wtorek, 30 kwietnia 2013

Chapter XI - Love or nothing.

Reszta dnia minęła całkiem spokojnie. Rozmawialiśmy, a ja mu powiedziała o wiele za dużo. Wiedziałam, że to dziwne, ale czułam potrzebę powiedzenia wszystkiego komuś. Nie było to moją winą, że trafiło to na niego. Był wspaniałym słuchaczem o czym wcześniej nie zdawałam sobie sprawy. Nigdy specjalnie blisko ze sobą nie byliśmy, ale tego wieczoru wiedział o mnie więcej niż moja matka, ale nikt nigdy nie wiedział więcej niż Miley. Jednak była pewna chwila, która przełamała jeszcze więcej. Wypiliśmy w sumie trochę za dużo. Kieliszek po kieliszku wina byliśmy coraz bardzie zbliżeni, aż w końcu wpił się w moje usta gładząc mój policzek kciukiem. Włożyłam dłonie pod jego koszulkę, gładząc jego tors. Rozpuścił moje włosy, przeczesując je palcami. Czułam narastające podniecenie. Ściągnęłam jego koszulkę i pocałowałam go namiętnie. Nie był mi jednak dłużny, ściągając moją koszulkę, a ja mu na to pozwoliłam. Całował moje ciało, a ja wydawałam dźwięki rozkoszy. Delikatnie głaskał je bojąc się mnie skrzywdzić. Byłam mu wdzięczna, bo nadal się tego bałam. Jednak chciałam to zrobić. Przyciągając go do siebie i położyłam się na kanapie, a on gładził moje ciało. Rozpiął mój stanik i ściągnął go wprawnym ruchem. Czułam się onieśmielona, ale nie chciałam by przerywał. Sama odważniej sięgnęłam do jego rozporka. Pomógł mi i pozbyliśmy się jego spodni. On jednak sam dał sobie radę i pozbył się i moich. Pragnęłam go i pocałowałam go delikatnie dając znać, że czuję się gotowa.
Obudziłam się rano w ciepłych ramionach. Jednak nie miałam o tym pojęcia i przestraszona otworzyłam oczy, i podniosłam się. Kiedy się rozejrzałam do o koła wszędzie panował bałagan, ale to i tak nie był mój dom. Dopiero kiedy mnie do siebie przyciągnął do siebie dając mi do zrozumienia, że chce spać uspokoiłam się. Zostałam na noc u chłopaka, z którym dopiero co zaczęłam rozmawiać, ale mając taki mętlik w głowie zupełnie o tym zapomniałam. Przytuliłam się do niego i pocałowałam go delikatnie. On jednak otworzył oczy i wpatrywał się we mnie. Schowałam się niżej pod kołdrę, chcą uniknąć jego wzroku. On jednak uparcie nie przestawał. Beztrosko odgarnął włosy z mojej twarzy. Odchylił kołdrę i musnął moje usta.
-Jesteś piękna.- wyszeptał, a ja się zaczerwieniłam.
-Przestań.- zaśmiałam się, a moja twarz była całą czerwona, aż mnie zapiekło.
-Ale ja nie kłamie.- zaśmiał się.
-Proszę cię wyglądam okropnie jeszcze w dodatku cała jestem czerwona.- schowałam twarz w dłonie.
-Dlatego jesteś jeszcze piękniejsza.- pocałował mnie w rozpalony policzek.
-Nie słodź już.- zaśmiał się i porwał mnie w ramiona ciągnąc na siebie.
-Moja maleńka.- pocałował mnie delikatnie.
Cały ranek przytulaliśmy się, a on pieszczotliwie ochrzcił mnie swoją maleńką. Całował mnie po twarzy i muskał moje usta, a ja topiłam się w jego oczach. To uczucie było cudowne. Nie wiedziałam dlaczego i jak to było możliwe, ale czułam przysłowiowe motylki w brzuchu. Miłość, ale tak byłam zakochana. I bardzo mi się to podobało.
Późniejszy czas nadal był strasznie uroczy. On sam w sobie był kochany. Po późnym śniadaniu przeprosiłam go i powiadomiła, że muszę wrócić do domu. Ze smutkiem mnie pożegnał i powiedział, że wpadnie wieczorem. Pocałowałam go namiętnie i wróciłam do domu. Powoli szłam po schodach śpiewając na cały głos piosenkę, którą ostatnio nagrałam. W mojej głowie nagle znalazło się wiele pomysłów. Uciekłam więc szybo na górę, złapałam za notatnik i zaczęłam notować. Z tego wszystkiego powstały, aż trzy nowe piosenki, a ja byłam siebie dumna. Czułam, że moje życie w końcu nabiera rumieńców, które już dawno przybladły. Krążyłam po pokoju tańczą i podśpiewując pod nosem. Czułam się idealnie, a to wszystko co stało się dzień czy dwa dni wcześniej przestało mieć znaczenie. Kiedy dostrzegłam na zegarku godzinę piątą zamknęłam się w łazience biorąc długą relaksującą kąpiel. Kiedy wyszłam w samym ręczniku szukałam jakiejś sukienki. Zdecydowałam się na pudrową jedwabistą sukienkę. Wróciłam i już wcześniej wysuszone włosy ułożyłam w kok, a jeden sprężysty loczek okalał moją twarz. nałożyłam delikatny makijaż i wyszła do pokoju gotowa. Z szafy wyciągnęłam jedynie jeszcze czarne szpilki z czerwoną podeszwą. Byłam z siebie dumna. Spryskałam się delikatnymi, ale seksownymi perfumami i zeszłam na dół. Właśnie w tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Otworzyłam je, a on stał tam ubrany w czarne rurki, czarny podkoszulek i białą marynarkę. W dłoni trzymał jedną biała orchideę, mój ulubiony kwiat.
-Prześliczna.- wyszeptałam.
-Piękna to jesteś ty.- zaśmiał się. Szybko poszłam włożyć ją do wody i wróciła z powrotem.
-Chodźmy maleńka.- musnął delikatnie moje usta.
-Dobrze.- Justin objął mnie ramieniem i ruszyliśmy w stronę jego samochodu. 
***
Aaaa! dumna jestem xd mam nadzieje, że się podoba i była pewna niespodzianka o którą się starałam.

1 komentarz:

  1. Trzyma w napięciu. hahaha nie wiadomo do samego końca co to a chłopak. ale ja się domyśliłam :P <3

    OdpowiedzUsuń