czwartek, 11 października 2012

Chapter II - Morning.

Ten poranek był ciężki. Ciężkie powieki opadały z powrotem kiedy tylko chciałam otworzyć oczy. Z tego powodu zrezygnowałam z porannego wstania. Kiedy zasnęłam nie śniło mi się za wiele. Tylko nasz stary dom, znaczy czy ja wiem raczej dom z którego się wyprowadziłam. Tak czy siak śnił mi się. Chodziłam po nim zagubiona, a na piętrze słyszałam kroki. Ten sen już dawno rozgryzłam. Chodziło w nim zawsze o noc kiedy mama rozstała się ze swoim mężem, ale nie moim tatą. Oni wtedy tylko razem mieszkali i owszem jest moim ojcem, ale nie zawarli związku małżeńskiego. Tak więc Brad były mąż mojej mamy, a tato mojej siostry odszedł od nas kiedy miałam sześć lat. Stella zawsze się tym obarczała, ale nie potrzebnie. To była moja wina. Ciężko jest być dzieckiem, które nie umie odpowiedzieć sobie na pytanie czy jego imię jest prawdziwe. A ja właśnie takim dzieckiem byłam. 
Późniejsza pobudka była jednak gwałtowniejsza. poczułam na skórze zimne, wręcz lodowate i mokre dłonie. Z piskiem zrzuciłam kołdrę i wyskoczyłam z łóżka. Moje oczy pod wpływem dopływu krwi rozwarły się, ale mocne światło osłabiło moją widoczność i o mało nie wpadłam na fotel zawalony wszystkim. Jednak w momencie kiedy powinnam uderzyć o podłogę czy cokolwiek twardego znalazło by się po drodze, poczułam jak silne dłonie łapią mnie najpierw za ramię co spowodowało ból, a potem w tali. Kiedy zostałam ustawiona do pionu odwróciłam się do swojego okropnego chłopaka,
-Jak mogłeś? Nie zauważyłeś że odsypiam?- miałam ochotę wybuchnąć śmiechem, ale się powstrzymałam i udałam poważną. Tay tylko ze skruchą kiwnął głową.
-Przepraszam Mel.- wyszeptał, a ja nie mogąc wytrzymać wybuchłam śmiechem.- Nie daruje ci tego.- powiedział i rzucił się na mnie, a ja zdębiałam. Złapał mnie i przewiesił sobie przez ramię.
-Taylor puść mnie do cholery.- wcale nie czułam się dobrze zwisając głową w dół. Chciałam znaleźć się na ziemi i to natychmiast. 
-Nie kochanie, najpierw...- nie zdążył mi odpowiedzieć bo szarpiąc się z nim i wisząc na jego ramieniu momentalnie znalazłam się na ziemi.
-Daruj najpierw się ubiorę i doprowadzę do stanu, który zaakceptuje, a potem coś porobimy.- obolała na szybko wyciągnęłam ubrania z szafy, a bieliznę wzięłam już w ogóle na nią nie spoglądając. Udałam się do łazienki gdzie uczesałam włosy i je wyprostowałam. Włożyłam na siebie krótkie jasne jeansowe szorty i do tego beżowy lekki sweter. Ubrana i gotowa wyszłam z łazienki i łapiąc za dłoń po drodze mojego chłopaka zbiegłam na dół. Na blacie leżała biała karteczka. Kiedy odczytałam jego zawartość nie mogłam uwierzyć. Pokręciłam więc jedynie głową i podeszłam do lodówki, która prawie, ze świeciła pustkami.
-Jakie zaniedbanie.- stwierdził Taylor i oparł się o blat wyspy kuchennej.
-Kochanie dam sobie radę.- uśmiechnęłam się i wyciągnęłam plastikowy pojemnik z szuflady w lodówce. nałożyłam trochę sałatki na talerz i zabrałam się do jedzenia.
-Zielenina. Jak możesz to jeść?- zapytał mnie zdziwiony.
-Normalnie. To zdrowe i smaczne. A nie puste z kartonowym zapachem.- westchnęłam.
-Normalnie to uznałbym, że jesteś na diecie, ale jako że cię znam stwierdzam twoje życie jesz co chcesz.- wzruszył ramionami.
-Dziękuję.- posłałam mu promienny uśmiech, on puścił mi oczko.
-To co dzisiaj robimy?- zerknął na mnie zaciekawiony.
-W sumie ja chyba pójdę się przejść do parku muszę napisać parę tekstów. Chcę być gotowa już do nagrywania we wrześniu.- wstałam i podniosłam talerz by włożyć go do zmywarki.
- No tak to ja się zwinę i wpadnę po południu dobrze?
-Jasne.- pocałowałam go w policzek, a on machając mi wyszedł z domu.
Poszłam na górę i wyciągnęłam gitarę z garderoby, Przewiesiłam pasek od pokrowca zebrałam jeszcze notatnik, kilka ołówków i gumkę. Wszystko wrzuciła do torby, zgarniając jeszcze telefony i słuchawki. Zbiegłam na dół łapiąc klucze z komody i zatrzymałam się by ubrać czerwone vansy. Wyszłam z domu zamykając go na klucz i ruszyłam w stronę parku. Moje myśli nie były chaotyczne jak zwykle, ale starałam się skupić na jakiś słowach. jednak nic do siebie nie pasowało. Zmartwiona nie czułam jakoś w sobie muzyki. Jednak kiedy znalazłam się na miejscu i usiadłam pod wierzbą słowa zaczynały się dopasowywać.

Sama nie jestem pewna czego naprawdę chcę.
Zmieniam zdanie co chwilę.
Nie wiem na ile jestem gotowa,
Na ten czas to dla mnie za dużo.
Chciałabym zrozumieć czemu to jest właśnie tak.

Za dużo tego wszystkiego
Czy czujem się gotowi?
Sami nie rozumiemy co ciągnie nas do siebie.
Mija parę chwil i nie wiemy co powiedzieć,
Stajemy twarzą w twarz.

Jestem prosta i normalna,
Moim znakiem wolność jest.
Nie czuje się przytłoczona,
I sama podejmuje decyzję.
Jesteś niebezpieczny, ale czy to jest dobre?
Jestem za lekka w twoim towarzystwie,
A do nie dawna stałam na ziemi.

Za dużo tego wszystkiego...

Co się ze mną dzieje?
Dlaczego staję się inna?
A jeśli to nie będzie dla mnie dobre,
I czemu nie myślisz o sobie.

Za dużo tego wszystkiego...

Roztargniona zerknęłam na telefon, który wskazywał już prawie trzecią po południu. Zebrałam się więc szybko i pobiegłam do domu. Podeszłam do drzwi i otworzyłam je. Pierwsze co zrobiłam to jednak nalałam sobie wodę. Wyschnięte gardło było jedną z wielu rzeczy, których nie lubiłam. Zwinęłam swoje manatki na górę. Zostawiłam gitarę i torbę po czum wróciłam na dół. Właśnie w tym momencie do domu wszedł Taylor pogwizdując pod nosem. przytulił mnie mocno podnosząc nad ziemię.
-No gwiazdko poświęcisz mi trochę czasu?- zaśmiał się stawiając mnie na ziemi.
-Zastanowię się kochanieńki.- pocałowałam go w policzek i przeskoczyłam przez kanapę by usiąść.
-Nie można jak człowiek?- obszedł kanapę i usadowił się obok mnie.
- Nie.- zamrugałam uwodzicielsko.
Zaśmiał się i przybliżył do mnie. jego usta znajdowały się tak blisko, a on sam roztaczał wokół siebie przyjemną woń. Nie mogąc się oprzeć wpiła się w jego usta.Po jakimś czasie znalazłam się pod nim, a on wodził dłońmi po moim ciele. W czasie czułości do domu wpadła obładowana torbami Stella. Zerknęła na nas zdziwiona, aż przestraszony Taylor uciekł do góry do mojego pokoju. Ona jednak tylko o mało nie wybuchnęła śmiechem i ruszyła na górę. Sama poszłam zaraz za nią i weszłam do pokoju. Kiedy zamknęła drzwi oparłam się o nie i westchnęłam.
-Melissa, może już pójdę co?- zerknął na mnie Tay.
-Może powinieneś. Muszę to jakoś przetrawić.-pocałował mnie w policzek i go wypuściłam. 
Czułam się okropnie. Nigdy nie pozwoliłam by jaki kol wiek chłopak mnie dotykał, a Taylorowi pozwoliłam na tak wiele. Czułam obrzydzenie do siebie. Jadnak próbowałam się otrząsnąć i zeszłam na dół. Siedziała z herbatą i rozmyślałam nad ostatnim zdarzeniem. Potem ze znudzeniem przeniosłam się na kanapę. W tym momencie zbiegła na dół Stella i przysiadła się do mnie.
-Co tam?- zapytała mnie próbując nawiązać rozmowę.
-Nic- odpowiedziałam obojętnie.
-Na pewno?- nie chciała dać mi widocznie spokoju.
-Dobra co chcesz wiedzieć?- zapytałam od niechcenia
-Co tak naprawdę jest pomiędzy tobą, a Taylorem?- była bardzo zaciekawiona.
-Co rozumiesz przez naprawdę?- naprawdę nie miałam ochoty odpowiadać na jej pytanie.
-Jesteście razem czy nie?- jej dociekliwość powoli mnie irytowała.
-Tak oficjalnie jesteśmy parą. Zadowolona?- odpowiedziałam chcą mieć to już z głowy.
-Ależ oczywiście.- zaśmiała się wesoło.
-Żartujesz sobie?- nie miałam siły już się z nią kłócić czy choćby rozmawiać.
-Nie. Idę na kolację.- spojrzałam na nią zaskoczona nie wiedząc o co chodzi.
-Ale z kim?- byłam zaciekawiona jak ona wcześniej.
-Ze Sterlingiem.- odpowiedziała zadowolona. Wstała z kanapy i uciekła na górę. Usłyszałam tylko jak włącza muzykę.
Pokręciłam jedynie głową i udałam się do sypialni. Poszłam do łazienki pod prysznic i ubrałam się w piżamę. Nie byłam jednak śpiąca więc z książką pod pachą poszłam na taras i zamierzałam trochę poczytać. Nawet nie wiedząc kiedy zasnęłam...

1 komentarz: