Kiedy po męczącym tygodni, nastała chwila relaksu postanowiłam, że poleniuchuję sobie trochę i wybiorę się na odprężające zakupy. Kiedy przechadzając się, oczywiście w peruce po centrum handlowym, zauważyłam jak trzy osoby dziwnie mi się przyglądają. Nie wiedząc o co im chodzi, sama zaczęłam się im przyglądać i po prostu doznałam olśnienia. Była to czwórka moich dawnych znajomych. Kiedy tylko ich poznałam miałam ochotę, a raczej powinnam uciekać, ale kiedy oni także mnie poznali nie było już sensu. Podeszłam do nich udając radość z spotkania.
- John! Sara! Katy! Cody! Jaka miłą niespodzianka.- zaśmiałam się sztucznie, ale oni nei zwrócili na to uwagi.
-Daj spokój Melissa.- machnął Cody.
-Po tym wszystkim dziwie się, że się do nas odzywasz.- mruknęła Katy zawieszając głowę.
-Ale jesteśmy już czyści.- powiedział John, obejmując milczącą Sarę ramieniem.
Zrozumiałam, że było im po prostu wstyd. Tego co się wtedy wydarzyło i jak to się dla nas skończyło. Najgorsze było to, że nawet jeśli my byliśmy pozbierani był ktoś kto czekał na pomoc, chociaż o tym nie wiedział.
-Ja...Nie mówmy o tym.- przysiadłam się do nich i uśmiechnęłam się szczerze.- To już było i znikło w odmętach przeszłości, a teraz mamy teraz co nie?
- W sumie tak.- Cody uśmiechnął się i popatrzył na resztę.- Ludzie ona nam wybacza.- wszyscy się nagle ożywili, jakby nie zrozumieli ani słowa z tego co powiedziałam.
-Chcieliśmy już dawno cię przeprosić.- odezwała się Sara.
-Ale nie było jak.- wyszeptała Katy, a ja kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
-N jak długo jesteście w mieście?- zapytałam wpadając na pewien pomysł.
-W sumie to do środy, ale jutro jesteśmy zajęci.- Cody utrzymywał kontakt wzrokowy z Johnem co nie uszło mojej uwadze.
-W takim razie zapraszam do siebie na obiad. Co wy na to?- z początku nie pewnie przyjęli ten pomysł, ale właśnie wtedy Sara podsyciła ich ciekawość i jakoś dali się namówić.
-Z chęcią się pojawimy.- powiedział Cody.
-Więc jesteśmy umówieni.- zaśmiałam się wesoło.
Potem podałam im jeszcze nasz adres i wróciłam do domu wszystko przygotować. Kiedy przejeżdżałam prze bramę uprzedziłam naszego dozorcę Stevego, że pojawią się dzisiaj u mnie goście i żeby ich wpuścił. Uśmiechnął się i przytaknął puszczając mnie dalej. Kiedy weszłam z zakupami do domu, mojej siostry jeszcze nie było. Zabrałam się więc za szykowanie zapiekanki. Kiedy wstawiłam ją do piekarnika zegar wybijał już czwartą. Moi znajomi mieli pojawić się koło szóstej. Tak wiec zabrałam się za krojenie warzyw do sałatki kiedy wpadła do domu Stella. Rzuciła plecak obok kanapy i podeszła do lodówki.
-Cześć.- powiedziała wyciągając butelkę wody.
-Cześć Stella.- odpowiedziała nie przerywając krojenia.
-Co dobrego gotujesz?- zapytała zaciekawiona.
-Zapiekankę. Zaprosiłam koleżanki na obiad.
-Jakie koleżanki?
- Nie twój interes.
-Ale to tak samo mój dom jak i twój, i mam prawo wiedzieć kto do niego przyjdzie.- uśmiechnęła się wrednie.
-I tak ich nie znasz.- skwitowałam nie zwracając na nią uwagi.
-Fajnie czyli je dzisiaj poznam. Wspaniale.- uśmiechnęła się.
-Nie poznasz, masz zmyć się z domu.- nie mogłam dopuścić by dowiedziała, się prawdy.
-Ech masz pecha. Umówiłam się ze Steyem na później, ma do mnie wpaść.
-Robisz to specjalnie nie możesz iść do niego?- zapytała poirytowana.
-Nie bo jestem wredna.- zwinęła się i poszła na górę. Pokręciłam jedynie głową. Nie długo potem zeszła na dół gotowa.
-No to kto do nas dzisiaj przychodzi?- zapytała kiedy nakrywałam do stołu.
-Katy, Sara, Cody i John.
-Aha...- odparła jedynie. Przytuliła się do mnie i uśmiechnęła, a ja tego nie rozumiałam.
-A tobie co się stało?- zapytałam nie do końca rozumiejąc.
-Nic. Po prostu naszła mnie ochota, żeby się przytulić do mojej siostry.
-No dobrze.- uśmiechnęłam się i skończyłam.
-Nie będę ci dzisiaj przeszkadzać. Już zmywam się do Steya.- ja jednak zaprotestowałam.
-W sumie weź go i przyjdźcie razem na obiad. Taylor też będzie.- posłałam jej lekki uśmieszek.
-Dobrze. Zapytam się go czy zechce uraczyć się swoją obecnością.- powiedziała na co ja się zaśmiałam.
-Dobrze zapytaj go..
-Ok. To zaraz wracam.- uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Mi jedyne co zostało to się przygotować i czekać na wszystkich gości.
'Skup się. Musisz być twarda. Nie jesteś nikim. Nie bez powodu znaczysz coś dlatego świata. Zrób coś dla ludzi, ale nie bądź wścibska. Jesteś niezależną kobietą. To skąd jesteś nie ma znaczenia.'
sobota, 20 października 2012
Chapter VI - Recordings.
Kiedy podjechałyśmy pod studio na zewnątrz czekał na nas pewien młody chłopak. Nie widziałam jego twarzy, ale postura wydawała mi się znajoma. Pokręciłam głową nie wierząc, że tak wiele rzeczy może wrócić do swojego stanu przed, chociaż miałam pojęcie, że teraz już zawsze będzie po. Wyszłam z samochodu i pobiegłam w jego stronę.
-Cameron!- uściskałam do serdecznie całując w policzek jak europejczycy. On się jedynie zaśmiał.
-Moja Melissa.- odwzajemnił uścisk i poniósł mnie do góry.- Schudłaś i wypiękniałaś. Widzisz z tamtym było ci nie do twarzy.- ponownie się zaśmiał, stawiając mnie na ziemi.
-To jak gotowa powrócić?- zapytała Miley witając się z naszym przyjacielem.
-Pewnie, że tak.- uśmiechnęłam się i popędziłam do wejścia. W środku działała klimatyzacja, wiec powietrze było chłodne. Kilka kobiet wędrowało, a każda w inną stronę ze słuchawką w uchu. 'Biznes się kręci', stwierdziłam i podeszłam do windy. Nie czekając na przyjaciół, wjechałam do góry i weszłam na otwarty korytarz. Nikogo nie widziała. Przechodząc obok drzwi na jednych z nich zauważyłam swoje imię. Weszłam do środka, a tam czekała mnie niespodzianka. Cały mój zespół był już gotowy, a dyrektor popijał sobie kawkę.
-Witaj Melissa.- uśmiechnął się odstawiając kawę na bok. Wstał i podał mi rękę.- Jak dobrze cię znowu widzieć.- zaśmiał się.
-Tak ja też tęskniłam za takim miejscem.- uśmiechnęłam się nerwowo.
-No, ale w końcu trafiłaś do domu. Mam nadzieje, że na zawsze.- pokiwał głową będąc tego pewien.
-Pewnie i tak.- zgodziłam się, ale moje myśli płynęły już innym kierunkiem. Automatycznie przestawiona na mózg artysty zawiesiłam wzrok, na instrumentach. Wtedy wpadli na mnie Jeremy, Matt i Ethan.
-Martwiłem się, że już nigdy cię nie wypuszczą.- Jeremy mnie przytulił mocno. Był wysoki, miał czarne włosy i zielone oczy. Bardzo był podobny do mnie. Wiecznie nierozgarnięty, gubił wszystko po kolei i nie zawsze był na czas, ale jednocześnie był nie zastąpionym gitarzystą.
-Bo inaczej byś był już zawsze bez roboty.- Ethan pokręcił głową. Był blondynem o brązowych oczach. Jego IQ było zdecydowanie wyższe niż moje, ale to nie miało znaczenia. Kiedyś chciał zostać lekarzem, ale rodzice nie mieli pieniędzy na studia. Po bracie została mu jedynie gitara basowa, więc stwierdził, że tak zarobi na studia. Potem jednak się wkręcił i postanowił, że studia nie uciekną i jak coś to pójdzie po prostu potem.
-A ty już dawno wylądował byś na Harvardzie.- Matt przybił, ze mną piątkę. Brat bliźniak Jeremiego był za to bajecznym perkusistą. Jednak inaczej niż jego brat poukładał sobie życie. Odkładał pieniądze, kupił sobie mieszkanie i nawet miał psa. Nie chciał dziewczyny bo stwierdził, że ona może jedynie mu przeszkodzić w karierze, ale prawda była inna. Matt był od wielu lat zakochany w dziewczynie, która zmarła. Byli ze sobą odkąd skończyli piętnaście lat. Kiedy miała osiemnaście zmarła na białaczkę. Ciężko to przeżył, ale kiedy się pozbierał brat zabrał go na casting zespołu. Nie dawno dopiero skończyli dwadzieścia trzy lata.
-Dobra chłopaki. Mam trochę materiału co wyjdzie to wyjdzie.- zaśmiałam się, a do studia weszli Miley i Cameron.
- No to co do roboty.- Cameron podłączył konsolę, a do środka weszła reszta ekipy.
Tak minął mi cały tydzień, kiedy pracowałam na nad nowymi tekstami. I mimo, że ciągle wracałam zmęczona czułam, że było warto. Nie czułam jednak, że łapie mnie coś czego tak skrzętnie unikałam. Nie sądziłam, że wkrótce moje poświęcenie wyjdzie mi złe. A to czego chciałam dokonać po prostu mnie będzie chciało zniszczyć.
-Cameron!- uściskałam do serdecznie całując w policzek jak europejczycy. On się jedynie zaśmiał.
-Moja Melissa.- odwzajemnił uścisk i poniósł mnie do góry.- Schudłaś i wypiękniałaś. Widzisz z tamtym było ci nie do twarzy.- ponownie się zaśmiał, stawiając mnie na ziemi.
-To jak gotowa powrócić?- zapytała Miley witając się z naszym przyjacielem.
-Pewnie, że tak.- uśmiechnęłam się i popędziłam do wejścia. W środku działała klimatyzacja, wiec powietrze było chłodne. Kilka kobiet wędrowało, a każda w inną stronę ze słuchawką w uchu. 'Biznes się kręci', stwierdziłam i podeszłam do windy. Nie czekając na przyjaciół, wjechałam do góry i weszłam na otwarty korytarz. Nikogo nie widziała. Przechodząc obok drzwi na jednych z nich zauważyłam swoje imię. Weszłam do środka, a tam czekała mnie niespodzianka. Cały mój zespół był już gotowy, a dyrektor popijał sobie kawkę.
-Witaj Melissa.- uśmiechnął się odstawiając kawę na bok. Wstał i podał mi rękę.- Jak dobrze cię znowu widzieć.- zaśmiał się.
-Tak ja też tęskniłam za takim miejscem.- uśmiechnęłam się nerwowo.
-No, ale w końcu trafiłaś do domu. Mam nadzieje, że na zawsze.- pokiwał głową będąc tego pewien.
-Pewnie i tak.- zgodziłam się, ale moje myśli płynęły już innym kierunkiem. Automatycznie przestawiona na mózg artysty zawiesiłam wzrok, na instrumentach. Wtedy wpadli na mnie Jeremy, Matt i Ethan.
-Martwiłem się, że już nigdy cię nie wypuszczą.- Jeremy mnie przytulił mocno. Był wysoki, miał czarne włosy i zielone oczy. Bardzo był podobny do mnie. Wiecznie nierozgarnięty, gubił wszystko po kolei i nie zawsze był na czas, ale jednocześnie był nie zastąpionym gitarzystą.
-Bo inaczej byś był już zawsze bez roboty.- Ethan pokręcił głową. Był blondynem o brązowych oczach. Jego IQ było zdecydowanie wyższe niż moje, ale to nie miało znaczenia. Kiedyś chciał zostać lekarzem, ale rodzice nie mieli pieniędzy na studia. Po bracie została mu jedynie gitara basowa, więc stwierdził, że tak zarobi na studia. Potem jednak się wkręcił i postanowił, że studia nie uciekną i jak coś to pójdzie po prostu potem.
-A ty już dawno wylądował byś na Harvardzie.- Matt przybił, ze mną piątkę. Brat bliźniak Jeremiego był za to bajecznym perkusistą. Jednak inaczej niż jego brat poukładał sobie życie. Odkładał pieniądze, kupił sobie mieszkanie i nawet miał psa. Nie chciał dziewczyny bo stwierdził, że ona może jedynie mu przeszkodzić w karierze, ale prawda była inna. Matt był od wielu lat zakochany w dziewczynie, która zmarła. Byli ze sobą odkąd skończyli piętnaście lat. Kiedy miała osiemnaście zmarła na białaczkę. Ciężko to przeżył, ale kiedy się pozbierał brat zabrał go na casting zespołu. Nie dawno dopiero skończyli dwadzieścia trzy lata.
-Dobra chłopaki. Mam trochę materiału co wyjdzie to wyjdzie.- zaśmiałam się, a do studia weszli Miley i Cameron.
- No to co do roboty.- Cameron podłączył konsolę, a do środka weszła reszta ekipy.
Tak minął mi cały tydzień, kiedy pracowałam na nad nowymi tekstami. I mimo, że ciągle wracałam zmęczona czułam, że było warto. Nie czułam jednak, że łapie mnie coś czego tak skrzętnie unikałam. Nie sądziłam, że wkrótce moje poświęcenie wyjdzie mi złe. A to czego chciałam dokonać po prostu mnie będzie chciało zniszczyć.
Chaptre V - Ordinary
Ten dzień miał wyjątkowy zabawny wyraz. Kiedy się obudziłam było dosyć wcześnie. Jak przystało na kalifornie było bardzo ciepło, więc ubrałam się w krótkie czarne spodenki i białą bokserkę. Nie miałam specjalnych planów więc zabrałam swojego iPoda i poszłam pobiegać. To jedna z wielu form kiedy dużo myślę. A to wcale nie jest złe. Często było tak, że żałowałam swoich myśli. Czasem się ich wstydziłam, a kiedy indziej marzyła by stały się rzeczywistością. Tego dnia jednak było w mojej głowie pusto,a myśli...po prostu ich nie było. Więc kiedy wróciłam po godzinie czułam się spokojnie. Była oczyszczona duchem i bardzo lubiłam ten stan. Wskoczyłam szybko pod prysznic, a kiedy wyszłam przebrałam się w galaktyczne leginsy i założyłam czarną tunikę. Znalazłam jeszcze moją full cup z LA i zeszłam na dół. Tam czekała już na mnie moja najlepsze przyjaciółka. Obiecała pojechać ze mną dziś do studia nagrać pierwszą piosenkę.
-Cześć Miley.- pocałował ją w policzek.
-Melissa co to za humorek.- za śmiałą się i usiadła przy wyspie kuchennej.
-A wiesz nie mogę się doczekać nagrania.- wyciągnęłam nasze ulubione kubki z szafki i wsypałam do nie trochę kawy rozpuszczalnej.
-Myślałam, że będziesz się raczej denerwować. Długo cię nie było w studiu.- wzruszyła ramionami.
-Wiesz, też tak myślałam, ale to wszystko co się działo. To nie miało wpływu na muzykę. Przecież to tylko tyczyło się mojej sławy.- westchnęła i nastawiła wodę.
-Jak uważasz. Ja nie mówię nie, ale wiesz.- chciała coś jeszcze dodać, ale do kuchni wskoczył mój chłopak.
-Zgadnij kto to?- zaśmiał się zakrywając dłońmi moje oczy.
-No nie wiem, nie wiem. Joe?- specjalnie podała imię swojego przyjaciela.
-Wiesz co?- zaśmiał się.-Głuptas.- odwrócił moją głowę i pocałował delikatnie.
-Och, daj mi spokój.- szturchnęłam go i wyciągnęłam jeszcze jedne kubek. Wsypałam do niego kawy i akurat zaparzyła się woda. Zalałam wszystkie kubki, postawiłam mlek i cukier na stole.
-Tylko mi się tu nie miziać.- Miley zaśmiała się wesoło, a ja Tay puścił jej oczko.
-Brak mi słów.- pokręciłam jedynie głową, a na dół zbiegła roztargniona Stella. Wszyscy razem hurtem powiedzieliśmy 'cześć', ale ona jedynie burknęła coś w odpowiedzi pod nosem. Podeszła do lodówki i wyciągnęła karton mleka.
-Mama dzisiaj do mnie dzwoniła. Powiedziała, że nie jest źle.- szepnęłam do Miley, a Stella wpadła w złość
-Wiecie, że nie lubię jak rozmawiacie w moim towarzystwie na ucho. Wystarczyło powiedzieć, żebym sobie poszła.- odstawiła szklankę, z której popijała mleko i uciekła na górę.
-Stells zaczekaj!- krzyknęłam za nią, ale nie wiele to mi dało.
Zrezygnowana usiadłam i podsunęłam gazetę z artykułem Taylorowi i Mil.
"Jak donoszą nasze źródła Stella Pite- Jolie i Sterling Knight są parą! Te pogłoski już od dawna krążyły po internecie i gazetach plotkarskich jednak nie do końca w nie wierzyliśmy. Cóż więcej powiedzieć, zdjęcia mówią same za siebie. Wczoraj jeden z fotoreporterów zauważył zakochaną parę na romantycznym spacerze. Udało nam się uchwycić moment, w którym się całowali, dzięki czemu mamy 100% pewności, że mamy nową parę w Hollywood! Bardzo to lubimy i cieszymy się szczęściem zakochanych..."
Ona jedynie kiwnęła głową i się nie odezwała. To zajście wywołało napiętą atmosferę w naszym nielicznym gronie. Kiedy nagle na dół zbiegła moja siostra, moja przyjaciółka jedynie wstała i podała jej gazetę. Stella szybko przewertowała wzrokiem artykuł i rzuciła gazetą na stół.
-Ok. Może nie napisali tutaj nic strasznego, ale mama i tak będzie na mnie zła.- westchnęła, spuszczając głowę.
-Może tak, może nie.- podniosłam jej głowę i spojrzałam w jej oczy.- Ty głuptasku.- zaśmiałam się wesoło.- Rozmawiałam dzisiaj z mamą. Powiedziała mi, że cieszy się z tego, że w końcu otrząsnęłaś się po związku z Davidem i tak wiem nie poruszam tego tematu. Chodzi mi tylko o to, że wcale nie jest na ciebie zła.
-Naprawdę?- zapytała nie dowierzając.
-Naprawdę.- posłałam jej promienny uśmiech.
-W takim razie kamień spadł mi z serca.- zaśmiała się nawet.-No to nie będę wam przeszkadzać.- uśmiechnęła się i wyszła.
-Paranoicznie boi się co mama powie na temat wszystkiego co zrobi.- skwitowała Miley odkładając kubek.
-Ja tam uważam, że po prostu ciągle nie jest pewna co jest dobre,a co złe.- wzruszył ramionami Taylor i objął mnie ramieniem.
-Może i tak. Zresztą nie ważne. Muszę się zbierać, dzisiaj pierwsze nagranie. - pocałowałam go w policzek.
-No kochanie, to powodzenia.- uśmiechnął się całując mnie delikatnie.
-Dzięki.- zaśmiałam się wesoło.
-No już, już gołąbeczki. Mel, teksty.- rzuciła Miley i wywróciła oczami.
Kochałam jej upór, ale i nie tylko. Była kochana i walczyła zawsze ze mną jeszcze nigdy przeciwko mnie. A to, ze bywała czasami wredna niczego nie zmieniało. Ja sama nie byłam aniołkiem.
-Cześć Miley.- pocałował ją w policzek.
-Melissa co to za humorek.- za śmiałą się i usiadła przy wyspie kuchennej.
-A wiesz nie mogę się doczekać nagrania.- wyciągnęłam nasze ulubione kubki z szafki i wsypałam do nie trochę kawy rozpuszczalnej.
-Myślałam, że będziesz się raczej denerwować. Długo cię nie było w studiu.- wzruszyła ramionami.
-Wiesz, też tak myślałam, ale to wszystko co się działo. To nie miało wpływu na muzykę. Przecież to tylko tyczyło się mojej sławy.- westchnęła i nastawiła wodę.
-Jak uważasz. Ja nie mówię nie, ale wiesz.- chciała coś jeszcze dodać, ale do kuchni wskoczył mój chłopak.
-Zgadnij kto to?- zaśmiał się zakrywając dłońmi moje oczy.
-No nie wiem, nie wiem. Joe?- specjalnie podała imię swojego przyjaciela.
-Wiesz co?- zaśmiał się.-Głuptas.- odwrócił moją głowę i pocałował delikatnie.
-Och, daj mi spokój.- szturchnęłam go i wyciągnęłam jeszcze jedne kubek. Wsypałam do niego kawy i akurat zaparzyła się woda. Zalałam wszystkie kubki, postawiłam mlek i cukier na stole.
-Tylko mi się tu nie miziać.- Miley zaśmiała się wesoło, a ja Tay puścił jej oczko.
-Brak mi słów.- pokręciłam jedynie głową, a na dół zbiegła roztargniona Stella. Wszyscy razem hurtem powiedzieliśmy 'cześć', ale ona jedynie burknęła coś w odpowiedzi pod nosem. Podeszła do lodówki i wyciągnęła karton mleka.
-Mama dzisiaj do mnie dzwoniła. Powiedziała, że nie jest źle.- szepnęłam do Miley, a Stella wpadła w złość
-Wiecie, że nie lubię jak rozmawiacie w moim towarzystwie na ucho. Wystarczyło powiedzieć, żebym sobie poszła.- odstawiła szklankę, z której popijała mleko i uciekła na górę.
-Stells zaczekaj!- krzyknęłam za nią, ale nie wiele to mi dało.
Zrezygnowana usiadłam i podsunęłam gazetę z artykułem Taylorowi i Mil.
"Jak donoszą nasze źródła Stella Pite- Jolie i Sterling Knight są parą! Te pogłoski już od dawna krążyły po internecie i gazetach plotkarskich jednak nie do końca w nie wierzyliśmy. Cóż więcej powiedzieć, zdjęcia mówią same za siebie. Wczoraj jeden z fotoreporterów zauważył zakochaną parę na romantycznym spacerze. Udało nam się uchwycić moment, w którym się całowali, dzięki czemu mamy 100% pewności, że mamy nową parę w Hollywood! Bardzo to lubimy i cieszymy się szczęściem zakochanych..."
Ona jedynie kiwnęła głową i się nie odezwała. To zajście wywołało napiętą atmosferę w naszym nielicznym gronie. Kiedy nagle na dół zbiegła moja siostra, moja przyjaciółka jedynie wstała i podała jej gazetę. Stella szybko przewertowała wzrokiem artykuł i rzuciła gazetą na stół.
-Ok. Może nie napisali tutaj nic strasznego, ale mama i tak będzie na mnie zła.- westchnęła, spuszczając głowę.
-Może tak, może nie.- podniosłam jej głowę i spojrzałam w jej oczy.- Ty głuptasku.- zaśmiałam się wesoło.- Rozmawiałam dzisiaj z mamą. Powiedziała mi, że cieszy się z tego, że w końcu otrząsnęłaś się po związku z Davidem i tak wiem nie poruszam tego tematu. Chodzi mi tylko o to, że wcale nie jest na ciebie zła.
-Naprawdę?- zapytała nie dowierzając.
-Naprawdę.- posłałam jej promienny uśmiech.
-W takim razie kamień spadł mi z serca.- zaśmiała się nawet.-No to nie będę wam przeszkadzać.- uśmiechnęła się i wyszła.
-Paranoicznie boi się co mama powie na temat wszystkiego co zrobi.- skwitowała Miley odkładając kubek.
-Ja tam uważam, że po prostu ciągle nie jest pewna co jest dobre,a co złe.- wzruszył ramionami Taylor i objął mnie ramieniem.
-Może i tak. Zresztą nie ważne. Muszę się zbierać, dzisiaj pierwsze nagranie. - pocałowałam go w policzek.
-No kochanie, to powodzenia.- uśmiechnął się całując mnie delikatnie.
-Dzięki.- zaśmiałam się wesoło.
-No już, już gołąbeczki. Mel, teksty.- rzuciła Miley i wywróciła oczami.
Kochałam jej upór, ale i nie tylko. Była kochana i walczyła zawsze ze mną jeszcze nigdy przeciwko mnie. A to, ze bywała czasami wredna niczego nie zmieniało. Ja sama nie byłam aniołkiem.
czwartek, 18 października 2012
Chapter lV - What I do ?
Minione tygodnie mijały spokojnie. Co weekend imprezy, domówki, alkohol i za dużo urwanych filmów. Więc kiedy obudziłam się w nieznanym mi pokoju wiedziałam, że powinnam przestać bawić się tak ostro. Potrząsnęłam więc głową próbując sobie coś przypomnieć. Jednak moja pamięć była zablokowana. Z westchnieniem opadłam z powrotem na łóżko. Nie mogłam przypomnieć sobie końca wczorajszej imprezy, która była bardzo dobra, ale miała swoje skutki. Głowa mi pękała, a moje samopoczucie było strasznie niskie. Nie wiedziałam jak mogłam doprowadzić się do takiego stanu.
Kiedy po jakimś czasie ktoś wszedł do mojego pokoju, a ja udałam że śpię. Jedna osoba, która weszła nie zwracała na mnie uwagi tylko postawiła szklankę z wodą i weszła do garderoby. Zastanawiając się nad tym otworzyłam oczy i zauważyłam męskie ubrania. Pełno czapek i bluz. Jedną z nich widziałam kiedyś u nas w domu...I mnie olśniło. Znajdowałam się u Justina w domu, w jego sypialni. Jak to było możliwe ?! Nie miałam pojęcia co mogło zajść, ale wystraszona wyskoczyłam z łóżka. Justin wrócił do pokoju i stanął przede mną z delikatnym uśmiechem na twarz.
-Wszystko w porządku? Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić.- oparł się o ścianę bojąc się zbliżyć.
-Co ja tu robię?- zapytałam nie ogarniając zaistniałej sytuacji.
-Wczoraj poprosiłaś, żebym cię zabrał.- wzruszył ramionami.
-Co?- nie mogłam mu uwierzyć.
-Rozpłakałaś się i powiedziałaś, że nie chcesz z nim iść. Że się boisz.- powiedział to całkiem poważnie.
-Ja...ja...- nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie martw się położyłem cię i sam zasnąłem jak zabity.- zaśmiał się nerwowo.
-Czy Tay był wtedy, tam?- zapytałam nerwowo.
-Nie poszedł już do domu, miałaś do niego iść.- westchnął i usiadł na fotelu.
-Dlaczego?- to pytanie było bardziej skierowane do mnie niż do niego.
Nie chciałam płakać. Moja natura była trzymania bólu głęboko, ale czego mogłam się bać będąc w dodatku pod wpływem alkoholu? Nie mając pojęcia co dalej pokręciłam jedynie głową. Wypiłam duszkiem wodę ze szklanki i mamrocząc przeprosiny uciekłam do domu. Pobiegłam do łazienki i rozebrałam się wkładając ubrania do kosza na brudne pranie. Znowu czułam to przerażające uczucie obrzydzenia własnym ciałem. Chciałam się wyzbyć tego uczucia, ale to nie było takie proste. Wpadłam więc pod prysznic chcąc się oczyścić. Szorowałam ciało szorstką stroną gąbki, aż moje ciało piekło, a każdy dotyk sprawiał ból. Kiedy wyszłam spod strumienia wody, przejrzałam się w lustrze. No mojej skórze widniały czerwone pręgi. Dopiero wtedy się uspokoiłam. Z westchnieniem ulgi, ubrana w bieliznę wróciłam do pokoju i wynajdując przylegające szare dresy oraz jasno zieloną koszule ubrałam się szybko. Położyłam na łóżku i rozmyślałam nad wszystkim po kolei. Nie byłam pewna do czego byłam wczoraj zdolna, ale przerażenie nadal nie mijało. Mogłam mieć jedynie nadzieję, że Taylor nie był na mnie przesadnie zły, a Justin mnie nie wykorzystał. Czułam się zmęczona i obolała. nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam. Obudziłam się dopiero kiedy poczułam delikatne głaskanie po policzku. Otworzyłam szeroko oczy i uśmiechnęłam się na widok mojego ukochanego. Taylor przyciągnął mnie do siebie i musnął moje wargi. Przez ten sen całkowicie wyleciało mi z głowy co się dzisiaj wydarzyło. Byłam tak w niego zapatrzona, że widziałam jedną z jego zmarszczek, które oznaczały że się martwi. Przytuliłam się więc do niego mocno nie chcąc przerywać tej chwili jakimi kol wiek słowami. Byłam szczęśliwa, że nie miał mi za złe tego wszystkiego co mogło lub się po prostu wydarzyło. Oparłam głowę na jego torsie i pogrążyłam się w ponownym śnie. Jedyne co pamiętam to jak mój chłopak gładził moje włosy, a nicość pochłaniała mnie bez reszty.
***
Trochę krótki tak wiem i przepraszam, ale ostatnio się trochę opuściłam i miałam parę problemów. Dopóki wszystkiego nie wyprostuję nie będę dodawać systematycznie rozdziałów. Bardzo przepraszam. Melissa'
Kiedy po jakimś czasie ktoś wszedł do mojego pokoju, a ja udałam że śpię. Jedna osoba, która weszła nie zwracała na mnie uwagi tylko postawiła szklankę z wodą i weszła do garderoby. Zastanawiając się nad tym otworzyłam oczy i zauważyłam męskie ubrania. Pełno czapek i bluz. Jedną z nich widziałam kiedyś u nas w domu...I mnie olśniło. Znajdowałam się u Justina w domu, w jego sypialni. Jak to było możliwe ?! Nie miałam pojęcia co mogło zajść, ale wystraszona wyskoczyłam z łóżka. Justin wrócił do pokoju i stanął przede mną z delikatnym uśmiechem na twarz.
-Wszystko w porządku? Tak słodko spałaś, że nie chciałem cię budzić.- oparł się o ścianę bojąc się zbliżyć.
-Co ja tu robię?- zapytałam nie ogarniając zaistniałej sytuacji.
-Wczoraj poprosiłaś, żebym cię zabrał.- wzruszył ramionami.
-Co?- nie mogłam mu uwierzyć.
-Rozpłakałaś się i powiedziałaś, że nie chcesz z nim iść. Że się boisz.- powiedział to całkiem poważnie.
-Ja...ja...- nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie martw się położyłem cię i sam zasnąłem jak zabity.- zaśmiał się nerwowo.
-Czy Tay był wtedy, tam?- zapytałam nerwowo.
-Nie poszedł już do domu, miałaś do niego iść.- westchnął i usiadł na fotelu.
-Dlaczego?- to pytanie było bardziej skierowane do mnie niż do niego.
Nie chciałam płakać. Moja natura była trzymania bólu głęboko, ale czego mogłam się bać będąc w dodatku pod wpływem alkoholu? Nie mając pojęcia co dalej pokręciłam jedynie głową. Wypiłam duszkiem wodę ze szklanki i mamrocząc przeprosiny uciekłam do domu. Pobiegłam do łazienki i rozebrałam się wkładając ubrania do kosza na brudne pranie. Znowu czułam to przerażające uczucie obrzydzenia własnym ciałem. Chciałam się wyzbyć tego uczucia, ale to nie było takie proste. Wpadłam więc pod prysznic chcąc się oczyścić. Szorowałam ciało szorstką stroną gąbki, aż moje ciało piekło, a każdy dotyk sprawiał ból. Kiedy wyszłam spod strumienia wody, przejrzałam się w lustrze. No mojej skórze widniały czerwone pręgi. Dopiero wtedy się uspokoiłam. Z westchnieniem ulgi, ubrana w bieliznę wróciłam do pokoju i wynajdując przylegające szare dresy oraz jasno zieloną koszule ubrałam się szybko. Położyłam na łóżku i rozmyślałam nad wszystkim po kolei. Nie byłam pewna do czego byłam wczoraj zdolna, ale przerażenie nadal nie mijało. Mogłam mieć jedynie nadzieję, że Taylor nie był na mnie przesadnie zły, a Justin mnie nie wykorzystał. Czułam się zmęczona i obolała. nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam. Obudziłam się dopiero kiedy poczułam delikatne głaskanie po policzku. Otworzyłam szeroko oczy i uśmiechnęłam się na widok mojego ukochanego. Taylor przyciągnął mnie do siebie i musnął moje wargi. Przez ten sen całkowicie wyleciało mi z głowy co się dzisiaj wydarzyło. Byłam tak w niego zapatrzona, że widziałam jedną z jego zmarszczek, które oznaczały że się martwi. Przytuliłam się więc do niego mocno nie chcąc przerywać tej chwili jakimi kol wiek słowami. Byłam szczęśliwa, że nie miał mi za złe tego wszystkiego co mogło lub się po prostu wydarzyło. Oparłam głowę na jego torsie i pogrążyłam się w ponownym śnie. Jedyne co pamiętam to jak mój chłopak gładził moje włosy, a nicość pochłaniała mnie bez reszty.
***
Trochę krótki tak wiem i przepraszam, ale ostatnio się trochę opuściłam i miałam parę problemów. Dopóki wszystkiego nie wyprostuję nie będę dodawać systematycznie rozdziałów. Bardzo przepraszam. Melissa'
piątek, 12 października 2012
Chapter lll - The lazy day.
Rano nie pamiętałam już ani jednego zdania przeczytanego wczoraj, ale na moje szczęście było tego nie wiele. Książkę znalazłam pod leżakiem i wiele kartek było pozaginanych przez upadek na podłogę. Podniosłam ją i powąchałam jej kartki. Nowy wydruk. Uśmiechnęłam się sama do siebie. Nasycone uczucie , które mnie ogarnęło po przeczytaniu tylko kilku stron wprowadziło mnie w nieświadomie radosny stan. Nie zamierzałam tego dnia psuć sobie nawet najmniejszym krzywym uśmiechem. Uciekłam z tarasu do pokoju i szybko zabrałam się do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ułożyłam włosy. W pokoju narzuciłam na siebie białą koszulę, beżowe materiałowe spodenki i do tego czerwony sweterek. Nałożyłam jeszcze beżowe zakolanówki. Zbiegłam na dół wzięłam jabłko i łapiąc tenisówki w dłoń wybiegłam z domu. Pobiegłam pod dom przyjaciółki. Ugryzłam jabłko i założyłam czerwone vansy na stopy. Zapukałam w drzwi bardzo mocno, bo wiedziałam, że mój śpioch jeszcze śpi. Nie czekając dłużej zobaczyłam czy drzwi są otwarte i jak się okazało tak było. Weszłam więc sobie bez pytania do środka i poszłam na górę do jej sypialni. Leżała rozwalona na łóżku, a przy jej łóżku leżała pusta butelka wina. Z westchnieniem potrząsnęłam przyjaciółką.
-Miley pobudka!- krzyknęłam jej prawie prosto do ucha.
-Aaa!- zleciała z łóżka na podłogę, a ja zaczęłam się potwornie śmiać.
-Kochana zrobisz karierę jako komik.- pomogłam jej się podnieś. Poprawiła koszulkę i podniosła jedną brew do góry.
-Czy człowiek już we własnym domu nie może się spokojnie wyspać?- zerknęła na mnie podpierając się pod bokiem.
-Nie gniewaj się ja tylko chciałam spędzić dzień z przyjaciółką.- posłałam jej radosny uśmiech.
-Ale jest dopiero w pół do ósmej, kobieto!- wykrzyknęła, a ja zrobiłam zdziwioną minę.
Miałam wrażenie, że jest przynajmniej po dziesiątej. Posłałam jej przepraszający uśmiech.
-Ale i tak idziemy na kawę do Skycoffe.- złapałam ją pod ramię chcąc już wychodzić.
- A może dasz mi się ubrać?- zapytała poirytowana.
-Ach, tak. Jasne.- zaśmiałam się i ją puściłam.
Nie przejmowałam się zbytnio jej obcesowym zachowanie. Ze względu na wczesną pobudkę jej priorytetem było pokazać mi jak bardzo jest za to zła. Wyszła po kilkunastu minutach z łazienki. Włosy miała związane w kok, a ubrana była czarną bokserkę wsadzoną w spodenki khaki. Złapała jeszcze jasną jeansową koszulę po czym złapała mnie pod ramię i wyszłyśmy z domu.
-A więc przyjaciółko, która się do mnie nie odzywał się od wczoraj. Dlaczego mnie obudziłaś?- zapytała robiąc swoją ulubioną miną, czyli podniosła brew do góry.
-Obudziłam się wcześnie, ale nie sądziłam, że aż tak.- posłałam jej wesoły uśmiech.
-Tak czy siak. Plotki chodzą po osiedlu, że spałaś już z Taylorem.- zrobiła złą minę.- A ja dowiedziałam się o tym od mojego byłego chłopaka.
-Nicka? Znowu nie jesteście razem?- zapytałam zaciekawiona nie myśląc o głupiej plotce.
-Nie ważne. Jedne z wielu rzeczy, które się wczoraj wydarzyły.- powiedziała.- Więc może wytłumaczysz mi o co chodzi?
-Oj tylko się całowaliśmy.- westchnęłam.
-Cholera, a już miałam nadzieje. Jesteś ostatnią dziewicą wiesz?- zerknęła na mnie uśmiechając się złośliwie.
-A moja siostra?- udałam obrażoną i zdziwioną.
-Ona wczoraj spotkała się ze Steyem. Wszyscy wiedzą co będzie dalej.- zaśmiała się i wzruszyła ramionami.
-Nie chcę tego słuchać. A teraz zmieńmy temat. Upiłaś się bo zerwałaś z Nickiem czy on z z tobą?- zapytałam, a przyjaciółka odwróciła wzrok.
-Kocham go, on mnie, ale nie możemy się dogadać.- westchnęła- Nie chcę o tym mówić.- posłała mi błagalny uśmiech.
-Stella i Stey co o tym myślisz?- obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Weszłyśmy do naszej kawiarni i zamówiłyśmy swoje ulubione napoje. Usiadłyśmy przy oknie i opowiadałyśmy sobie o wszystkim. Momentami Miley uciekała daleko myślami, a ja pozwalałam jej błądzić. Wiedziałam, że sama musi podjąć ryzyko ponownego rozstania, zresztą jak zwykle. Po dwóch godzinach wróciłyśmy do domu, ale ja tylko zwinęłam torebkę i klucze, i pojechałam na zakupy. Zrobiłam małe zakupy spożywcze i już koło czwartej byłam w domu. Weszłam taszcząc dwie torby do środka, a tam zobaczyłam moją siostrę. To może nic takiego gdyby nie to, że tańczyła, śpiewała i była taka radosna. Przez to wszystko upuściłam torby z zakupami. Przestała nagle podrygiwać i zaczęła się śmiać.
-Co ci się stało?- spojrzałam na nią podnosząc brew do góry i taszcząc podniesione torby do kuchni.
-Nic. Po prostu jestem szczęśliwa.
-Rozmawiałaś z nim, prawda?
-Tak i oficjalnie od dziś jesteśmy parą.
-Wow. Gratuluję.- uściskałam ją.
-Dzięki, ale musisz się zmyć z domu. Umówiliśmy się na kolację.
-No dobrze chyba jakoś to przeżyję.- zaśmiałam się i poszłam na górę. Z leniwego dnia nadszedł wieczór. Jedyne co jednak wpadło mi do głowy to odwiedziny mojego chłopaka. Tak więc, zabrałam telefon i klucze, i uciekłam do domu na przeciwko. Zapukałam do drzwi i czekałam, aż ktoś mi otworzy. Zamiast tego wciągnięto mnie do środka i zostałam zaatakowana namiętnym całusem. Tay przyszpilił mnie do ściany, a ta noc i tak bardzo szybko zmieniła obrót.
***
Ostatnia piosenka to wszystko mojego autorstwa. Mam nadzieje że podoba wam się sytuacja przedstawiona w ostatnich trzech rozdziałach. :*
Miałam wrażenie, że jest przynajmniej po dziesiątej. Posłałam jej przepraszający uśmiech.
-Ale i tak idziemy na kawę do Skycoffe.- złapałam ją pod ramię chcąc już wychodzić.
- A może dasz mi się ubrać?- zapytała poirytowana.
-Ach, tak. Jasne.- zaśmiałam się i ją puściłam.
Nie przejmowałam się zbytnio jej obcesowym zachowanie. Ze względu na wczesną pobudkę jej priorytetem było pokazać mi jak bardzo jest za to zła. Wyszła po kilkunastu minutach z łazienki. Włosy miała związane w kok, a ubrana była czarną bokserkę wsadzoną w spodenki khaki. Złapała jeszcze jasną jeansową koszulę po czym złapała mnie pod ramię i wyszłyśmy z domu.
-A więc przyjaciółko, która się do mnie nie odzywał się od wczoraj. Dlaczego mnie obudziłaś?- zapytała robiąc swoją ulubioną miną, czyli podniosła brew do góry.
-Obudziłam się wcześnie, ale nie sądziłam, że aż tak.- posłałam jej wesoły uśmiech.
-Tak czy siak. Plotki chodzą po osiedlu, że spałaś już z Taylorem.- zrobiła złą minę.- A ja dowiedziałam się o tym od mojego byłego chłopaka.
-Nicka? Znowu nie jesteście razem?- zapytałam zaciekawiona nie myśląc o głupiej plotce.
-Nie ważne. Jedne z wielu rzeczy, które się wczoraj wydarzyły.- powiedziała.- Więc może wytłumaczysz mi o co chodzi?
-Oj tylko się całowaliśmy.- westchnęłam.
-Cholera, a już miałam nadzieje. Jesteś ostatnią dziewicą wiesz?- zerknęła na mnie uśmiechając się złośliwie.
-A moja siostra?- udałam obrażoną i zdziwioną.
-Ona wczoraj spotkała się ze Steyem. Wszyscy wiedzą co będzie dalej.- zaśmiała się i wzruszyła ramionami.
-Nie chcę tego słuchać. A teraz zmieńmy temat. Upiłaś się bo zerwałaś z Nickiem czy on z z tobą?- zapytałam, a przyjaciółka odwróciła wzrok.
-Kocham go, on mnie, ale nie możemy się dogadać.- westchnęła- Nie chcę o tym mówić.- posłała mi błagalny uśmiech.
-Stella i Stey co o tym myślisz?- obie wybuchnęłyśmy śmiechem.
Weszłyśmy do naszej kawiarni i zamówiłyśmy swoje ulubione napoje. Usiadłyśmy przy oknie i opowiadałyśmy sobie o wszystkim. Momentami Miley uciekała daleko myślami, a ja pozwalałam jej błądzić. Wiedziałam, że sama musi podjąć ryzyko ponownego rozstania, zresztą jak zwykle. Po dwóch godzinach wróciłyśmy do domu, ale ja tylko zwinęłam torebkę i klucze, i pojechałam na zakupy. Zrobiłam małe zakupy spożywcze i już koło czwartej byłam w domu. Weszłam taszcząc dwie torby do środka, a tam zobaczyłam moją siostrę. To może nic takiego gdyby nie to, że tańczyła, śpiewała i była taka radosna. Przez to wszystko upuściłam torby z zakupami. Przestała nagle podrygiwać i zaczęła się śmiać.
-Co ci się stało?- spojrzałam na nią podnosząc brew do góry i taszcząc podniesione torby do kuchni.
-Nic. Po prostu jestem szczęśliwa.
-Rozmawiałaś z nim, prawda?
-Tak i oficjalnie od dziś jesteśmy parą.
-Wow. Gratuluję.- uściskałam ją.
-Dzięki, ale musisz się zmyć z domu. Umówiliśmy się na kolację.
-No dobrze chyba jakoś to przeżyję.- zaśmiałam się i poszłam na górę. Z leniwego dnia nadszedł wieczór. Jedyne co jednak wpadło mi do głowy to odwiedziny mojego chłopaka. Tak więc, zabrałam telefon i klucze, i uciekłam do domu na przeciwko. Zapukałam do drzwi i czekałam, aż ktoś mi otworzy. Zamiast tego wciągnięto mnie do środka i zostałam zaatakowana namiętnym całusem. Tay przyszpilił mnie do ściany, a ta noc i tak bardzo szybko zmieniła obrót.
***
Ostatnia piosenka to wszystko mojego autorstwa. Mam nadzieje że podoba wam się sytuacja przedstawiona w ostatnich trzech rozdziałach. :*
czwartek, 11 października 2012
Chapter II - Morning.
Ten poranek był ciężki. Ciężkie powieki opadały z powrotem kiedy tylko chciałam otworzyć oczy. Z tego powodu zrezygnowałam z porannego wstania. Kiedy zasnęłam nie śniło mi się za wiele. Tylko nasz stary dom, znaczy czy ja wiem raczej dom z którego się wyprowadziłam. Tak czy siak śnił mi się. Chodziłam po nim zagubiona, a na piętrze słyszałam kroki. Ten sen już dawno rozgryzłam. Chodziło w nim zawsze o noc kiedy mama rozstała się ze swoim mężem, ale nie moim tatą. Oni wtedy tylko razem mieszkali i owszem jest moim ojcem, ale nie zawarli związku małżeńskiego. Tak więc Brad były mąż mojej mamy, a tato mojej siostry odszedł od nas kiedy miałam sześć lat. Stella zawsze się tym obarczała, ale nie potrzebnie. To była moja wina. Ciężko jest być dzieckiem, które nie umie odpowiedzieć sobie na pytanie czy jego imię jest prawdziwe. A ja właśnie takim dzieckiem byłam.
Późniejsza pobudka była jednak gwałtowniejsza. poczułam na skórze zimne, wręcz lodowate i mokre dłonie. Z piskiem zrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka. Moje oczy pod wpływem dopływu krwi rozwarły się, ale mocne światło osłabiło moją widoczność i o mało nie wpadłam na fotel zawalony wszystkim. Jednak w momencie kiedy powinnam uderzyć o podłogę czy cokolwiek twardego znalazło by się po drodze, poczułam jak silne dłonie łapią mnie najpierw za ramię co spowodowało ból, a potem w tali. Kiedy zostałam ustawiona do pionu odwróciłam się do swojego okropnego chłopaka,
-Jak mogłeś? Nie zauważyłeś że odsypiam?- miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam i udałam poważną. Tay tylko ze skruchą kiwnął głową.
-Przepraszam Mel.- wyszeptał, a ja nie mogąc wytrzymać wybuchłam śmiechem.- Nie daruje ci tego.- powiedział i rzucił się na mnie, a ja zdębiałam. Złapał mnie i przewiesił sobie przez ramię.
-Taylor puść mnie do cholery.- wcale nie czułam się dobrze zwisając głową w dół. Chciałam znaleźć się na ziemi i to natychmiast.
-Nie kochanie, najpierw...- nie zdążył mi odpowiedzieć bo szarpiąc się z nim i wisząc na jego ramieniu momentalnie znalazłam się na ziemi.
-Daruj najpierw się ubiorę i doprowadzę do stanu, który zaakceptuje, a potem coś porobimy.- obolała na szybko wyciągnęłam ubrania z szafy, a bieliznę wzięłam już w ogóle na nią nie spoglądając. Udałam się do łazienki gdzie uczesałam włosy i je wyprostowałam. Włożyłam na siebie krótkie jasne jeansowe szorty i do tego beżowy lekki sweter. Ubrana i gotowa wyszłam z łazienki i łapiąc za dłoń po drodze mojego chłopaka zbiegłam na dół. Na blacie leżała biała karteczka. Kiedy odczytałam jego zawartość nie mogłam uwierzyć. Pokręciłam więc jedynie głową i podeszłam do lodówki, która prawie, ze świeciła pustkami.
-Jakie zaniedbanie.- stwierdził Taylor i oparł się o blat wyspy kuchennej.
-Kochanie dam sobie radę.- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam plastikowy pojemnik z szuflady w lodówce. nałożyłam trochę sałatki na talerz i zabrałam się do jedzenia.
-Zielenina. Jak możesz to jeść?- zapytał mnie zdziwiony.
-Normalnie. To zdrowe i smaczne. A nie puste z kartonowym zapachem.- westchnęłam.
-Normalnie to uznałbym, że jesteś na diecie, ale jako że cię znam stwierdzam twoje życie jesz co chcesz.- wzruszył ramionami.
-Dziękuję.- posłałam mu promienny uśmiech, on puścił mi oczko.
-To co dzisiaj robimy?- zerknął na mnie zaciekawiony.
-W sumie ja chyba pójdę się przejść do parku muszę napisać parę tekstów. Chcę być gotowa już do nagrywania we wrześniu.- wstałam i podniosłam talerz by włożyć go do zmywarki.
- No tak to ja się zwinę i wpadnę po południu dobrze?
-Jasne.- pocałowałam go w policzek, a on machając mi wyszedł z domu.
Poszłam na górę i wyciągnęłam gitarę z garderoby, Przewiesiłam pasek od pokrowca zebrałam jeszcze notatnik, kilka ołówków i gumkę. Wszystko wrzuciła do torby, zgarniając jeszcze telefony i słuchawki. Zbiegłam na dół łapiąc klucze z komody i zatrzymałam się by ubrać czerwone vansy. Wyszłam z domu zamykając go na klucz i ruszyłam w stronę parku. Moje myśli nie były chaotyczne jak zwykle, ale starałam się skupić na jakiś słowach. jednak nic do siebie nie pasowało. Zmartwiona nie czułam jakoś w sobie muzyki. Jednak kiedy znalazłam się na miejscu i usiadłam pod wierzbą słowa zaczynały się dopasowywać.
Późniejsza pobudka była jednak gwałtowniejsza. poczułam na skórze zimne, wręcz lodowate i mokre dłonie. Z piskiem zrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka. Moje oczy pod wpływem dopływu krwi rozwarły się, ale mocne światło osłabiło moją widoczność i o mało nie wpadłam na fotel zawalony wszystkim. Jednak w momencie kiedy powinnam uderzyć o podłogę czy cokolwiek twardego znalazło by się po drodze, poczułam jak silne dłonie łapią mnie najpierw za ramię co spowodowało ból, a potem w tali. Kiedy zostałam ustawiona do pionu odwróciłam się do swojego okropnego chłopaka,
-Jak mogłeś? Nie zauważyłeś że odsypiam?- miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam i udałam poważną. Tay tylko ze skruchą kiwnął głową.
-Przepraszam Mel.- wyszeptał, a ja nie mogąc wytrzymać wybuchłam śmiechem.- Nie daruje ci tego.- powiedział i rzucił się na mnie, a ja zdębiałam. Złapał mnie i przewiesił sobie przez ramię.
-Taylor puść mnie do cholery.- wcale nie czułam się dobrze zwisając głową w dół. Chciałam znaleźć się na ziemi i to natychmiast.
-Nie kochanie, najpierw...- nie zdążył mi odpowiedzieć bo szarpiąc się z nim i wisząc na jego ramieniu momentalnie znalazłam się na ziemi.
-Daruj najpierw się ubiorę i doprowadzę do stanu, który zaakceptuje, a potem coś porobimy.- obolała na szybko wyciągnęłam ubrania z szafy, a bieliznę wzięłam już w ogóle na nią nie spoglądając. Udałam się do łazienki gdzie uczesałam włosy i je wyprostowałam. Włożyłam na siebie krótkie jasne jeansowe szorty i do tego beżowy lekki sweter. Ubrana i gotowa wyszłam z łazienki i łapiąc za dłoń po drodze mojego chłopaka zbiegłam na dół. Na blacie leżała biała karteczka. Kiedy odczytałam jego zawartość nie mogłam uwierzyć. Pokręciłam więc jedynie głową i podeszłam do lodówki, która prawie, ze świeciła pustkami.
-Jakie zaniedbanie.- stwierdził Taylor i oparł się o blat wyspy kuchennej.
-Kochanie dam sobie radę.- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam plastikowy pojemnik z szuflady w lodówce. nałożyłam trochę sałatki na talerz i zabrałam się do jedzenia.
-Zielenina. Jak możesz to jeść?- zapytał mnie zdziwiony.
-Normalnie. To zdrowe i smaczne. A nie puste z kartonowym zapachem.- westchnęłam.
-Normalnie to uznałbym, że jesteś na diecie, ale jako że cię znam stwierdzam twoje życie jesz co chcesz.- wzruszył ramionami.
-Dziękuję.- posłałam mu promienny uśmiech, on puścił mi oczko.
-To co dzisiaj robimy?- zerknął na mnie zaciekawiony.
-W sumie ja chyba pójdę się przejść do parku muszę napisać parę tekstów. Chcę być gotowa już do nagrywania we wrześniu.- wstałam i podniosłam talerz by włożyć go do zmywarki.
- No tak to ja się zwinę i wpadnę po południu dobrze?
-Jasne.- pocałowałam go w policzek, a on machając mi wyszedł z domu.
Poszłam na górę i wyciągnęłam gitarę z garderoby, Przewiesiłam pasek od pokrowca zebrałam jeszcze notatnik, kilka ołówków i gumkę. Wszystko wrzuciła do torby, zgarniając jeszcze telefony i słuchawki. Zbiegłam na dół łapiąc klucze z komody i zatrzymałam się by ubrać czerwone vansy. Wyszłam z domu zamykając go na klucz i ruszyłam w stronę parku. Moje myśli nie były chaotyczne jak zwykle, ale starałam się skupić na jakiś słowach. jednak nic do siebie nie pasowało. Zmartwiona nie czułam jakoś w sobie muzyki. Jednak kiedy znalazłam się na miejscu i usiadłam pod wierzbą słowa zaczynały się dopasowywać.
Sama nie jestem pewna czego naprawdę chcę.
Zmieniam zdanie co chwilę.
Nie wiem na ile jestem gotowa,
Na ten czas to dla mnie za dużo.
Chciałabym zrozumieć czemu to jest właśnie tak.
Za dużo tego wszystkiego
Czy czujem się gotowi?
Sami nie rozumiemy co ciągnie nas do siebie.
Mija parę chwil i nie wiemy co powiedzieć,
Stajemy twarzą w twarz.
Jestem prosta i normalna,
Moim znakiem wolność jest.
Nie czuje się przytłoczona,
I sama podejmuje decyzję.
Jesteś niebezpieczny, ale czy to jest dobre?
Jestem za lekka w twoim towarzystwie,
A do nie dawna stałam na ziemi.
Za dużo tego wszystkiego...
Co się ze mną dzieje?
Dlaczego staję się inna?
A jeśli to nie będzie dla mnie dobre,
I czemu nie myślisz o sobie.
Za dużo tego wszystkiego...
Roztargniona zerknęłam na telefon, który wskazywał już prawie trzecią po południu. Zebrałam się więc szybko i pobiegłam do domu. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Pierwsze co zrobiłam to jednak nalałam sobie wodę. Wyschnięte gardło było jedną z wielu rzeczy, których nie lubiłam. Zwinęłam swoje manatki na górę. Zostawiłam gitarę i torbę po czum wróciłam na dół. Właśnie w tym momencie do domu wszedł Taylor pogwizdując pod nosem. przytulił mnie mocno podnosząc nad ziemię.
-No gwiazdko poświęcisz mi trochę czasu?- zaśmiał się stawiając mnie na ziemi.
-Zastanowię się kochanieńki.- pocałowałam go w policzek i przeskoczyłam przez kanapę by usiąść.
-Nie można jak człowiek?- obszedł kanapę i usadowił się obok mnie.
- Nie.- zamrugałam uwodzicielsko.
Zaśmiał się i przybliżył do mnie. jego usta znajdowały się tak blisko, a on sam roztaczał wokół siebie przyjemną woń. Nie mogąc się oprzeć wpiła się w jego usta.Po jakimś czasie znalazłam się pod nim, a on wodził dłońmi po moim ciele. W czasie czułości do domu wpadła obładowana torbami Stella. Zerknęła na nas zdziwiona, aż przestraszony Taylor uciekł do góry do mojego pokoju. Ona jednak tylko o mało nie wybuchnęła śmiechem i ruszyła na górę. Sama poszłam zaraz za nią i weszłam do pokoju. Kiedy zamknęła drzwi oparłam się o nie i westchnęłam.
-Melissa, może już pójdę co?- zerknął na mnie Tay.
-Może powinieneś. Muszę to jakoś przetrawić.-pocałował mnie w policzek i go wypuściłam.
Czułam się okropnie. Nigdy nie pozwoliłam by jaki kol wiek chłopak mnie dotykał, a Taylorowi pozwoliłam na tak wiele. Czułam obrzydzenie do siebie. Jadnak próbowałam się otrząsnąć i zeszłam na dół. Siedziała z herbatą i rozmyślałam nad ostatnim zdarzeniem. Potem ze znudzeniem przeniosłam się na kanapę. W tym momencie zbiegła na dół Stella i przysiadła się do mnie.
-Co tam?- zapytała mnie próbując nawiązać rozmowę.
-Nic- odpowiedziałam obojętnie.
-Na pewno?- nie chciała dać mi widocznie spokoju.
-Dobra co chcesz wiedzieć?- zapytałam od niechcenia
-Co tak naprawdę jest pomiędzy tobą, a Taylorem?- była bardzo zaciekawiona.
-Co rozumiesz przez naprawdę?- naprawdę nie miałam ochoty odpowiadać na jej pytanie.
-Jesteście razem czy nie?- jej dociekliwość powoli mnie irytowała.
-Tak oficjalnie jesteśmy parą. Zadowolona?- odpowiedziałam chcą mieć to już z głowy.
-Ależ oczywiście.- zaśmiała się wesoło.
-Żartujesz sobie?- nie miałam siły już się z nią kłócić czy choćby rozmawiać.
-Nie. Idę na kolację.- spojrzałam na nią zaskoczona nie wiedząc o co chodzi.
-Ale z kim?- byłam zaciekawiona jak ona wcześniej.
-Ze Sterlingiem.- odpowiedziała zadowolona. Wstała z kanapy i uciekła na górę. Usłyszałam tylko jak włącza muzykę.
Pokręciłam jedynie głową i udałam się do sypialni. Poszłam do łazienki pod prysznic i ubrałam się w piżamę. Nie byłam jednak śpiąca więc z książką pod pachą poszłam na taras i zamierzałam trochę poczytać. Nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam...
środa, 10 października 2012
Chapter I - Memories.
Kiedy mój budzik zadzwonił zaszczycił mnie pobudką było już grubo po dziesiątej. Nie miałam pojęcia , o której startował nasz samolot, ale woląc nie ryzykować szybko zerwałam się z łóżka. Omijając poranną toaletę złapałam szlafrok i popędziłam na dół do kuchni. Tam siedziała już moja młodsza siostra Stella, z którą od powrotu od taty nie rozmawiałam. W pewnym sensie była na mnie zła bo mama straszliwie się denerwowała kiedy robiłam coś co im nie odpowiadało, albo były jakieś przecieki do prasy.Tak więc można powiedzieć, że mnie nienawidziła, ale jeśli chciała się wyprowadzić z Nowego Yorku mogła tylko ze mną. Kiedy ją mijałam posłała mi pogardliwe spojrzenie, ale wolałam udać, że go nie widzę. Tak więc pocałowałam mamę w policzek i odebrałam swoją porcję naleśników. W tym momencie Stella zerwała się od stołu i by pokazać, że to ona zawsze ma ostatnie zdanie, perfidnie głośnie tupiąc nogami wróciła do pokoju. Mama tylko westchnęła i wróciła do smażenia naleśników. Ja tylko by podnieść ją na duchu uśmiechnęłam się promiennie, ale sztucznie. Zresztą czego nie robiłam od dwóch miesięcy było sztuczne. Prawdziwe emocje zmatowiały i stałam się obojętna. Te wszystkie wydarzenia tak mnie przytłoczyły, że powoli nastąpiło wyparcie i czystka. Czyli jeśli ktoś powie płacz to zacznę płakać, a jeśli śmiej to zaraz to zmienię. Po śniadaniu poszłam na górę i postanowiłam się jakoś doprowadzić do porządku. Wzięłam ponownie prysznic. Uwielbiałam kiedy delikatna, mokra mgiełka otulała moje ciało. W pośpiechu wysmarowałam ciało balsamem. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je po prostu rozpuszczone. Z łazienki pobiegłam do pokoju by się ubrać. Z szafy wyciągnęłam czarne materiałowe rurki i białą bokserkę. Poszukałam jeszcze w szafie i znalazłam granatowy sweterek. Do tego założyłam granatowe conversy za kostkę. Ubrana nałożyłam jeszcze makijaż i poszłam do pokoju siostry. Zapukałam i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę co właściwie robię. Ale zanim zdążyłabym uciec, drzwi i tak by się otworzyły.
-Stella możemy chwilę porozmawiać? - spoglądałam na nią nie pewnie.
-Jasne.- usiadła na łóżku, a jej twarz nie zdradzała za wiele.
-No bo wiesz...-zaczęłam nie pewnie i usiadłam obok niej.- W końcu musimy zacząć się zachowywać jak dorośli...-nie zdążyła skończyć bo przerwała mi.
-Wiesz nie mam najmniejszej ochoty na słuchanie twoich wykładów więc przejdź do rzeczy.- odpowiedziała mi szczerze, a ja tylko się zamyśliłam i wymyśliłam coś na szybko.
-Dobrze.- uśmiechnęłam się sztucznie.- O której mamy samolot?
Zaśmiała się, ale nie miała pojęcia czemu.
-Widzisz trzeba było zacząć tak od razu.-zaśmiała się ponownie, a ja dalej tego nie rozumiałam.- Taksówka będzie tu za pół godziny.
-Świetnie w takim razie zostawiam cię jeszcze na pół godziny w tej twojej "różowej samotni pełnej kucyków pony...a ja się udam do mojego czarnego królestwa."- to porównanie było dla nas zabawne kiedy byłyśmy małe, ale tak na prawdę mój pokój był mniejszy od jej i cały w odcieniach bieli i beżu.Jednak jej na prawdę przypominał wielkie różowe coś. Tak to można było określić.
Kiedy robiłam sobie w myślach listę, mogłam już w tedy odhaczyć pogodzenie się z siostrą , przynajmniej prowizoryczne. Z westchnieniem wróciłam do pokoju i sprawdziłam moją małą walizkę. Wszystko było już gotowe by opuścić to miejsce, w którym się wychowałyśmy. Kiedy byłam mała pamiętam jak bałam się dotknąć czegokolwiek w tym domu. Wiedziałam, że jestem inna, czułam to patrząc w lustro, a kiedy inni pytali do kogo jestem podobna, mama mieszała się. Że jestem ciemno skóra bo mamy korzenie włoskie, a włosy i oczy po babci. Wielu ludzi wierzyło, wielu nie, a inni po prostu znali prawdę, ale udawali. Kiedy miałam osiem lat uciekłam ze swoich urodzin. W tedy mój najlepszy przyjaciel pobiegł za mną i wycierał mi łzy. Nie wiedział co się stało, ale i tak mnie pocieszał. To był moment kiedy powoli dojrzewałam do poznania całkowitej prawdy. Wtedy podsłuchałam zwitek rozmów podczas przyjęcia.
Potrząsnęłam głową nie chcą już tego wspominać. Rozerwana zapięłam torbę, spakowałam wszystko po kolei do torebki: portfel, klucze, słuchawki, telefony i błyszczyk. Nie zamierzałam się już niczym martwić. W końcu czekało mnie dużo pracy, ale i zabawy. "Hollywood nadchodzę", wykrzyknęłam w myślach i zeszłam na dół taszcząc torbę ze sobą. Mama powstrzymywała łzy, które napłynęły jej do oczu. Przytuliłam ją mocno i wyszeptałam jej do ucha że wszystko będzie w porządku, a ona tylko pokiwała głową.
-Masz dbać o siostrę.- powiedziała do mnie, a ja posłusznie skinęłam głową. Gdybym miała coś powiedzieć wybuchnęłabym płaczem. Kiedy weszłyśmy do taksówki mama pomachała nam jeszcze z werandy. Kiedy ruszyłyśmy po moim policzku spłynęła jedna łza. Moje rozmyślania nad przeszłością minęły, została mi już tylko przyszłość.
-Stella możemy chwilę porozmawiać? - spoglądałam na nią nie pewnie.
-Jasne.- usiadła na łóżku, a jej twarz nie zdradzała za wiele.
-No bo wiesz...-zaczęłam nie pewnie i usiadłam obok niej.- W końcu musimy zacząć się zachowywać jak dorośli...-nie zdążyła skończyć bo przerwała mi.
-Wiesz nie mam najmniejszej ochoty na słuchanie twoich wykładów więc przejdź do rzeczy.- odpowiedziała mi szczerze, a ja tylko się zamyśliłam i wymyśliłam coś na szybko.
-Dobrze.- uśmiechnęłam się sztucznie.- O której mamy samolot?
Zaśmiała się, ale nie miała pojęcia czemu.
-Widzisz trzeba było zacząć tak od razu.-zaśmiała się ponownie, a ja dalej tego nie rozumiałam.- Taksówka będzie tu za pół godziny.
-Świetnie w takim razie zostawiam cię jeszcze na pół godziny w tej twojej "różowej samotni pełnej kucyków pony...a ja się udam do mojego czarnego królestwa."- to porównanie było dla nas zabawne kiedy byłyśmy małe, ale tak na prawdę mój pokój był mniejszy od jej i cały w odcieniach bieli i beżu.Jednak jej na prawdę przypominał wielkie różowe coś. Tak to można było określić.
Kiedy robiłam sobie w myślach listę, mogłam już w tedy odhaczyć pogodzenie się z siostrą , przynajmniej prowizoryczne. Z westchnieniem wróciłam do pokoju i sprawdziłam moją małą walizkę. Wszystko było już gotowe by opuścić to miejsce, w którym się wychowałyśmy. Kiedy byłam mała pamiętam jak bałam się dotknąć czegokolwiek w tym domu. Wiedziałam, że jestem inna, czułam to patrząc w lustro, a kiedy inni pytali do kogo jestem podobna, mama mieszała się. Że jestem ciemno skóra bo mamy korzenie włoskie, a włosy i oczy po babci. Wielu ludzi wierzyło, wielu nie, a inni po prostu znali prawdę, ale udawali. Kiedy miałam osiem lat uciekłam ze swoich urodzin. W tedy mój najlepszy przyjaciel pobiegł za mną i wycierał mi łzy. Nie wiedział co się stało, ale i tak mnie pocieszał. To był moment kiedy powoli dojrzewałam do poznania całkowitej prawdy. Wtedy podsłuchałam zwitek rozmów podczas przyjęcia.
Potrząsnęłam głową nie chcą już tego wspominać. Rozerwana zapięłam torbę, spakowałam wszystko po kolei do torebki: portfel, klucze, słuchawki, telefony i błyszczyk. Nie zamierzałam się już niczym martwić. W końcu czekało mnie dużo pracy, ale i zabawy. "Hollywood nadchodzę", wykrzyknęłam w myślach i zeszłam na dół taszcząc torbę ze sobą. Mama powstrzymywała łzy, które napłynęły jej do oczu. Przytuliłam ją mocno i wyszeptałam jej do ucha że wszystko będzie w porządku, a ona tylko pokiwała głową.
-Masz dbać o siostrę.- powiedziała do mnie, a ja posłusznie skinęłam głową. Gdybym miała coś powiedzieć wybuchnęłabym płaczem. Kiedy weszłyśmy do taksówki mama pomachała nam jeszcze z werandy. Kiedy ruszyłyśmy po moim policzku spłynęła jedna łza. Moje rozmyślania nad przeszłością minęły, została mi już tylko przyszłość.
Prolog.
To ten czas kiedy chcę by każdy wiedział, że życie to nie monotonia. To co nam się wydaje nie możliwe jest całkiem osiągalne, ale proste rzeczy są za to nie możliwe dla nie których. O ludziach sławy mona mówić, że są bez serca bo i tacy się zdarzają, ale nie liczni chcą stać się częścią normalności. Ja sama jestem podzielona. Gdyby nie marzenia o normalności sama byłabym częścią szarej nowojorskiej masy. Jednak to zmieniło bardzo wiele. z urodzenia jestem nawet gorsza niż najbiedniejsza rodzina, bo nie urodziłam się z niczym. Moja matka zostawiła mnie w szpitalu i uciekła gdy tylko doszła do siebie. Kilka pielęgniarek potępiło ją pewnie za to, ale jak z nich ze swoją niską pensją by mnie wzięła? Żadna. Dlatego zostałam oddana do domu dziecka. Ale tylko na chwilę. Nie długo po tym jak mnie tam umieścili pojawiła się osoba, której najmniej się spodziewano. Była stanowcza i wiedziała czego chce. Wiedziała że chce mnie. I tak się stało. I nawet po tylu latach ona nie żałuje swojego wyboru.
To jednak część mojego życia. wielu rzeczy strasznie dzisiaj żałuję. Popełniłam wiele błędów i do dziś przez niektóre cierpię. Ale cieszę się że moje życie było i nadal jest urokliwe. W tym momencie jednak zostały mi wspomnienia. A wiele z nich jest warta pamięci.
Jako nastolatka miałam wszystko czego pragnęłam chociaż nie byłam zbytnio wymagająca.Przyjaciele, którymi się otaczałam byli tego warci. Ale był pewien okres kiedy wszystko zaczęło się sypać. Kłamstwa, które mnie budowały runęły kiedy skończyłam piętnaście lat. Zmieniłam się wyjechałam, a potem uciekłam. tamte czasy są ciemną rysą w moim umyśle. Mienią się stalowym kolorem i czerwonym gorącem plaż. Kiedy wróciłam dwa lata później próbowałam wszystko naprawić, ale nie umiałam. Nie dało się wymazać tego czasu, który spędziłam na wygnaniu. Dlatego chciałam się odciąć od rodziny i przeprowadziłam się wraz z siostrą i innymi, ale to nie tak wyszło. To był raczej jej pomysł, ale ja na niego przystałam. Po prostu wydawało mi się że to idealne rozwiązanie. Dlatego znowu uciekłam. Problemy jednak nigdy nie chciały odejść. Przygotowałam się na to, że życie będzie stawiać opór i byłam gotowa walczyć o wszystko. Nie sądziłam, że największym swoim wrogiem będę ja sama.
Dalej wszystko działo się powoli. ale każdy fragment życia ma swoją wartość. Może to nie będzie ono całe, ale pewien fragment. Kiedy skończyłam siedemnaście lat i byłam gotowa na zmiany. Mam na imię Melissa, a moje życie to mój biznes...
To jednak część mojego życia. wielu rzeczy strasznie dzisiaj żałuję. Popełniłam wiele błędów i do dziś przez niektóre cierpię. Ale cieszę się że moje życie było i nadal jest urokliwe. W tym momencie jednak zostały mi wspomnienia. A wiele z nich jest warta pamięci.
Jako nastolatka miałam wszystko czego pragnęłam chociaż nie byłam zbytnio wymagająca.Przyjaciele, którymi się otaczałam byli tego warci. Ale był pewien okres kiedy wszystko zaczęło się sypać. Kłamstwa, które mnie budowały runęły kiedy skończyłam piętnaście lat. Zmieniłam się wyjechałam, a potem uciekłam. tamte czasy są ciemną rysą w moim umyśle. Mienią się stalowym kolorem i czerwonym gorącem plaż. Kiedy wróciłam dwa lata później próbowałam wszystko naprawić, ale nie umiałam. Nie dało się wymazać tego czasu, który spędziłam na wygnaniu. Dlatego chciałam się odciąć od rodziny i przeprowadziłam się wraz z siostrą i innymi, ale to nie tak wyszło. To był raczej jej pomysł, ale ja na niego przystałam. Po prostu wydawało mi się że to idealne rozwiązanie. Dlatego znowu uciekłam. Problemy jednak nigdy nie chciały odejść. Przygotowałam się na to, że życie będzie stawiać opór i byłam gotowa walczyć o wszystko. Nie sądziłam, że największym swoim wrogiem będę ja sama.
Dalej wszystko działo się powoli. ale każdy fragment życia ma swoją wartość. Może to nie będzie ono całe, ale pewien fragment. Kiedy skończyłam siedemnaście lat i byłam gotowa na zmiany. Mam na imię Melissa, a moje życie to mój biznes...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)