wtorek, 7 maja 2013

Chapter XX - Wrong time.

Rano obudziłam się w ciepłych ramionach, za którymi tęskniła już spory czas. I chociaż nie zdawałam sobie o tym sprawy było mi tak znacznie wygodniej. Zasnęłam w jego buzie, którą mi zarzucił na ramiona kiedy siedzieliśmy na tarasie. To był romantyczny wieczór. Zaświecił świece na tarasie i wręczył mi kwiaty. Białe piwonie, które pachniały tak przepięknie. I były takie nadzwyczajne. Kiedy leżeliśmy wśród świec, oglądając gwiazdy, kiedy czułam ich zapach. Byłam szczęśliwa i czułam, że wszystko nabiera sensu. Że on i ja nabieramy sensu. Ale wiedziałam, że gdybym powiedziała mu prawdę znienawidził by mnie. Starałam się nie zastanawiać nad tym i cieszyć tą krótką ulotną chwilą, przesyconą miłością.
Podniosłam głowę pełną wrażeń przecierając zmęczone oczy.
-Tak słodko wyglądasz kiedy marszczysz nosek.- pocałował mnie w niego i się uśmiechnął delikatnie.
-Dzień dobry, kochanie.- musnęłam jego usta tuląc się do niego.
-Dzień dobry maleńka.- uśmiechnął się i otulił mnie kołdrą.
Poranek był taki piękny, że przeszedł w południe, a nam nadal nie śpieszyło się by wstać. Byłam szczęśliwa i taka spokojna. Jednak jego telefon przerwał nam naszą słodką sielankę. Posłał mi przepraszający uśmiech i pocałował mnie w policzek. Odebrał telefon i się uśmiechnął.
-Cześć mamo. Nie jest w porządku. Jak to jesteś u mnie w domu? Ja jestem...eee...u Mel. Znaczy Stells znaczy się Melissy.- zmieszał się i zaczerwienił. Pogładziłam jego policzek dłonią i się uśmiechnęłam, kładąc z powrotem na poduszki. Wtuliłam w nie twarz i napawałam się jego zapachem. Wiedziałam, że zaraz z pewnością mnie opuści, więc musiałam się na to mentalnie przygotować. Dopiero co miałam go dla siebie, a teraz znowu miał mi zniknąć. Kiedy skończył rozmowę, westchnął i spojrzał na mnie z lekkim uśmiechem. 
-Musisz iść. Rozumiem.- musnęłam jego usta, patrząc w jego czekoladowe oczy.
-Jesteś niesamowita wiesz?- zaśmiał się cicho.
-Teraz tak. No leć.- popędziłam go, sama się nie ruszając.
-Mam iść sam?- zapytał wciągając spodnie.
-Tak poczekam na ciebie w łóżku.- zaczerwieniłam się i wkopałam pod białą kołdrę. 
Poczułam, że ją odkrywa i, że chce się dostać do moich ust. Kiedy mu na to pozwoliłam, wpił się w nie łapczywie jakby powstrzymywał się od wczorajszego dnia. Zaśmiałam się jedynie i zmierzwiłam mu włosy. Spojrzał na mnie poirytowany i wywrócił oczami.
-Do zobaczenia później maleńka.- puścił mi oczko.
-Tak jest kochasiu.- zaśmiałam się.
Wyszedł z mojego pokoju, a ja otulona jego bluzą, otoczona jego zapachem czerpałam z tego radość. Może nie byłam zadowolona, że mnie zostawił, ale to, że tak przyjemnie spędziliśmy czas. Że był ze mną tak blisko i za ten jego mały romantyczny gest.
Rozległ się dzwonek do drzwi. Pomyślałam sobie, że pewnie przypomniał sobie o swojej bluzie. Zeszłam na dół i otworzyłam drzwi. Ale tam nie stał on. Stał tam Jeremy. A ja zaczęłam się bać.
-Cześć.- uśmiechnął się wymijając mnie i wchodząc do środka.
-Cześć.- odpowiedziałam i spojrzałam na niego wymownie.
-Najpierw forsa, potem towar.- pokręcił głową i posłał mi łobuzerski uśmiech.
Podeszłam do torby i wyciągnęłam przygotowany zwitek banknotów. Wiedziałam, że nie powinnam tego robić, ale taka była już moja natura. Może to złe określenie, ale musiałam. Nie umiałam już inaczej żyć. Wręczyłam mu pieniądze, a on podał mi woreczek, którzy zawierał wiele mniejszych. Uśmiechnął się i skierował do drzwi. jednak zanim wyszedł....
-Niszczysz sobie życie. To takie na przyszłość.- zaśmiał się i po prostu wyszedł, a ja z wrażenia usiadłam na schodach.
Nie spodziewałam się, że to właśnie on mi to powie. Nie sądziła jednak, że po odwyku wrócę do tego, a jednak nic się nie zmieniło. Oszołomiona poszłam na górę by się odprężyć. Teraz miałam już czym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz