wtorek, 30 kwietnia 2013

Chapter X - We had it all.

Osiem miesięcy później.

Usiadłam na parapecie wpatrując się przez okno. Oczyma wędrowałam od ptaków do ludzi i spoglądałam za okno w domu skąd widziałam śpiącą siostrę wraz ze Sterlingiem. Wciągnęłam głęboko powietrze, a moje płuca wypełniła woń wody kolońskiej i mieszanki zapachu Taylora. Otulona jego koszulą rozmyślałam nad tym co dalej. Jak go kochać mimo bólu? Dlaczego ja wciąż go kochałam? Czemu mnie tak traktuje?
-Mam jogurt truskawkowy i świeże bułki.- Taylor usiadł na łóżku i wyciągnął jogurty i jeden mi podając.
-Dziękuję.- uśmiechnęłam się delikatnie i chwyciłam bułkę.
-Jak się czujesz?- zmierzył mnie łagodnym wzrokiem.
-O wiele lepiej.- ściągnęłam koc z nóg i podeszłam do niego. Usiadłam i oparłam głowę o jego ramię. - Czy ja zawsze muszę popełniać błędy?- zaśmiał się cicho i pocałował mnie w głowę.
-Wcale tego nie robisz kochana.
-A właśnie, że tak- ziewnęłam głęboko i wtuliłam się w niego.- Jestem jednak wdzięczna za wszystko.- uśmiechnęłam się delikatnie.
-Nie musisz mi dziękować.- pocałował mnie delikatnie, a ja zarumieniłam się.
-Nie rozumiem.- zerknęłam na niego zdziwiona.
-Czego kochani?- uśmiechnął się nie zauważając mojej zdziwionej miny.
-ponieważ zerwaliśmy, spotkałam się z Bradem, pobił mnie, a ty zachowujesz się jakby nic się nie stało.- powiedziałam szybko na jednym wydechu. On jednak się tylko uśmiechnął łobuzersko i złapał moją twarz w dłonie.
-Kocham cię bo jesteś jak powietrze. nie da się ciebie pozbyć.- musnął moje usta swoimi, ale ja zapragnęłam więcej. Wpiłam się w jego usta, a moje dłonie wędrowały ku niem, ciągnąc go do mnie. Czułam jego dłonie na mym ciele, jak rozpinał guziki jego koszuli, jak jego ręce mnie pragnęły. Miałam mętlik w głowie. Nie wiedziałam czego chce. Szybko się od niego oderwałam i wybiegłam z sypialni. Zbiegłam po schodach i wypadłam na zimne powietrze. Biegłam przez drogę i wpadłam do domu jak szalona. Pobiegłam na górę i zamknęłam się w łazience. dopiero wtedy poczułam jak łzy spływają po mojej twarzy. Odkręciłam kurek i ochlapałam twarz wodą. Zakręciłam go i osunęłam się w dół, zamykając oczy. Czułam się źle. Powinnam dzisiaj to wszystko naprawiać,a nie gmatwać wszystko od początku. Zmęczona wstałam i spojrzałam na umęczoną twarz w lustrze. Podbite oko nabrzmiało od płaczu. A to wszystko zafundował mi chłopak, którego chciałam kochać, z którym chciałam być. Brad miał być przecież przy mnie. Miał mnie kochać, a on był tylko zdolny do bicia. Cholerny damski bokser. 
Odepchnęłam się od blatu i wszyłam z łazienki. Usiadłam na łóżku i przytuliłam się do poduszki. Czułam, że w najbliższym czasie będzie moim jedynym pocieszeniem. Pokręciłam głową. 'Przecież to głupie', pomyślałam. Rzuciłam ją w kąt i wstałam potykając się o dywanik. Upadłam na podłogę, a do pokoju weszła Miley.
-Wyglądasz jak sto nieszczęść.- rzuciła siadając na łóżku.
-I tak się czuję.- wstałam masując kostkę.
-Coś mi mówi, że nic tu nie zdziałam.- przytknęłam głową, dając jej znać, że ma rację.- Ale wiem kto da radę,- wystukała szybko sms'a i uśmiechnęła się tajemniczo.- Ubieraj się.- tak jak kazała tak zrobiłam.
Wciągnęłam na siebie czerwone rurki i białą bokserkę, Narzuciłam na to brązowy sweter i założyłam białe conversy za kostkę.
-Ubrana.- odparłam smętnie.- A teraz powiedz mi o co chodzi?- zapytałam podpierając się pod boki.
-Oj zobaczysz.- zaśmiała się i ciągnąc mnie za rękę zaciągnęła mnie na dół, a potem na dwór. Zaprowadziła mnie pod jeden z domów. 
-Trzymaj się.- pomachała mi i ruszyła w stronę domu.
-Chyba nie? Miley!- wydarłam się, ale było za późno. 
-Cześć Melissa.- uśmiechnął się.- Wchodź.- nawet nie wiedziałam kiedy otworzył drzwi. Jedyne co mi pozostało to wejść do środka.  
***
Jestem szczęśliwa, ale muszę przystopować. Więc bez zdziwień, że nie ma rozdziału. A teraz proszę o komentarze. 

1 komentarz: