-Posmaruj mi plecy.- poprosiłam wyciągając krem z torby.
Justin wyszczerzył zęby w uśmiechu i usiadł na mnie okrakiem. Wycisnął trochę kremu z ampułki i smarował mnie zataczając kręgi na moich plecach. Podłożyłam dłonie pod brodę czerpiąc przyjemność z masażu. Nagle poczułam ukucie z boku, a potem z następnego.
-Justin!- chciałam klepnąć go w dłoń, żeby przestał.
-Bałem się, że zasypiasz.- zaśmiał się wesoło i wrócił do poprzedniej czynności.
Oparłam się na łokciach i zaczęłam przeglądać magazyn. Znalazłam kilka ciekawych okazów pytając o zdanie Justina. Na każdą rzecz odpowiadał negatywnie chociaż nigdy nie wyraził, że mam zły gust. W pewnym momencie zła na niego zaczęłam się bujać na biodrach chcąc go zrzucić. Nie miał pojęcia co kombinuje więc spadł na piasek gryząc piasek. Szybko się zerwał na kolana plując na wszystkie strony. Zdążyłam w tym czasie wyciągnąć telefon i pstryknęłam mu zdjęcie. Próbował wyrwać mi telefon, ale ja wyciągnęłam dłoń imitując pistolet i strzeliłam w niego. On udał, że pada, a ja zdmuchnęłam dym jak Luke Luck. Zaczęłam się śmiać, a on się nie ruszał.
-Justin?- spojrzałam na niego poważnie.
-Umieram.- powiedział cichutko, że musiałam przystawić ucho do jego twarzy.
-Wcale nie.- powiedziałam siadając na kocu.
-A właśnie, że tak.- powiedział cicho.
-Nie, zdaje ci się.- odparłam i ułożyłam się do słońca.
-Mel?- powiedział cichutko, ze go nie usłyszałam i ponowie się nad nim nachyliłam.
-Tak?- złapał mnie za szyję i wpił się w moje usta. Jego dłonie spoczęły na moim karku ciągnąc jeszcze bardzie. Okręciłam się w jego stronę, a on nawet nie miała pojęcia kiedy, rozwiązał mi stanik. Kiedy poczułam lekki chłód, zła szybko złapałam za końcówki i przyłożyłam do ciała.
-Teraz masz rację, zaraz umrzesz.- rzuciłam zła.
Justin wstał i pobiegł do wody. Rzucił się w się w fale. Ja tylko szybko zapięłam stanik i położyłam się z powrotem. Po jakimś czasie zobaczyłam cień nad sobą, a potem poczułam jak ktoś mokry się do mnie tuli od tyłu.
-Aaaa! Jesteś zimny.- powiedziałam turlając się na drugi bok.
Szybko wstałam z koca i łapiąc ręcznik, zaczęłam się wycierać.
-Jesteś niemożliwy.- zaśmiałam się i ściągnęłam spodenki.
Ruszyłam w stronę wody kiedy nagle Justin złapał mnie w pasie i podniósł do góry. Zaśmiałam się wesoło, próbując się wyrwać. Jednak dużo to mi nie dało. Zaniósł mnie do wody i po prostu wrzucił. Zła odpłynęłam od niego i nurkowałam sobie na głębszej wodzie. Nie wiedziałam kiedy do mnie podpłynął i złapał za nogę. Pociągnął mnie w dół sam wypływając do góry.
-Idioto.- powiedziałam oburzona.- Jak mogłeś. Mogłam się utopić.- uderzyłam go w tors, ale woda to stłumiła. Po jakimś czasie wyżywania się na nim, nie wiem jak i kiedy znalazłam się na głębokiej wodzie i nie dotykałam już dna. Umiem pływać, ale przestraszyłam się. W dodatku to stało się nagle i wpadłam pod wodę przygnieciona falą. Straciłam dopływ tlenu, i nie miałam jak się wybić. Moje ręce nie odpowiadały na sygnały. Czułam tylko opadanie w dół...
Ocknęłam się na powierzchni czując na ustach jego usta. Jego twarz była zmartwiona. Pochylał się nade mną i odgarnął mi włosy z twarzy.
-Biedactwo. Tak bardzo cię przepraszam.- pocałował mnie w czoło. Chciałam się podnieść, ale przytrzymał mnie za ramiona.- Nie spokojnie, leż.
-Już dobrze.- wychrypiałam.- Wody.- podał mi butelkę i odsłonił słońce.
-Przestraszyłem się.- powiedział zerkając na mnie czule.
-Nie mówmy o tym.- oddałam mu butelkę.
Ten dzień mimo wszystko był całkiem przyjemny. Powrót do domu jednak był lepszy. Justin przyklejony do moich ust wprowadził mnie do środka, a ja miałam nadzieje, że w środku nikogo nie ma.
No nie ładnie tak. Od razu od progu ? Hahahaha <3
OdpowiedzUsuńno i co hahah <3
Usuń