środa, 10 października 2012

Chapter I - Memories.

Kiedy mój budzik zadzwonił zaszczycił mnie pobudką było już grubo po dziesiątej. Nie miałam pojęcia , o której startował nasz samolot, ale woląc nie ryzykować szybko zerwałam się z łóżka. Omijając poranną toaletę złapałam szlafrok i popędziłam na dół do kuchni. Tam siedziała już moja młodsza siostra Stella, z którą od powrotu od taty nie rozmawiałam. W pewnym sensie była na mnie zła bo mama straszliwie się denerwowała kiedy robiłam coś co im nie odpowiadało, albo były jakieś przecieki do prasy.Tak więc można powiedzieć, że mnie nienawidziła, ale jeśli chciała się wyprowadzić z Nowego Yorku mogła tylko ze mną. Kiedy ją mijałam posłała mi pogardliwe spojrzenie, ale wolałam udać, że go nie widzę. Tak więc pocałowałam mamę w policzek i odebrałam swoją porcję naleśników. W tym momencie Stella zerwała się od stołu i by pokazać, że to ona zawsze ma ostatnie zdanie, perfidnie głośnie tupiąc nogami wróciła do pokoju. Mama tylko westchnęła i wróciła do smażenia naleśników. Ja tylko by podnieść ją na duchu uśmiechnęłam się promiennie, ale sztucznie. Zresztą czego nie robiłam od dwóch miesięcy było sztuczne. Prawdziwe emocje zmatowiały i stałam się obojętna. Te wszystkie wydarzenia tak mnie przytłoczyły, że powoli nastąpiło wyparcie i czystka. Czyli jeśli ktoś powie płacz to zacznę płakać, a jeśli śmiej to zaraz to zmienię. Po śniadaniu poszłam na górę i postanowiłam się jakoś doprowadzić do porządku. Wzięłam ponownie prysznic. Uwielbiałam kiedy delikatna, mokra mgiełka otulała moje ciało. W pośpiechu wysmarowałam ciało balsamem. Wysuszyłam włosy i ułożyłam je po prostu rozpuszczone. Z łazienki pobiegłam do pokoju by się ubrać. Z szafy wyciągnęłam czarne materiałowe rurki i białą bokserkę. Poszukałam jeszcze w szafie i znalazłam granatowy sweterek. Do tego założyłam granatowe conversy za kostkę. Ubrana nałożyłam jeszcze makijaż i poszłam do pokoju siostry. Zapukałam i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę co właściwie robię. Ale zanim zdążyłabym uciec, drzwi i tak by się otworzyły.
-Stella możemy chwilę porozmawiać? - spoglądałam na nią nie pewnie.
-Jasne.- usiadła na łóżku, a jej twarz nie zdradzała za wiele.
-No bo wiesz...-zaczęłam nie pewnie i usiadłam obok niej.- W końcu musimy zacząć się zachowywać jak dorośli...-nie zdążyła skończyć bo przerwała mi.
-Wiesz nie mam najmniejszej ochoty na słuchanie twoich wykładów więc przejdź do rzeczy.- odpowiedziała mi szczerze, a ja tylko się zamyśliłam i wymyśliłam coś na szybko.
-Dobrze.- uśmiechnęłam się sztucznie.- O której mamy samolot?
Zaśmiała się, ale nie miała pojęcia czemu.
-Widzisz trzeba było zacząć tak od razu.-zaśmiała się ponownie, a ja dalej tego nie rozumiałam.- Taksówka będzie tu za pół godziny.
-Świetnie w takim razie zostawiam cię jeszcze na pół godziny w tej twojej "różowej samotni pełnej kucyków pony...a ja się udam do mojego czarnego królestwa."- to porównanie było dla nas zabawne kiedy byłyśmy małe, ale tak na prawdę mój pokój był mniejszy od jej i cały w odcieniach bieli i beżu.Jednak jej na prawdę przypominał wielkie różowe coś. Tak to można było określić. 
Kiedy robiłam sobie w myślach listę, mogłam już w tedy odhaczyć pogodzenie się z siostrą , przynajmniej prowizoryczne. Z westchnieniem wróciłam do pokoju i sprawdziłam moją małą walizkę. Wszystko było już gotowe by opuścić to miejsce, w którym się wychowałyśmy. Kiedy byłam mała pamiętam jak bałam się dotknąć czegokolwiek w tym domu. Wiedziałam, że jestem inna, czułam to patrząc w lustro, a kiedy inni pytali do kogo jestem podobna, mama mieszała się. Że jestem ciemno skóra bo mamy korzenie włoskie, a włosy i oczy po babci. Wielu ludzi wierzyło, wielu nie, a inni po prostu znali prawdę, ale udawali. Kiedy miałam osiem lat uciekłam ze swoich urodzin. W tedy mój najlepszy przyjaciel pobiegł za mną i wycierał mi łzy. Nie wiedział co się stało, ale i tak mnie pocieszał. To był moment kiedy powoli dojrzewałam do poznania całkowitej prawdy. Wtedy podsłuchałam zwitek rozmów podczas przyjęcia. 
Potrząsnęłam głową nie chcą już tego wspominać. Rozerwana zapięłam torbę, spakowałam wszystko po kolei do torebki: portfel, klucze, słuchawki, telefony i błyszczyk. Nie zamierzałam się już niczym martwić. W końcu czekało mnie dużo pracy, ale i zabawy. "Hollywood nadchodzę", wykrzyknęłam  w myślach i zeszłam na dół taszcząc torbę ze sobą. Mama powstrzymywała łzy, które napłynęły jej do oczu. Przytuliłam ją mocno i wyszeptałam jej do ucha że wszystko będzie w porządku, a ona tylko pokiwała głową.
-Masz dbać o siostrę.- powiedziała do mnie, a ja posłusznie skinęłam głową. Gdybym miała coś powiedzieć wybuchnęłabym płaczem. Kiedy weszłyśmy do taksówki mama pomachała nam jeszcze z werandy. Kiedy ruszyłyśmy po moim policzku spłynęła jedna łza. Moje rozmyślania nad przeszłością minęły, została mi już tylko przyszłość.

1 komentarz: