpiękniejszych słów jakimi może cię obdarować własna siostra.
-Wiem i ja ciebie też.- wzięłam łyk prawie gorzkiej kawy, która powoli rozjaśniała mi przebłyski z wczorajszego wieczora.- Może wspólny wypad na zakupy?- zapytałam szybko kalkując reakcję Justina.
-Jasne.- zaśmiała się radośnie, a ja poczułam się lepiej mimo wcześniejszych błędów.-Zakupy. Nie musisz mi dwa razy mówić.- skończyła swoje śniadanie i wstała podchodząc do lodówki. Wyjęła z niej sok pomarańczowy i schowała go do torby. Chwyciła kluczyki od auta i ruszyła do wyjścia.- To ja lecę. Będę w domu po drugiej.
-Ok. Będę na ciebie czekać. Pa pa.- uśmiechnęłam się i pomachałam jej. Kiedy zniknęła szybko włożyłam jej talerz do zmywarki i z kubkiem kawy wróciłam na górę do sypialni. Justin zakopał się w moim łóżku pozbywając się ówcześnie spodni i bluzy. Rozłożony wygodnie, spał sobie smacznie. Pocałowałam go w policzek, a jego wargi delikatnie się rozchyliły. Napiłam się jeszcze łyka kawy, ale nie mając za bardzo pomysłu na dzień, ułożyłam się wygodnie w jego ramionach.



1 komentarz: