środa, 8 maja 2013

Chapter XXI - Treason.

Mimo tego co się wtedy stało kilka dni minęło całkiem miło, a ja zdołałam powstrzymać jakoś dawkowanie. Jednak czar prysł i najgorsze było to w jaki sposób. Był miły wieczór. Wpadła Selena z Taylorem, Justin i Sterling. Czekaliśmy jedynie na moją siostrę, która ogólnie powinna być już wcześniej. Kiedy weszła do środka zapadło milczenie. Jedynie Stey wstał i podszedł do niej.
-Wow Stells. Wyglądasz niesamowicie.- pocałował ją.
-Nie przesadzaj kochanie. odpowiedziała mu, a ja wraz z Seleną gapiłyśmy się na nią.
-Dlaczego ścięłaś włosy?- usłyszałam rozżalony ton Justina.
-Bo miałam taki kaprys.- opowiedziała, a my we trzy roześmiałyśmy się.
Rozmowa toczyła się całkiem dobrze, ale oczywiście nie mogło się obyć głupich żartów Justina co wprowadziło bardzo niemiłą atmosferę. Kiedy Stella zgarnęła Steya do kuchni ja krzyczałam na niego w salonie.
-Co ty sobie myślisz co?- zapytałam go jakbym miała przed sobą idiotę.
-Przestań, to był niewinny żart.-pokręcił głową, nie rozumiejąc.
-Tylko dla ciebie. Nie dla niej, dla mnie ani Steya.- warknęłam.
-Twoja irytacja jest zbędna.- wstał z kanapy.
-To ty tak uważasz.- sama też wstała. Nie lubiłam gdy nade mną górował.
-Przestań do cholery. To głupi żart.- powiedział załamując ręce.
-No właśnie to po co to w ogóle powiedziałeś?- popatrzyłam na niego zdenerwowana.
-Bo taką miałem chorą ochotę.- wkurzony wyszedł i trzasnął drzwiami.
Wiedziałam, że było coś na rzeczy. Justin nigdy nie mówił nic od tak. Żeby kogoś zdenerwować. To miało coś oznaczać, ale jeszcze wtedy nie doszłam co. Usiadłam na kanapie. Widziałam tylko jak z kuchni potem wybiega Stey, a za nim podrywa się Tay i Selena. Miałam serdecznie dość tego dnia, ale coś czułam, że nie ja jedyna. Poszłam do kuchni gdzie zastałam moją siostrę. Siedziała z butelką wody przy wyspie. Stanęłam obok niej i widząc jej minę zatroskałam się.
-O co poszło?- byłam zmartwiona jakie szkody mógł wyrządzić jego żart.
-Nie chcesz wiedzieć.- odpowiedziała obojętnie.
-Chcę.- byłam stanowcza i złapałam jej dłoń.
-Nie naprawdę nie chcesz.- powiedziała ozięble.
-Jezu do cholery powiedz mi Stells!- krzyknęłam. Irytowała mnie jak on.
-Dobrze. Przespałam się z twoim chłopakiem.- odpowiedziała obojętnie, a szklanka, którą przed chwilą złapałam rozsypała się na drobny mak, kiedy zderzyła się z podłogą. Stella uciekła do pokoju na górę, a ja opadła na ziemię. Moje dłonie oparłam o podłogę, która cała była we szkle. Przez co wyglądały przerażająco. Małe rany z których sączyła się krew nie miały znaczenia. On się przespał z moją siostrą. Justin, który wydawał się taki kochany. Tak bliski dla mnie. A okazał się draniem. Bydlakiem. Zła, rozczarowana, wyszłam z domu kierując się do jego. Wpadłam do środka i zauważyłam jak siedzi na kanapie i klepie coś w telefon. 
-Jesteś z siebie zadowolony?- spojrzał na mnie zdziwiony.- Pytam. Jesteś?
-Nie wiem o co ci chodzi.- wstał i staną na przeciwko mnie.
-Ty sukinsynu!- uderzyłam go w twarz.
-Mel.- złapał mnie za dłoń, ale próbowałam ją mu wyrwać. Na próżno.
-Nie odzywaj się. Z moją siostrą. Jesteś chamem. Największym chamem na tym świecie.- splunęłam na jego buty.- Nie jesteś niczego wart.
-To nie tak, maleńka.- próbował się tłumaczyć.
-Nie mów już tak do mnie.- odpowiedziałam i wyrwałam rękę.- Nie chcę cię znać.- i wybiegłam stamtąd. 
Wróciłam do domu i zamknęłam się w swoim pokoju. Czułam jak moje ciało się rozpada. A moje serce traci każdy swój kawałek nieodwracalnie. Byłam załamana i nie mogłam się powstrzymać. Wzięłam trzy dawki na raz. Wiedziałam, że to nie jest dla mnie dobre, ale nie miało to już sensu. 
Przecież się starałam, a on to zaprzepaścił. Nie miałam ochoty się z nikim widywać. Nie otworzyłam drzwi przez następne pięć dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz