sobota, 20 października 2012

Chapter VI - Recordings.

Kiedy podjechałyśmy pod studio na zewnątrz czekał na nas pewien młody chłopak. Nie widziałam jego twarzy, ale postura wydawała mi się znajoma. Pokręciłam głową nie wierząc, że tak wiele rzeczy może wrócić do swojego stanu przed, chociaż miałam pojęcie, że teraz już zawsze będzie po. Wyszłam z samochodu i pobiegłam w jego stronę.
-Cameron!- uściskałam do serdecznie całując w policzek jak europejczycy. On się jedynie zaśmiał.
-Moja Melissa.- odwzajemnił uścisk i poniósł mnie do góry.- Schudłaś i wypiękniałaś. Widzisz z tamtym było ci nie do twarzy.- ponownie się zaśmiał, stawiając mnie na ziemi. 
-To jak gotowa powrócić?- zapytała Miley witając się z naszym przyjacielem.
-Pewnie, że tak.- uśmiechnęłam się i popędziłam do wejścia. W środku działała klimatyzacja, wiec powietrze było chłodne. Kilka kobiet wędrowało, a każda w inną stronę ze słuchawką w uchu. 'Biznes się kręci', stwierdziłam i podeszłam do windy. Nie czekając na przyjaciół, wjechałam do góry i weszłam na otwarty korytarz. Nikogo nie widziała. Przechodząc obok drzwi na jednych z nich zauważyłam swoje imię. Weszłam do środka, a tam czekała mnie niespodzianka. Cały mój zespół był już gotowy, a dyrektor popijał sobie kawkę.
-Witaj Melissa.- uśmiechnął się odstawiając kawę na bok. Wstał i podał mi rękę.- Jak dobrze cię znowu widzieć.- zaśmiał się.
-Tak ja też tęskniłam za takim miejscem.- uśmiechnęłam się nerwowo. 
-No, ale w końcu trafiłaś do domu. Mam nadzieje, że na zawsze.- pokiwał głową będąc tego pewien.
-Pewnie i tak.- zgodziłam się, ale moje myśli płynęły już innym kierunkiem. Automatycznie przestawiona na mózg artysty zawiesiłam wzrok, na instrumentach. Wtedy wpadli na mnie Jeremy, Matt i Ethan. 
-Martwiłem się, że już nigdy cię nie wypuszczą.- Jeremy mnie przytulił mocno. Był wysoki, miał czarne włosy  i zielone oczy. Bardzo był podobny do mnie. Wiecznie nierozgarnięty, gubił wszystko po kolei i nie zawsze był na czas, ale jednocześnie był nie zastąpionym gitarzystą.
-Bo inaczej byś był już zawsze bez roboty.- Ethan pokręcił głową. Był blondynem o brązowych oczach. Jego IQ było zdecydowanie wyższe niż moje, ale to nie miało znaczenia. Kiedyś chciał zostać lekarzem, ale rodzice nie mieli pieniędzy na studia. Po bracie została mu jedynie gitara basowa, więc stwierdził, że tak zarobi na studia. Potem jednak się wkręcił i postanowił, że studia nie uciekną i jak coś to pójdzie po prostu potem.
-A ty już dawno wylądował byś na Harvardzie.- Matt przybił, ze mną piątkę. Brat bliźniak Jeremiego był za to bajecznym perkusistą. Jednak inaczej niż jego brat poukładał sobie życie. Odkładał pieniądze, kupił sobie mieszkanie i nawet miał psa. Nie chciał dziewczyny bo stwierdził, że ona może jedynie mu przeszkodzić w karierze, ale prawda była inna. Matt był od wielu lat zakochany w dziewczynie, która zmarła. Byli ze sobą odkąd skończyli piętnaście lat. Kiedy miała osiemnaście zmarła na białaczkę. Ciężko to przeżył, ale kiedy się pozbierał brat zabrał go na casting zespołu. Nie dawno dopiero skończyli dwadzieścia trzy lata. 
-Dobra chłopaki. Mam trochę materiału co wyjdzie to wyjdzie.- zaśmiałam się, a do studia weszli Miley i Cameron.
- No to co do roboty.- Cameron podłączył konsolę, a do środka weszła reszta ekipy.
Tak minął mi cały tydzień, kiedy pracowałam na nad nowymi tekstami. I mimo, że ciągle wracałam zmęczona czułam, że było warto. Nie czułam jednak, że łapie mnie coś czego tak skrzętnie unikałam. Nie sądziłam, że wkrótce moje poświęcenie wyjdzie mi złe. A to czego chciałam dokonać po prostu mnie będzie chciało zniszczyć. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz