sobota, 20 października 2012

Chapter VII - Additctions.

Kiedy po męczącym tygodni, nastała chwila relaksu postanowiłam, że poleniuchuję sobie trochę i wybiorę się na odprężające zakupy. Kiedy przechadzając się, oczywiście w peruce po centrum handlowym, zauważyłam jak trzy osoby dziwnie mi się przyglądają. Nie wiedząc o co im chodzi, sama zaczęłam się im przyglądać i po prostu doznałam olśnienia. Była to czwórka moich dawnych znajomych. Kiedy tylko ich poznałam miałam ochotę, a raczej powinnam uciekać, ale kiedy oni także mnie poznali nie było już sensu. Podeszłam do nich udając radość z spotkania.
- John! Sara! Katy! Cody! Jaka miłą niespodzianka.- zaśmiałam się sztucznie, ale oni nei zwrócili na to uwagi.
-Daj spokój Melissa.- machnął Cody.
-Po tym wszystkim dziwie się, że się do nas odzywasz.- mruknęła Katy zawieszając głowę.
-Ale jesteśmy już czyści.- powiedział John, obejmując milczącą Sarę ramieniem.
Zrozumiałam, że było im po prostu wstyd. Tego co się wtedy wydarzyło i jak to się dla nas skończyło. Najgorsze było to, że nawet jeśli my byliśmy pozbierani był ktoś kto czekał na pomoc, chociaż o tym nie wiedział. 
-Ja...Nie mówmy o tym.- przysiadłam się do nich i uśmiechnęłam się szczerze.- To już było i znikło w odmętach przeszłości, a teraz mamy teraz co nie?
- W sumie tak.- Cody uśmiechnął się i popatrzył na resztę.- Ludzie ona nam wybacza.- wszyscy się nagle ożywili, jakby nie zrozumieli ani słowa z tego co powiedziałam.
-Chcieliśmy już dawno cię przeprosić.- odezwała się Sara.
-Ale nie było jak.- wyszeptała Katy, a ja kiwnęłam głową na znak, że rozumiem.
-N jak długo jesteście w mieście?- zapytałam wpadając na pewien pomysł.
-W sumie to do środy, ale jutro jesteśmy zajęci.- Cody utrzymywał kontakt wzrokowy z Johnem co nie uszło mojej uwadze.
-W takim razie zapraszam do siebie na obiad. Co wy na to?- z początku nie pewnie przyjęli ten pomysł, ale właśnie wtedy Sara podsyciła ich ciekawość i jakoś dali się namówić.
-Z chęcią się pojawimy.- powiedział Cody.
-Więc jesteśmy umówieni.- zaśmiałam się wesoło.
Potem podałam im jeszcze nasz adres i wróciłam do domu wszystko przygotować. Kiedy przejeżdżałam prze bramę uprzedziłam naszego dozorcę Stevego, że pojawią się dzisiaj u mnie goście i żeby ich wpuścił. Uśmiechnął się i przytaknął puszczając mnie dalej. Kiedy weszłam z zakupami do domu, mojej siostry jeszcze nie było. Zabrałam się więc za szykowanie zapiekanki. Kiedy wstawiłam ją do piekarnika zegar wybijał już czwartą. Moi znajomi mieli pojawić się koło szóstej. Tak wiec zabrałam się za krojenie warzyw do sałatki kiedy wpadła do domu Stella. Rzuciła plecak obok kanapy i podeszła do lodówki.
-Cześć.- powiedziała wyciągając butelkę wody.
-Cześć Stella.- odpowiedziała nie przerywając krojenia.
-Co dobrego gotujesz?- zapytała zaciekawiona.
-Zapiekankę. Zaprosiłam koleżanki na obiad.
-Jakie koleżanki?
- Nie twój interes.
-Ale to tak samo mój dom jak i twój, i mam prawo wiedzieć kto do niego przyjdzie.- uśmiechnęła się wrednie.
-I tak ich nie znasz.- skwitowałam nie zwracając na nią uwagi.
-Fajnie czyli je dzisiaj poznam. Wspaniale.- uśmiechnęła się.
-Nie poznasz, masz zmyć się z domu.- nie mogłam dopuścić by dowiedziała, się prawdy.
-Ech masz pecha. Umówiłam się ze Steyem na później, ma do mnie wpaść.
-Robisz to specjalnie nie możesz iść do niego?- zapytała poirytowana.
-Nie bo jestem wredna.- zwinęła się i poszła na górę. Pokręciłam jedynie głową. Nie długo potem zeszła na dół gotowa.
-No to kto do nas dzisiaj przychodzi?- zapytała kiedy nakrywałam do stołu.
-Katy, Sara, Cody i John.
-Aha...- odparła jedynie. Przytuliła się do mnie i uśmiechnęła, a ja tego nie rozumiałam.
-A tobie co się stało?- zapytałam nie do końca rozumiejąc.
-Nic. Po prostu naszła mnie ochota, żeby się przytulić do mojej siostry.
-No dobrze.- uśmiechnęłam się i skończyłam.
-Nie będę ci dzisiaj przeszkadzać. Już zmywam się do Steya.- ja jednak zaprotestowałam.
-W sumie weź go i przyjdźcie razem na obiad. Taylor też będzie.- posłałam jej lekki uśmieszek.
-Dobrze. Zapytam się go czy zechce uraczyć się swoją obecnością.- powiedziała na co ja się zaśmiałam.
-Dobrze zapytaj go..
-Ok. To zaraz wracam.- uśmiechnęła się i wyszła z domu.
Mi jedyne co zostało to się przygotować i czekać na wszystkich gości.

1 komentarz: