Każda dzień po tym był już jak lawina. Po pierwsze brałam więcej, częściej. Nie było to jeszcze takie widoczne, ale popadałam w depresje. Stałam się automatem, który zawsze się uśmiechał i odpowiadał używając moich ust, mojego głosu, ale był po za moją kontrolą. Jakby ktoś mnie wyłączył, ale znalazł we mnie drugie życie. Tylko kiedy byłam sama chowałam się. Odcinałam się od wszystkiego co było możliwe. Zasłaniałam okna, zamykałam drzwi, wyłączałam muzykę. Nie chciałam nic wiedzieć, a to wszystko dla tego, że po woli umierało wszystko co znałam. A tak mi się przynajmniej zdawało.Po drugie moja siostra zamknęła się w swoim pokoju. Powiedziała, że jest chora, ale ja jej nie wierzyłam. Nie chciałam mnie wpuścić, a kiedy zadawałam pytania nie odpowiadała. Nie wiedziałam co się dzieje i panikowałam co doprowadzało do tego, że brałam więcej i więcej. Zatracałam się w tym. Czasem nie byłam dostępna przez kilka godzin. Nie raz budziłam się w ciągu dnia wiedząc, że odleciałam przez za dużą dawkę. Czułam się z tym źle, ale tak naprawdę to mi pomagało. Justin był zajęty wywiadami więc praktycznie się nie widzieliśmy. Dni płynęły dla mnie tylko po to by brać narkotyki. A ja popadałam w uzależnienie, a może już dawno to się stało tylko myślałam, że to kontroluje? Jednak nie chciałam o tym myśleć. Dopiero pewnego dnia do mojego domu wpadł Matt.
-Melissa!- złapał mnie za ramiona i spojrzał w oczy.
Byłam strasznie nafaszerowana jeszcze w dodatku połknęłam chyba z trzy tabletki na ból głowy.
-Co się dzieje?- zapytałam ochryple.
-Jak to co? Ten idiota dał ci narkotyki prawda?- spojrzał na mnie jakby to było oczywiste, ale zdawał się czekać na odpowiedź.
-Nie wiem o co ci chodzi.- powiedziałam bo właściwie sam się nie określił.
-Jeremy. Sprawdziłem go, ma pełno tego świństwa, ale on nie bierze. Zrobił badania wczoraj.- potrząsnął mną.-Nie rujnuj sobie życia.
-To nie ma znaczenia.- spuściłam wzrok na jego buty.
-Idiotka z ciebie,- skwitował i mnie puścił.
-To moje życie i będę o tym będę decydować ja.- powiedziałam wpatrując się w niego uparcie.
-Ale to głupie. Nie będę się kłócił tylko oddasz mi wszystko.- wyciągnął dłoń.
-Chyba śnisz.- powiedziałam i uderzyłam go w ramię.
-Nie przesadzaj.- złapał moja dłoń kiedy chciałam go uderzyć w twarz.
-Nigdy ci ich nie oddam.- wyrwałam mu dłoń z uścisku i cofnęłam się przez co mógł wejść do środka.
Tak też zrobił, wyminął mnie i poszedł na górę. Pobiegłam za nim, złapałam go za bluzę, ale mi się wyrwał. Wszedł do mojego pokoju i szperał w moich szufladach. Wyrzucił większość na ziemię i wyciągał torebeczki które wypadały z pomiędzy ubrań. Próbowałam je mu wyrwać, ale byłam za słaba. Upadłam jedynie na podłogę wrzeszcząc. Nie chcę więcej pamiętać. Wszystko było okropne i czekałam, aż ktoś mi pomoże uratuję.
Dwa dni później było lepiej. Jakoś zdołałam wykrzesać z siebie trochę normalności i siły. Chciałam zebrać się w sobie by to zostawić, ale na to dalej brakowało mi woli.Na razie moim celem było wybudzenie się i spowolnienie tego co ostatnio mnie dopadło. Potrzebowałam odpocząć od wszystkiego, ale musiałam na razie to przeczekać. Czekało mnie zadanie, które mogło być ciężkie. Widziałam, że ja nie dam rady nic zdziałać.
Zadzwoniłam do Justina z prośbą, Akurat był w domu więc szybko do nas wpadł. Otworzyłam mu drzwi. Kiedy próbował się przywitać odsunęłam się jedynie w tył. Nie zadawał pytań po prostu zniknął na górze. Czułam się podle i okropnie, ale czułam, że to niczego nie zmieni. Poszłam na górę i wzięłam prysznic. Wyszłam z łazienki owinięta ręcznikiem. Wybrałam świeżą bieliznę oraz jakieś ubrania. Zamknęłam pokój i chwyciłam książkę. Położyłam się na łóżku i próbowałam coś przeczytać, ale zamiast tego tępo wpatrywałam się w te strony. To nie wiele mi dawało. Nie mogłam się skupić, a moje myśli wertowały się, przekładane wspomnieniami.
Chcę coś nowego !
OdpowiedzUsuń